środa, 28 czerwca 2017

"Dziewczyna na miesiąc. Kwiecień-maj-czerwiec" - Audrey Carlan [recenzja]




" - (...) W życiu trzeba ryzykować. Wybrać nieznane ścieżki."


Kilka dni temu podzieliłam się moją opinią na temat pierwszego tomu serii Calendar Girl. Z pewnością książki wchodzące w skład owego cyklu nie stanowią wymagającej literatury. Moim zdaniem nie są też powieściami, do lektury których bym koniecznie zachęcała. Nie wnoszą bowiem niczego wartościowego, pomimo iż poniekąd poruszają istotne zagadnienia. Aczkolwiek mogą odegrać rolę przerywnika pomiędzy trudniejszymi, refleksyjnymi i niosącymi przesłanie powieściami oraz okazać się odskocznią od codzienności, tym bardziej, że czyta się owe lekko i nie trzeba zbytnio pobudzać do pracy szarych komórek. Po pierwszej części, naiwnie wierzyłam, że może druga będzie lepsza i ciekawsza. Cóż... Uważam, że nie tylko była słabsza, ale też pokuszę się o stwierdzenie, że jest jedną z gorszych powieści z gatunku literatury erotycznej. Zapraszam na recenzję.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

"Ślad przeznaczenia" - Agnieszka Monika Polak [recenzja]




" - (...) Życie jest jak pociąg, który zatrzymuje się na różnych stacjach, 
zabiera pasażerów, którzy wsiadają do niego, jeśli chcą, i wysiadają w miejscu, do którego dążą."


Zdecydowana większość czytelników mojego bloga zapewne wie, że jestem sroką okładkową. To właśnie oprawa musi na tyle przykuć moją uwagę, abym zapragnęła bliżej zapoznać się z jej fabułą. Tak było w przypadku owej powieści. Gdy tylko ją ujrzałam w zapowiedziach, zakochałam się. Oczarowała mnie (zresztą, tak jak i drugi tom). Moja wyobraźnia zaczęła pracować intensywnie. Widziałam już piękną, niesamowitą i niezwykłą opowieść. Dlatego też bardzo czekałam na te książki. Z niecierpliwością wypatrywałam listonosza. A kiedy już do mnie dotarły, nie mogłam oderwać od nich wzroku. Bajka. Po prostu. Coś wspaniałego. Ale cóż... Okazało się, że cudowne opakowanie nie oznacza równie cudownej zawartości. Po raz kolejny zatem przekonałam się, iż nie ocenia się książek po okładce. Owszem, to wartościowa historia, aczkolwiek kompletnie do mnie nieprzemawiająca. Zapraszam na recenzję.

czwartek, 22 czerwca 2017

"Dziewczyna na miesiąc. Styczeń-luty-marzec" - Audrey Carlan [recenzja]




"(...) Rozbita miłość. Tylko tyle udało mi się osiągnąć w życiu.
Tylko to znam. Pasuje idealnie."


Przyznaję szczerze, że przed otrzymaniem propozycji zapoznania się i tym samym zrecenzowania książek z cyklu Calendar Girl, nie słyszałam o owej serii. Zatem zaznajomiłam się oczywiście z ich opisami, z pewnością intrygującymi, a także okładkami. Zanim jednak podjęłam ostateczną decyzję o ich wyborze, sprawdziłam również oceny czytelników na portalu lubimyczytac.pl. I cóż... Były one bardzo skrajne, od wysokich po bardzo niskie. To skłoniło mnie poniekąd do myślenia oraz w pewien sposób zachęciło do sięgnięcia po zaproponowane mi książki. Różne noty sprawiły, że chciałam przekonać się, co wpłynęło na taki a nie inny odbiór tychże powieści, co takiego poróżniło czytelników, co okazało się być mocną, a co słabą stroną pierwszych dwóch tomów cyklu? Pragnę też zauważyć, że nie przeczytałam wówczas ani jednej opinii, aby przypadkiem nie natrafić na spojler (co już mi się kilkukrotnie zdarzyło). Jak w moim odczuciu wypadła pierwsza część serii? Czy warto było poświęcić czas na jej lekturę? Jakie wrażenia na mnie wywarła? I czy mam w planach poznanie kolejnych tomów? Zapraszam na recenzję.

wtorek, 20 czerwca 2017

"Miłość do trawy" - Michał Krupa [recenzja]




" - (...) Czasami trzeba pogodzić się z losem i pozwolić sprawom po prostu biec swoimi ścieżkami."


W czerwcu ubiegłego roku miałam przyjemność oddać się lekturze mini powieści "Na głowie stanęło" Michała Krupy. To było moje pierwsze czytelnicze i jakże udane spotkanie z piórem autora. Udało mu się wówczas przywołać fantastyczne wspomnienia z mego dzieciństwa. Nigdy nie zapomnę owej książki, zawartej w niej historii, towarzyszących emocji, bowiem była mi poniekąd bliska. Zakorzeniła się nie tylko w mej głowie, ale i w sercu. Poruszała przede wszystkim ważne aspekty społeczne i kulturalne. Postanowiłam sobie wtedy, że sięgnę po kolejne publikacje tegoż pisarza. Zatem, gdy otrzymałam jakiś czas temu wykaz zapowiedzi wydawnictwa i dostrzegłam nazwisko autora, a potem tę piękną, prostą i klimatyczną okładkę, wiedziałam już, że chcę poznać przedstawioną w niej opowieść. Jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się podanym przy owej pozycji informacjom, na tamtą chwilę, odpuściłam. Dlaczego? Zapraszam na recenzję.

sobota, 17 czerwca 2017

"Oczy wilka" - Alicja Sinicka [recenzja]




" - Fajne niebo jest dzisiaj..."


Głównym bodźcem skłaniającym i zachęcającym mnie do sięgnięcia po daną książkę jest jej okładka. Musi mnie w jakimś stopniu oczarować i sprawić, że zapragnę poznać zawartość powieści. Tym razem jednak to nie oprawa przykuła moją uwagę, a dwa niby proste, aczkolwiek niejako hipnotyzujące i tajemnicze słowa "oczy wilka". To w zupełności wystarczyło, abym zainteresowała się ową pozycją i zapoznała z opisem fabuły, która również mnie mocno zaintrygowała. Czekałam zatem na tę książkę z wielką niecierpliwością, ale też pełna ekscytacji i podniecenia. Byłam przeogromnie ciekawa, jaka historia kryje się za tymże enigmatycznym tytułem... I gdy pewnego późnego sobotniego wieczoru przewróciłam zaledwie pierwszą kartkę powieści, już wiedziałam, że to będzie udane spotkanie, z którego nie będę chciała się wyrwać. Przepadłam całkowicie... Zapraszam na recenzję.

piątek, 16 czerwca 2017

"52 kolory życia" (tom VI i VII) - Magdalena Kozioł




"(...) Niestety miłość jest silniejsza niż śmierć.
Nie można zamknąć jej w grobie ani w przeszłości.
Nie da się jej zabić, bo nie ma ciała. Na próżno z nią walczyć.
Można na nią chorować i Sally właśnie na taką chorobę zapadła.
Była ona jej tajemnicą."


Nie ukrywam, że długo odwlekałam moment, aby zasiąść do lektury ostatnich dwóch tomów "52 kolorów życia". Dlaczego? Po pierwsze, nie miałam najmniejszej ochoty rozstawać się z ukazaną historią oraz postaciami odgrywającymi w niej główne role, z którymi niewątpliwie bardzo się zżyłam w ciągu ostatniego roku. A po drugie, było mi nieprawdopodobnie smutno, że to koniec tej cudownej i przepełnionej paletą różnobarwnych emocji opowieści, która niejednokrotnie przenosiła mnie do małego i magicznego świata, pokazywała oblicza najpiękniejszego uczucia na świecie - miłości, przekazywała mnóstwo wartościowych przemyśleń, nieustannie wprawiała w chwile kontemplacji i ostatecznie z pewnością wniosła coś cennego w moje życie. Jednak nastał wreszcie ten dzień, kiedy zdecydowałam ponownie przenieść się do świata Sally i Jacka... Podekscytowana, a jednocześnie pełna obaw rozpoczęłam podróż, dzięki której miałam poznać pozostałe siedemnaście kolorów życia. I po raz kolejny przepadłam, zapominając o otaczającej mnie rzeczywistości... Zapraszam na recenzję.

środa, 14 czerwca 2017

"Zjednoczone Siły Królestwa Utopii" - Dariusz Orszulewski




"(...) Zachciało mi się normalności.
Anglię pamiętałem z gazet wczesnych lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku.
Czytałem o koledżach i uniwerkach, o studentkach i równo przystrzyżonych, 
zielonych trawnikach na kampusach tych uczelni, o wielkich bibliotekach.
Nie miało dla mnie znaczenia, czy artykuł dotyczył Australii, Stanów Zjednoczonych 
czy Francji - dla mnie i tak był zawsze opowieścią o Anglii.
W Anglii było jak wszędzie indziej za granicą i jak nigdzie indziej na świecie."


Przyznaję, że nie słyszałam o książce "Zjednoczone Siły Królestwa Utopii" przed otrzymaniem propozycji jej zrecenzowania. I prawdę mówiąc, po ujrzeniu tytułu owej powieści, poniekąd się przestraszyłam. Skojarzył mi się z literaturą historyczną czy też poruszającą poważne zagadnienia i wymagającą maksymalnego skupienia, a na takową nie miałam wówczas ochoty. Lecz gdy tylko bliżej zapoznałam się z opisem owej pozycji, poczułam się zaintrygowana i postanowiłam dać jej szansę. To moje trzecie spotkanie - w niedługim czasie - z powieścią podejmującą tematykę dotyczącą  emigracji. Czasami lubię sięgać po tego typu publikacje. Nie tylko bowiem mogę z nich zaczerpnąć mnóstwo interesujących informacji, pozyskać wiele ciekawostek o danym kraju, jego kulturze i mentalności społeczeństwa, ale przede wszystkim poznać historie wielu ludzi, powody i cele, dla których zdecydowali się wyemigrować, problemy, jakich doświadczali w związku z wyjazdem, ich porażki i sukcesy, mierzenie się z rzeczywistością, ale również uczucia, jakie towarzyszyły im od momentu opuszczenia granic ojczystego kraju oraz w trakcie pobytu w miejscu, do którego się udali. Czas spędzany z lekturą takowych książek był bez wątpienia udany i w pełni wykorzystany. Czy mogę podobnie rzec o prozie Dariusza Orszulewskiego? Zapraszam na recenzję.

sobota, 10 czerwca 2017

"Zaraz wracam" - Anita Scharmach




"(...) Jestem żałosna. Czego ja się boję, przecież to, co się stało, już się wydarzyło. 
Nic już tego nie zmieni! Nic. Nie potrafię cofnąć czasu."


W grudniu ubiegłego roku miałam przyjemność zaznajomić się z powieścią "Mogę wszystko" (recenzja), będącą debiutem literackim autorki. Bardzo mile wspominam ową książkę i przyznaję, że z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnej zatytułowanej "Zaraz wracam". Zarówno okładka, jak i opis sugerują piękną, aczkolwiek smutną i pełną wzruszeń opowieść. Przed jej lekturą doradzano mi zaopatrzyć się w kilka opakowań chusteczek higienicznych, bowiem ukazana w niej historia wyciska łzy. Nie ukrywam, że zaczęłam się troszkę obawiać tego, iż mogę się za bardzo rozkleić i oczywiście zgodnie z radami się solidnie przygotowałam. Pewnego popołudnia w pełni gotowa zasiadłam do lektury... Jakie zatem wrażenia wywarła na mnie książka "Zaraz wracam"? Zapraszam na recenzję. 

czwartek, 8 czerwca 2017

Ostanowka: Rossija! - kwartalnik nr 22/kwiecień-czerwiec 2017



Dziś chciałabym pokrótce zaprezentować Wam magazyn: "Ostanowka: Rossija!" - kwartalnik nr 22 (kwiecień-czerwiec 2017), który skierowany jest głównie do osób uczących się języka rosyjskiego, aczkolwiek stanowi również idealne rozwiązanie dla tych, którzy chcą sprawdzić swoje umiejętności językowe po dłuższej przerwie, tak jak to jest w moim przypadku. Postanowiłam właśnie sięgnąć po owe czasopisma, aby między innymi przekonać się, czy po wielu latach nieobcowania z językiem rosyjskim poradzę sobie nie tylko z przeczytaniem zawartych w nich tekstów, ale przede wszystkim ich zrozumieniem. To jest dopiero moje drugie spotkanie z kwartalnikiem "Ostanowka: Rossija!" i czas spędzony z jego lekturą uważam za wartościowy i udany. Co znajdziemy w najnowszym numerze?

środa, 7 czerwca 2017

"Szczęście od jutra" - Anna Balińska (PATRONAT)




"Miłość czasem odbiera człowiekowi rozum. 
Robimy coś, czego nie zrobilibyśmy dla nikogo innego.
Zachowujemy się tak, jak w życiu nie chcielibyśmy się zachować.
Może właśnie po to jest miłość i może dzięki tej całej wariacji potrafimy odróżnić osoby,
na którym nam naprawdę zależy."


"Szczęście od jutra" to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki. Co prawda, posiadam od niedawna w swojej biblioteczce poprzednią powieść Anny Balińskiej "Pod pelargoniowym balkonem", ale jeszcze nie miałam okazji się z nią zaznajomić. Na pewno to nadrobię w okresie wakacyjnym. Najnowszą książkę autorki przeczytałam kilka dni temu i od tamtej pory przymierzałam się do napisania recenzji. Nieustannie towarzyszył mi natłok myśli i wydawać by się mogło, że stworzenie paru zdań wyrażających moje wrażenia po lekturze nie będzie problemem. A jednak nie wiedziałam, od czego tak naprawdę miałabym zacząć i co zawrzeć w mojej opinii, gdyż to jest ten rodzaj opowieści, przy którym nie można się aż nadto rozpisywać, aby przypadkiem nie zdradzić pewnych istotnych faktów, i tym samym ujawnić poszczególnych składowych fabuły. Postaram się zatem zobrazować te najważniejsze elementy owej książki i na nich się skupić. Zapraszam na recenzję.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

"Dziewczyna z nagietkowym szalem" - Susan Meissner




"Wszystko, co piękne, ma do opowiedzenia jakąś historię.
Ale nie każda historia jest piękna."


"Dziewczyna z nagietkowym szalem" to powieść, która przyciągała moją uwagę od dnia, gdy ujrzałam jej zapowiedź na stronie internetowej wydawnictwa. Intuicja nieustannie podpowiadała mi, że muszę, po prostu muszę poznać historie zawarte w owej książce. Tym razem, nie urzekła mnie jakoś szczególnie jej okładka, ale tytuł skrywający tajemnicę i losy pewnego nagietkowego szala. Podświadomie czułam, że to będzie niezwykła opowieść z cudownym i cennym przesłaniem. Zdecydowałam się zatem na jej lekturę. Moje przeczucie się nie pomyliło. To jedna z piękniejszych powieści w moim dotychczasowym życiu. Pierwsze, ale zapewne nie ostatnie spotkanie z piórem autorki okazało się ujmujące, poruszające, a przede wszystkim pełne ciepła i miłości. Szkoda tylko, że było tak krótkie... Zapraszam na recenzję.

środa, 31 maja 2017

"I cóż, że o Szwecji" - Natalia Kołaczek




Odkąd ujrzałam książkę "I cóż, że o Szwecji", wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć, aby między innymi poszerzyć mój zasób wiedzy na temat tegoż kraju. O Szwecji wiem niewiele, są to raczej podstawowe informacje niegdyś nabyte w trakcie studiów, gdzieś przeczytane bądź zasłyszane. Zresztą jakoś nigdy nie czułam potrzeby poznania jej bliżej i bardziej. Nawet wtedy, kiedy to miałam okazję przez kilka lat pracować w biurze podróży. Szwecja nie była bowiem jedną z najczęściej wybieranych przez turystów destynacją - bynajmniej nie zaobserwowałam wśród nich większego zainteresowania owym kierunkiem. Największą popularnością cieszyły się oczywiście  miejsca typowo wypoczynkowe i zapewniające słoneczne i ciepłe pobyty. Natomiast, jeśli chodzi o imprezy objazdowe, to zazwyczaj ciekawość budziły: Francja, Włochy, Chorwacja, a zdarzało się, że i Norwegia. Szwecja była pomijana. Być może wynikało to ze znajomości  pewnych stereotypów, a możliwe, że nie wybierano owego kraju jako celu podróży ze względu na warunki klimatyczne lub wysokie ceny. Trudno jednoznacznie stwierdzić. Ja przyznaję, że po lekturze owej publikacji nabrałam ochoty na odwiedzenie Szwecji - kraju kojarzonego głównie z siecią sklepów Ikea, samochodami Volvo, kryminałami, serwisem Spotify czy wódką Absolut. Zapraszam na recenzję "I cóż, że o Szwecji".

wtorek, 30 maja 2017

Przedpremierowo: "Przeminęło z mailem" - Barbara Drews




"(...) Bo przecież nie liczą się drobnostki życia codziennego, tylko człowiek W ŚRODKU, jego serce.
Ale również to, jaki CHCIAŁBY być - i to jest może najistotniejsze, bo pokazuje,
co jest dla danego człowieka ważne.
A że nie jest doskonały?
Bo nie może!"


"Przeminęło z mailem" to już kolejna książka, która przyciągnęła moja uwagę prostą, estetyczną i idealną pod względem doboru kolorystyki okładką. Opis również mnie zachęcił do podjęcia decyzji o wyborze owej powiastki, tym bardziej, że sugerował historię miłości pomiędzy dojrzałymi już wiekowo oraz doświadczonymi życiowo ludźmi, a co jak wiemy, nie jest często spotykanym zjawiskiem w literaturze - zazwyczaj powieści traktują o pięknym uczuciu łączącym młode osoby. Oczywiście zaintrygował mnie także sam tytuł owego utworu, który wzbudził moją ciekawość. Tym sposobem zdecydowałam się na lekturę owej książki i... Zapraszam na recenzję.

poniedziałek, 29 maja 2017

"Nie nazywaj mnie Pamelą" - Dorota Majewska




"(...) Każda pora roku miała dla mnie urok. Kochałam przyrodę. 
Czasem siadałam na ławce i marzyłam.
O lepszym życiu, o miłości..."


Zazwyczaj decyduję się na lekturę danej książki wtedy, gdy oczaruje mnie jej oprawa. Jednak tym razem, postanowiłam po nią sięgnąć skuszona intrygującym, a przede wszystkim pełnym tajemnic opisem. Na tyle zaciekawiła mnie krótka notka na okładce, iż wiedziałam, że muszę poznać przedstawioną w powieści historię. Przyznaję, że oczekiwałam zupełnie innej opowieści. Na pewno nie byłam przygotowana na to, co w owej publikacji zastałam i co wywołało moje zaskoczenie, chwilami wzburzenie, a w dużej mierze niezrozumienie (łagodnie rzecz ujmując). Zapraszam na recenzję.

niedziela, 28 maja 2017

"Serniki słodkie i wytrawne" - Renata Czelny-Kawa




"W kuchni uwielbiałam przesiadywać za stołem. 
Z książką, z herbatą, potem z ukochaną przeze mnie kawą. 
Uwielbiałam obserwować, jak inni gotują i pieką. 
Patrzyłam, jak spracowane dłonie mojej Babci zagniatają ciasto na szarlotkę, 
z uznaniem kiwałam głową, widząc, jak moja Mama dekoruje przepyszne, domowe torty."


Zapach pieczonego sernika unoszący się w całym domu... Tradycyjny, niekiedy z dodatkiem rodzynek, za którymi nigdy nie przepadałam i wyskubywałam owe zawsze z każdego ciasta... Udekorowany polewą czekoladową... Jego delikatny, słodki i łagodny smak... Poniekąd uzależniający, nigdy nie kończyło się na pochłonięciu przeze mnie jednego kawałka... To moje wspomnienia z dzieciństwa... Odkąd pamiętam, mama zawsze piekła sernik wkładając w to mnóstwo serca, czasu i pracy. Zazwyczaj owe ciasto gościło i nadal gości w czasie świąt, ale zdarza się też, że delektujemy się nim pomiędzy ważnymi wydarzeniami. Cała moja najbliższa rodzina uwielbia się nim zajadać, tym samym sernik znika w ekspresowym tempie. Zawsze przyglądałam się poszczególnym etapom jego przygotowywania przez mamę i wielokrotnie chciałam go wykonać sama, ale niestety jestem dość leniwa, jeśli chodzi o czasochłonne i wymagające pracy wypieki. Wolę piec ciasta, którym nie trzeba poświęcać zbyt wiele czasu, które są łatwe w sporządzaniu, składają się z zaledwie kilku składników i przede wszystkim ich czas pieczenia jest krótki. Natomiast, inaczej jest w przypadku ich konsumowania. Wówczas poświęcam sporo czasu smakowaniu i zachwycaniu się tymi słodkościami. Uwielbiam popołudnia z filiżanką kawy i kawałkiem ciasta, który powoli znika z talerza... Po książkę "Serniki słodkie i wytrawne" sięgnęłam z kilku powodów, po pierwsze - pragnęłam zaczerpnąć inspiracji, po drugie - sądziłam, że owa pozycja zachęci mnie do tego, abym wreszcie samodzielnie upiekła sernik i mogła uraczyć nim bliskich, po trzecie -  liczyłam na poznanie (znalezienie) tajników na łatwe i szybkie jego przygotowanie, a po czwarte - z czystej ciekawości przepisów na serniki wytrawne. 

piątek, 26 maja 2017

"Białe noce" - Marika Krajniewska




"(...) Moja wojna jest głucha. Nie słucha nic, a nic. 
Tylko się szczerzy i odbija jej się moimi niegdyś podjętymi decyzjami.
To ta wojna, moja własna, jest najstraszniejsza.
A ty jesteś w tej wojnie wrogiem, brat."


Nadszedł ten dzień... Zasiadłam do podzielenia się z Wami moimi wrażeniami po lekturze jednej z najlepszych książek w moim dotychczasowym życiu... Otwieram pusty dokument... Patrzę w migający kursor... I nie wiem, co mam napisać... Mimo że w mojej głowie tłoczy się milion myśli... Nie jestem w stanie złożyć sensownego zdania... Nie potrafię połączyć odpowiednich literek, aby stworzyć tym samym piękne słowa... Mam świadomość, że czegokolwiek bym nie napisała, to - choćbym bardzo chciała - nie dam rady odzwierciedlić moich uczuć, przelać na papier tego, co siedzi gdzieś głęboko we mnie od paru dni... Postaram się ułożyć kilka zdań, aby zachęcić do lektury owej prozy. Choć w tym przypadku moje słowa są zbędne. Sądzę, że w zupełności wystarczyłyby cytaty... Już takowe spisując, łzy spływały mi po policzkach, bo wracały do mnie wszystkie sceny ukazane w powieści... Musiałam przerwać pisanie, nabrać dystansu do poznanej historii, do towarzyszących mi emocji... Wróciłam następnego dnia... I cóż... Znów to samo... Znów potoki łez... Spróbuję, aczkolwiek nie wiem, czy mi się uda...

czwartek, 25 maja 2017

"Zranieni" - H.M. Ward




"(...) Prawda jest taka, że kiedy wydarzy się coś złego, nie ma sposobu, żeby to odkręcić.
Niestety, w prawdziwym życiu nie ma opcji "cofnij".
Nie możesz po prostu wymazać wszystkiego i zacząć od nowa."


Nie ukrywam, że zdecydowałam się na książkę "Zranieni" ze względu na niezwykle intrygujący tytuł, a także poniekąd na oprawę ukazującą młodą kobietę z przenikliwym i pełnym bólu spojrzeniem. Zapragnęłam dowiedzieć się, co dokładnie się za nim kryje. Miałam świadomość, że to kolejna powieść z fabułą przebiegającą według znanego już schematu, zresztą wynikało to z opisu. Aczkolwiek coś mnie do niej przyciągało. Czułam, że muszę poznać ową historię. A ponadto chciałam się przekonać, czy prawdą jest, iż to pozycja wciągająca oraz wyzwalająca niepokój w trakcie przewracania każdej kolejnej kartki - jak sugeruje blurb na okładce. Jakie zatem wrażenia wywarła na mnie powieść "Zranieni"? Czy jest warta polecenia? Zapraszam na recenzję.

poniedziałek, 22 maja 2017

"Nic do stracenia. Początek" - Kirsty Moseley




"Szesnaste urodziny to dzień, który każda dziewczyna powinna zapamiętać jako wyjątkowy.
W niektórych kulturach uważa się je za moment, kiedy staje się ona kobietą.
O moich szesnastych urodzinach można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że były wspaniałe.
 Bardziej przypominały zejście do piekła na ziemi.
Dwunastego marca umarły moje marzenia, a życie stało się dla mnie pasmem bólu,
rozpaczy i strachu.
Szesnaste urodziny pozostawiły we mnie bolesną bliznę i były początkiem wydarzeń,
które powracały do mnie w sennych koszmarach."


"Nic do stracenia. Początek" jest moim pierwszym spotkaniem z piórem autorki. Po ową powieść sięgnęłam głównie ze względu na intrygujący opis na okładce, sugerujący niezwykle ciekawą i przepełnioną emocjami historię. Nie ukrywam też, że zdecydowałam się na jej lekturę, bowiem chciałam wreszcie poznać twórczość bestsellerowej pisarki, której nazwisko przewijało mi się przed oczyma przy okazji każdej premiery jej konkretnej książki. A dodatkowo skusiłam się na nią, ponieważ przypadła mi do gustu jakże prosta, subtelna i przykuwająca - z niewiadomego mi do końca powodu - wzrok oprawa. Jakie wrażenie wywarła na mnie wspomniana powieść? Czy jest warta polecenia? Zapraszam na recenzję.

niedziela, 21 maja 2017

"Morze spokoju" - Katja Millay (Book Tour)




"Śmierć nie jest taka straszna, kiedy już ją przeżyjesz.
A ja przeżyłam.
Już się jej nie boję.
Boję się całej reszty."


Pewnego dnia ubiegłego roku na jednym z blogów (już nie pamiętam dokładnie na którym) zapoznałam się z recenzją "Morza spokoju", która mnie na tyle zaintrygowała, że zapragnęłam poznać historię przedstawioną w powieści. Ale przed ostateczną decyzją o ewentualnym zakupie owej książki, postanowiłam jeszcze poczytać opinie na lubimyczytac.pl. Byłam niesamowicie zaskoczona, bowiem nie tylko napotkałam wiele niezwykle pochlebnych przemyśleń (wręcz zachwytów) czytelników po jej lekturze, ale też dostrzegłam bardzo wysoką notę. To utwierdziło mnie w przekonaniu, aby sięgnąć po tę opowieść. Rozpoczęłam wówczas poszukiwania książki w księgarniach (stacjonarnych i internetowych), ale gdziekolwiek bym nie zajrzała, wszędzie była niedostępna (poza allegro - ale cena mnie powaliła, więc się nie liczy). Myślę sobie - trudno. Może kiedyś zostanie wznowione wydanie lub gdzieś natrafię na nią jakimś cudem. I wtem Angelika (Tylko magia słowa) poinformowała mnie, że Wiktoria (Wiktoria czyta razem z wami) organizuje Book Tour właśnie z ową powieścią. Oczywiście, od razu napisałam do Wiktorii, która przyjęła moje zgłoszenie. Pozostało mi tylko czekać na książkę i rozpocząć spotkanie z piórem autorki... Będąc już kilka dni po skończeniu powieści muszę stwierdzić, że zdecydowanie to nie była najlepsza książka New Adult, z jaką miałam dotychczas do czynienia. Zapraszam na recenzję.

wtorek, 16 maja 2017

"Przeszczepione życie" - David Wagner




"A może jednak już umarłem? I to wszystko wcale mnie nie dotyczy?
Tak się tylko przyglądam?
Może jedynie śni mi się owo tu i teraz, a tamten świat oznacza leżenie w łóżku 
i konieczność przypominania sobie epizodów z własnego życia, czy tego chcesz, czy nie.
Wczoraj lub przedwczoraj odbył się mój pogrzeb, a może będzie dopiero dziś.
Albo jutro."


Sięgając po książkę będącą zapisem autentycznych przeżyć, wypatrujemy zazwyczaj ogromnej dawki emocji, umiejętnego przekazania uczuć, opisania trudnych i bolesnych doświadczeń, ale także szczęśliwych chwil, ciekawych spostrzeżeń oraz odzwierciedlenia wszystkich tych doznań, które towarzyszyły konkretnej osobie w trakcie walki z chorobą bądź innymi traumatycznymi zdarzeniami. Owa opowieść ma polegać bowiem na ukazaniu nie tylko zmagań z chorobą, życia codziennego wiążącego się głównie z pobytami w szpitalu, relacji nawiązanych z poznanymi ludźmi, ale równie podzieleniu się przemyśleniami, zwierzeniami, nieustannie nasuwającymi się wnioskami dotyczącymi różnych dziedzin życia, a nawet radami czy naukami mogącymi ułatwić innym osobom przejść przez podobne problemy i w inny sposób spojrzeć na swoje życie i otaczający świat, a także dawaniu nadziei na to, że jednak można pokonać stawiane na drodze przeciwności, że można wygrać nie tylko każdą jedną walkę z wrogiem, ale przede wszystkim bitwę i że można myśleć o długoterminowej przyszłości, tym samym planując realizację marzeń z listy. Decydując się zatem na lekturę "Przeszczepione życie", spodziewałam się emocjonującej, refleksyjnej i poruszającej historii. Czy owa publikacja spełniła moje oczekiwania? Zapraszam na recenzję.

sobota, 13 maja 2017

"Gałęziste" - Artur Urbanowicz




"Jedyne, czego teraz chciała, to umrzeć. Pragnęła tego z całego serca.
Jak jeszcze nigdy niczego w życiu. Umrzeć, umrzeć, umrzeć...
Umrzeć, to znaczy ulżyć...
Po prostu zasnąć i się już nigdy więcej nie obudzić."


To moje drugie spotkanie z literaturą grozy (choć w obu przypadkach nie użyłabym owego terminu). Zewsząd zachwalano "Gałęziste". Z kimkolwiek bym nie rozmawiała, gdziekolwiek bym nie zajrzała, dosłownie wszędzie spotykałam się z pochlebnymi opiniami. Coraz bardziej zatem zaczęłam się przekonywać do tej książki i z każdym tygodniem rosła moja ciekawość poznania ukazanej w niej historii. Intrygowała mnie bardzo, ale miałam obawy przed ewentualnymi scenami drastycznymi (w sensie krwawymi). Jednak kiedy zapewniono mnie, że takowych nie ma, że to thriller paranormalny, wtedy podjęłam decyzję. Że będę miała na uwadze tę powieść. Że przeczytam na pewno. Zakodowałam w głowie tytuł. Pewnego dnia otrzymałam wiadomość od autora z propozycją przeczytania i tym samym zrecenzowania książki. Moja odpowiedź była pozytywna. I tym sposobem "Gałęziste" znalazło swoje zaszczytne miejsce w mojej biblioteczce. I choć wcześniej odwlekałam moment rozpoczęcia przygody z piórem autora (wiele czynników na to wpłynęło), a później miałam wątpliwości, czy zdecydowanie się na ową prozę było słusznym wyborem, tak teraz mogę z pełną świadomością rzec, że nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z tą książką. Podobało mi się. Bez dwóch zdań. I chcę więcej. Zapraszam na recenzję.

środa, 10 maja 2017

Premierowo: "Konkurs na żonę" - Beata Majewska




"(...) Była inna. Inna niż on, inna niż wszystkie kobiety, jakimi się do tej pory otaczał.
Inna niż matka i babka.
Irytująco ufna, naiwna, kochająca, rodzinna i ciepła, szczera i otwarta,
z tym swoim małym dziewczęcym sercem na wyciągniętej dłoni.
Jakby chciała ofiarować je każdemu, kto tylko wyrazi życzenie, aby je mieć. 
A Hugo nie chciał.
Nie chciał znów cierpieć, wolał siedzieć w swojej eleganckiej skorupie 
i być cyborgiem, który nie czuje."


"Konkurs na żonę" to książka, która przyciągnęła moją uwagę piękną, subtelną, prostą i stonowaną kolorystycznie okładką oraz niesamowicie intrygującym tytułem. Elementy te zdecydowanie zachęciły mnie do sięgnięcia po ową powieść i poznanie zawartej w niej historii. Ponadto ciekawość budził również styl autorki, bowiem to było moje pierwsze spotkanie z jej piórem. Byłam ogromnie podekscytowana przed lekturą książki, a gdy już zaczęłam ją czytać w pewne niedzielne popołudnie, przepadłam całkowicie i nie mogłam się oderwać. Kompletnie nie spodziewałam się tak ciepłej i lekko zabarwionej humorem opowieści, którą smakowałam z wielką przyjemnością. Zapraszam na recenzję.

wtorek, 9 maja 2017

"Jego Wysokość Nauczyciel-Koń" - Jerzy R. Szulc (PATRONAT)




"W życiu wiele razy potrafimy stawać przed lustrem, prężyć się, stroić groźne 
albo też zniewalające miny i tak jesteśmy napompowani,
że tylko młody koń jest w stanie ściągnąć nas na ziemię.
Wypasione auta albo łamiące serca kolekcje super płyt czy czegoś tam... wszystko,
czym zaginamy babki albo odbieramy sen znajomym - wszystko to może sobie być.
Kiedy jednak zobaczymy swoje odbicie w końskim, aksamitnym oku,
to w tej przepastnej łagodności i ciszy znajdziemy kompletny spis swoich wad.
Lekceważenie tego katalogu groźne bywa w skutkach."


Kiedy otrzymałam od Wydawnictwa propozycję objęcia patronatem medialnym książkę "Jego Wysokość Nauczyciel-Koń", prawie od razu się zgodziłam. Zapoznałam się jedynie z krótkim fragmentem owej prozy i już na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Wiedziałam, że to będzie lekka, przyjemna, ale również mądra opowieść, która nie tylko mnie rozbawi i wzruszy, ale też pozwoli poniekąd pozyskać wiele wartościowych wiadomości o pięknych i inteligentnych stworzeniach, jakimi bez wątpienia są konie. Nie myliłam się. Zapraszam na recenzję.

sobota, 6 maja 2017

"Lśnienie księżyca" - Edith Wharton




"Wspomnienie Florydy natychmiast przywołało wizję wody lśniącej w blasku księżyca,
zapachu magnolii i ciepłego powietrza. 
To wszystko łączyło się teraz z otaczającą ją ze wszech stron słodyczą
i rzucało senne zaklęcie na jej powieki.
Owszem, musieli pokonać wiele przeciwności, ale wszystko to już mieli za sobą.
Teraz była tu, bezpieczna i szczęśliwa, i do tego z Nickiem.
Jej głowa spoczywała na jego kolanach, a mieli przed sobą rok...
Cały, calutki rok..."


Zazwyczaj przy wyborze jakiejkolwiek książki w pierwszej kolejności kieruję się jej wizualnym wyglądem, a ściślej rzecz ujmując - oprawą. To ona najpierw musi przyciągnąć moją uwagę, abym ewentualnie zapragnęła przyjrzeć się jej bliżej i zapoznać z opisem. Jednak w przypadku książki "Lśnienie księżyca" to nie okładka przykuła mój wzrok, a tytuł sugerujący romantyczną i emocjonalną opowieść, a po takowe sięgam najczęściej. Jednak nie dokonałam jej wyboru od razu. Przyznaję, że decyzja o lekturze owej powieści zajęła mi kilka dni. Coś mnie do niej przyciągało, jakaś tajemnicza siła. Intuicyjnie czułam, że muszę zaznajomić się z ukazaną w niej historią. I tak też uczyniłam. Zapraszam na recenzję.

czwartek, 4 maja 2017

poniedziałek, 1 maja 2017

"W skorupce orzecha" - Ian McEwan




"(...) Słucham, konstatuję i jestem zaniepokojony.
Słyszę intymne zwierzenia, w którym pobrzmiewają mordercze zamiary,
i boję się tego, co mnie czeka, w co mogę być zamieszany."


Nie ukrywam, że świadomie odwlekałam moment, kiedy powinnam zasiąść do napisania recenzji książki "W skorupce orzecha". Kilkukrotnie podchodziłam do laptopa, otwierałam dokument i patrzyłam w migający kursor. Nie byłam jednak w stanie złożyć żadnego sensownego zdania, zatem zamykałam go i wracałam do jakichkolwiek domowych zajęć. Muszę przyznać, że napisanie recenzji owej powieści, a tym samym sprecyzowanie własnych uczuć po jej lekturze, sprawiło mi trudności. Po raz pierwszy chyba tego doświadczyłam. Ale zanim przejdę do podzielenia się pokrótce wrażeniami po przeczytaniu prozy wybitnego pisarza, może w paru słowach wyjaśnię, dlaczego po nią sięgnęłam. A mianowicie zachęcił mnie jej opis sugerujący nie tylko tajemniczego narratora, ale przede wszystkim historię nie pozbawioną intryg i podstępów. To mnie niezwykle zaciekawiło. Choć nie ukrywam, że miałam też pewne obiekcje, wynikające z braku wcześniejszej znajomości pióra autora. Ale ciekawość fabuły zwyciężyła, a jak to mówią "ciekawość to pierwszy stopień do piekła". I mimo iż w takowym się nie znalazłam (póki co bynajmniej), to nie zmienia to faktu, iż zaspokoiłam swoją dociekliwość i mogę z pełną świadomością powiedzieć, że moje pierwsze spotkanie z twórczością Iana McEwana było jednocześnie ostatnim. Zapraszam na recenzję.

niedziela, 30 kwietnia 2017

"Dwie świątynie" - Mateusz Bajas




"(...) - Ludzie boją się. Wszyscy.
Boją się śmierci, odrzucenia, smutku, samotności.
I z tego strachu zaczynają kombinować.
Unikać tego, co ich przeraża. Omijać problemy.
Chować się przed odpowiedzialnością. 
Rezygnować ze szczęścia kosztem świętego spokoju.
Idą najtrudniejszym szlakiem.
Zbyt długim i zbyt trudnym na ich umiejętności. 
Koniec końców - sami skazują siebie na zagładę."


Gdy pewnego zimowego dnia otrzymałam od Wydawnictwa wykaz propozycji do zrecenzowania, pamiętam, że wówczas po ujrzeniu tytułu "Dwie świątynie" pomyślałam - to zapewne literatura fantastyczna. Dlatego też ani nie skusiłam się, aby obejrzeć okładkę, ani też nie widziałam potrzeby zapoznania się z jej opisem. Jednak po kilku dniach - przeglądając recenzje na innych blogach - dostrzegłam właśnie tytuł owej książki. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam oprawę, która nijak się miała do moich pierwotnych skojarzeń o tejże powieści. Poza tym - owszem - przyciąga uwagę, ale nie przypadła mi do gustu i prawdę mówiąc, gdybym napotkała ją w jakiejkolwiek księgarni, to na pewno nie wyciągnęłabym po nią ręki, a tym samym nie miałabym ochoty przyjrzeć się jej zawartości. Mimo to, postanowiłam przeczytać recenzję powieści i doznałam kolejnego zaskoczenia, którego powodem nie była pozytywna ocena, a raczej skrywana w owej książce opowieść. Nagle zapragnęłam poznać ukrytą w niej historię, a ponadto uświadomiłam sobie po raz kolejny, że nie ocenia się książki nie tylko po okładce, ale także po tytule. Poczułam się zaintrygowana i zachęcona do jej lektury. Więc, gdy całkiem niedawno nadarzyła się takowa okazja, to postanowiłam z niej skorzystać. I to była słuszna decyzja. Zapraszam na recenzję. 

środa, 26 kwietnia 2017

"Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie" - Helen Russell




"W Danii żyje się łatwiej niż w Londynie.
Brakuje atrakcji, to fakt. 
Ale wszystkie te reguły, tradycje i rytuały sprawiają,
że życie staje się mniej stresujące. I bardzo mi to odpowiada.
W Danii po prostu jesteś."


W ostatnim czasie często przewijały się przed moimi oczyma nie tylko okładki książek dotyczących duńskiego stylu życia oraz hygge, ale przede wszystkim wpisy poruszające tę tematykę. Bez względu na to, czy przeglądałam ofertę księgarń internetowych, posty na blogach, czy nawet  czytając konkretne artykuły w Internecie, zawsze trafiałam na to szczególne i znane wszystkim pojęcie. Pojawiały się wówczas coraz to nowe poradniki preferujące takowy sposób podejścia do życia i zachęcające do stosowania pewnych zasad mających na celu uszczęśliwiać ludzi. Pomimo iż poniektóre oprawy poszczególnych publikacji przyciągały mój wzrok, zachwycałam się nimi i delektowałam ich widokiem, to nie skusiłam się na nie z jednego prostego powodu: od pewnego czasu nie czytuję poradników, bowiem swego czasu zostałam do nich wystarczająco zniechęcona. Aczkolwiek, kiedy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki "Życie po duńsku. Rok w najszczęśliwszym kraju na świecie", nie zastanawiałam się długo. Albowiem publikacja ta zdecydowanie nie jest  poradnikiem, a szczegółową relacją brytyjskiej dziennikarki z rocznego pobytu w Danii - kraju, w którym ludzie zaznają szczęścia, spokoju, poczucia bezpieczeństwa i darzą się ogromnym zaufaniem. Zapraszam na recenzję.

wtorek, 25 kwietnia 2017

"Odezwij się" Magdalena Zimniak




"(...) Nienawidzę i to mnie przeraża.
Nienawiść jest zła, niezależnie, kto jest jej obiektem.
Nienawiść niszczy."


Odkąd ujrzałam zapowiedź książki "Odezwij się", a jednocześnie zapoznałam się z jej intrygującym opisem, wiedziałam, że koniecznie muszę po nią sięgnąć. Jednak nie ukrywam, że miałam też lekkie obawy. Po pierwsze dlatego, iż to moje pierwsze spotkanie z piórem autorki, nie wiedziałam zatem, czy jej styl przypadnie mi do gustu. Po drugie od niedawna zaczęłam podchodzić z dystansem do wszelakich thrillerów psychologicznych i zbytnio się nie nastawiać na ekscytującą i ciekawą lekturę, bowiem jakiś czas temu miałam okazję męczyć pewną powieść zagranicznej pisarki, która ponoć była thrillerem i trzymała w napięciu (cóż.. w moim odczuciu nie była). Ostatecznie zdecydowałam się poznać historię zawartą w "Odezwij się", w dużej mierze zachęcił mnie blurb zamieszczony na tylnej okładce, który sugeruje, że nie tylko nie będę mogła oderwać się od lektury owej książki, ale przede wszystkim trudno mi będzie o niej zapomnieć. Postanowiłam się również przekonać, czy ukazana opowieść rzeczywiście dostarczy mi mnóstwo emocji...  Jakie wrażenie wywarła na mnie powieść Magdaleny Zimniak? Zapraszam na recenzję.

piątek, 21 kwietnia 2017

"Powrót do starego domu" - Ilona Gołębiewska




"Każda noc, każdy zły czas, złe wydarzenia i źli ludzie są po to,
by przynieść nam nowy dzień, czyli nowe nadzieje, nowe szanse, nową miłość
i ludzi, dla których będziemy całym światem.
Po każdej nocy wschodzi słońce.
Każda przeszłość jest wstępem do nowego jutra."


Z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam powieści "Powrót do starego domu" Ilony Gołębiewskiej. Gdy tylko ujrzałam zapowiedź owej książki, a przede wszystkim spostrzegłam przepiękną okładkę, która zwyczajnie mnie oczarowała, zapragnęłam mieć ją w swojej biblioteczce. Następnie zapoznałam się z jej opisem, który zdecydowanie zachęcił mnie do lektury tejże pozycji. Uwielbiam bowiem opowieści pełne tajemnic, przenoszące do świata wspomnień oraz odkrywające sekrety rodzinne. Bez wątpienia elementy te wzbudziły moją ciekawość... Podekscytowana i ogromnie zaintrygowana rozpoczęłam zatem swą przygodę z piórem autorki... Jakie wrażenie wywarła na mnie owa książka? Zapraszam na recenzję.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Zapowiedź: "Konkurs na żonę" - Beata Majewska



Przystojny trzydziestolatek szuka żony – czy przy okazji znajdzie miłość?

Młody prawnik z Krakowa, Hugo Hajdukiewicz, planuje jak najszybciej zmienić stan cywilny. Założenie rodziny przed trzydziestymi urodzinami to warunek narzucony mu w testamencie przez wuja. W poszukiwaniu idealnej kandydatki pomysłowy biznesmen wprowadza w życie plan „Żona”. Wkrótce poznaje młodziutką, nieśmiałą studentkę. Niedomyślająca się niczego dziewczyna szybko ulega urokowi przystojnego mężczyzny. Jednak misternie przygotowany plan matrymonialny niespodziewanie wymyka się spod kontroli…

KONKURS NA ŻONĘ to historia rodem z amerykańskiej komedii romantycznej. Książka miejscami zabawna, a także słodko-gorzka, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością. Jest to doskonała lektura dla wszystkich tych, którzy lubią opowieści o miłości z całą plejadą niebanalnych bohaterów. Warto przeczytać!
Agnieszka Lingas-Łoniewska, pisarka

wtorek, 18 kwietnia 2017

"Niczyja. Zapach magnolii" - Anna Crevan Sznajder




"Powroty czasami bywają bolesne, a już na pewno zaskakujące i niespodziewane.
Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki."


W lutym bieżącego roku miałam przyjemność zapoznać się z pierwszym tomem serii zatytułowanym "Niczyja. Kwiat magnolii", w którym ukazana historia nie tylko mnie mile zaskoczyła, ale nawet oczarowała. Wprowadzona zostałam w świat mangi i anime, o którym wcześniej słyszałam, ale nie miałam tak naprawdę możliwości bądź też chęci przyjrzenia mu się bliżej. Niezwykle mnie ujął za sprawą owej opowieści. Ponadto atutem tejże książki bez wątpienia okazała się fascynacja autorki zarówno Japonią - Krajem Wschodzącego Słońca i Krajem Kwitnącej Wiśni, jak i mangą Kuroko no basket oraz jej bohaterami. Jej pasja była wyraźnie odczuwalna w pierwszej części. Między innymi dlatego też poczułam się zachęcona sięgnąć po kolejny tom "Niczyja. Zapach magnolii". Oczywiście byłam też ogromnie ciekawa, jak potoczyły się dalsze losy głównych bohaterów... Jakie zatem wrażenie wywarł na mnie drugi tom? Zapraszam na moją recenzję.

środa, 12 kwietnia 2017

"Zginęła mi sosna" - Katarzyna Ryrych




"Są ludzie, którym życie układa się automatycznie, przyszło jej na myśl. 
Wszystko idzie gładko i sprawnie, bez niespodzianek.
Żenią się, wychowują dzieci, potem wnuki, obchodzą rocznice ślubów,
pogrzebów, urodzin, gromadzą pamiątki i fotografie 
i potrafią jasno określić, czym jest szczęście...
A nasz dom zawsze przyciągał burze, katastrofy, niewytłumaczalne sytuacje."


Po powieść "Zginęła mi sosna" sięgnęłam zarówno ze względu na przyciągającą wzrok okładkę, wyróżniającą się wiosenną i intensywną kolorystyką oraz intrygujący opis, sugerujący poniekąd przyjemną, a także owianą aurą tajemniczości lekturę. Ponadto niesamowicie zaciekawił mnie jej tytuł, kompletnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po niej, a także jaką zagadkę skrywa. To też moje pierwsze spotkanie z piórem autorki. Owszem, słyszałam co nieco na temat pisanych przez nią książek, ale to owa pozycja mnie najbardziej zainteresowała i postanowiłam właśnie od niej rozpocząć mą przygodę z twórczością pisarki. Zapraszam na moją recenzję.

wtorek, 11 kwietnia 2017

"Już nie uciekam" - Anna Sakowicz




" - (...) Sporo przeżyłam i nauczyłam się, że życie nie jest czarno-białe. 
Ma sporo odcieni szarości, ale i innych kolorów też. Trzeba tylko chcieć je zobaczyć."


"Już nie uciekam" to niestety ostatni już tom trylogii kociewskiej, szkoda. Pierwsze dwa, a mianowicie: "Złodziejka marzeń" (recenzja) oraz "To się da!" (recenzja) miałam okazję przeczytać rok temu i mimo iż minęło sporo czasu i zdążyłam pochłonąć przez te kilkanaście miesięcy ponad sto innych książek, to bardzo dokładnie pamiętam, o czym opowiadały poprzednie powieści Anny Sakowicz. Z przyjemnością zaczytywałam się w każdym tomie, poniekąd zżyłam się z bohaterami, z ciekawością śledziłam ich losy, a przede wszystkim zaznałam mnóstwo emocji - od wzruszenia poprzez śmiech, dlatego nie ukrywam, że będzie mi brakować owej serii. Zapraszam na recenzję.

niedziela, 9 kwietnia 2017

Przedpremierowo: "Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii" - Karolina Kozioł (PATRONAT)




"Nie pozwól, by strach przed ryzykiem był silniejszy i straszniejszy od samego ryzyka."


Każdy z nas o czymś marzy... Każdy człowiek na świecie - bez względu na wiek, status materialny czy społeczny - ma marzenie, które chciałby kiedyś zrealizować, podejmuje nawet kolejne kroki w celu spełnienia swego pragnienia, choć nie zawsze mu się to udaje. Jedni marzą o rzeczach materialnych, jak wygranej w totolotka, która zasiliłaby konto bankowe, stabilizacji finansowej, o lepszym, szybszym, nowocześniejszym samochodzie, o budowie wymarzonego domu, o karierze zawodowej, założeniu własnej firmy, podróży do konkretnego punktu na mapie świata, a nawet na sam jego kraniec, nurkowaniu w głębinach oceanu, pobycie w luksusowym hotelu, a także ujrzeniu pięknego wschodu bądź zachodu słońca z danego zakątka świata, a być może o rejsie wspaniałym jachtem czy statkiem... Inni natomiast wskazują - wydawać by się mogło - banalne pragnienia, a mianowicie marzą o poczuciu bezpieczeństwa, zdrowiu dla siebie i swojej rodziny, założeniu własnej rodziny, posiadaniu upragnionego dziecka, o miłości, pokoju na świecie, zaprzestaniu wojen, po prostu o spokojnym, szczęśliwym, a przede wszystkim normalnym życiu... Marzeń jest wiele... Ludzi jest wiele.... Marzenia uzależnione są od wielu czynników, miejsca pochodzenia, zamieszkania, sytuacji w kraju, warunków bytowych... Można by wymieniać owe w nieskończoność...
Jednym z marzeń autorki książki "Poszukiwacz marzeń. Z kamerą na wojnie w Brazylii" - które narodziło się już w okresie dzieciństwa - była wyprawa do Brazylii. To marzenie przybrało realny kształt w trakcie jej studiów. Wówczas podjęła decyzję o wylocie do tegoż kraju słynącego między innymi z Rio de Janeiro, pomnika Chrystusa Odkupiciela, Iguacu, karnawału odbywającego się corocznie przed wielkim postem, tańca narodowego, jakim bez wątpienia jest samba, piłki nożnej, która stanowi najpopularniejszy sport w tymże państwie, z korupcji, a także faweli - dzielnic nędzy, zwanych inaczej slumsami. To właśnie te ostatnie stały się celem podróży Karoliny Kozioł. Zapraszam na moją recenzję.

środa, 5 kwietnia 2017

"Siedem Sióstr" - Lucinda Riley




"Każdą z nas wybrał, gdy byłyśmy w wieku niemowlęcym. 
Adoptował nas w różnych częściach świata i przywiózł do domu, pod swoją opiekę.
I każda z nas - jak lubił mówić - była szczególna, każda inna...
Byłyśmy jego córeczkami. 
Każdej nadał imię jednej z Siedmiu Sióstr, jego ulubionej gromady gwiazd.
Maja była pierwszą i najstarszą."


Książka "Siedem Sióstr" zwróciła moją uwagę, gdy swego czasu przeglądałam zapowiedzi wydawnictwa. Niezwykle zaintrygował mnie opis tejże powieści, który sprawił, że zapragnęłam poznać ukazaną w niej historię. Tym razem również okładka przykuła mój wzrok, ale nie z powodu kolorystyki czy przepięknego obrazu, a raczej tajemnicy, jaką w sobie zawiera. Z drugiej jednak strony miałam lekkie obawy przed wyborem owej pozycji, bowiem po pierwsze przerażała mnie jej objętość, po drugie nachodziły mnie myśli typu: a jeśli będzie po prostu nudna bądź nieciekawa i zwyczajnie jej nie podołam? A po trzecie nigdy nie miałam okazji zapoznać się z twórczością Lucindy Riley, zatem nie wiedziałam, czego tak naprawdę mogę się spodziewać. Postanowiłam jednak zaznajomić się z opiniami o jej poprzednich powieściach, okazało się, że każda z nich jest wysoko oceniana. To w pewnym stopniu przyczyniło się do tego, iż sięgnęłam po ową powieść. Ale nie ukrywam, że podjęcie ostatecznej decyzji o lekturze owej książki zajęło mi kilka dni, coś mnie do niej ciągnęło, niewidzialna siła, przeczucie... Trudno jest mi to sprecyzować. Po prostu to "coś"  mi nakazało ją przeczytać i tym samym podpowiadało, że to będzie doskonała opowieść... Zapraszam na moją opinię.

Przedpremierowo: "Carpe diem" - Diane Rose




 "Najważniejszy w życiu jest czas. 
Co ci po miłości, rodzinie, przyjaciołach, studiach, skoro nie możesz się nimi długo w pełni cieszyć? 
Ktoś właśnie odebrał mi coś najcenniejszego. 
Bez czasu nigdy nie skończę studiów, nie powiem więcej Jamesowi, jak bardzo go kocham, 
nie zakocham się, nie założę rodziny... 
Bez czasu jestem nikim."


Powieść "Carpe diem" miałam ogromną przyjemność przeczytać kilkanaście dni temu, a prawdę mówiąc, nadal odczuwam wszystkie emocje, jakie wówczas mną targały, nie utraciły one bowiem swej intensywności. Na samo wspomnienie ukazanej w owej książce historii, w mych oczach pojawiają się łzy wzruszenia. Opowieść całkowicie mną zawładnęła, poruszyła najczulsze struny mej duszy, głęboko zakorzeniła się w mym sercu, a przede wszystkim pozostała w mych myślach. Nieustannie w mej głowie rodzą się pewne pytania, które nurtują mnie każdego dnia i na które dotychczas nie znalazłam odpowiedzi - bynajmniej nie na wszystkie. Powieść ta skłoniła mnie do wielu przemyśleń, ale również uświadomiła wiele kwestii i pozwoliła inaczej spojrzeć na życie, przewartościować je, skupić się na priorytetach, a także w inny sposób spoglądać na otaczający mnie świat, a ponadto sprawiła, że poniekąd zaczęłam stosować zasadę "carpe diem", bynajmniej bardzo się staram... Zapraszam na moją opinię. 

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Przedpremierowo: "Projekt Mąż" - Aleksandra Krupa




"Już się wkręciłam. Coraz bliżej poznawałam ten portal,
godzinami czatowałam z facetami. 
Machina podrywu, nieszczerości i flirtu ruszyła.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo odmieni moje życie.
Na zawsze."


"Projekt Mąż" to powieść, która niesamowicie mnie zaintrygowała. Oczywiście moją uwagę zwróciła ładna, estetyczna okładka wyróżniająca się oryginalnością, prostotą oraz ciepłą (moją ulubioną) kolorystyką. Aczkolwiek najbardziej zaciekawił mnie opis owej pozycji sugerujący przyjemną, odprężającą, z lekkim zabarwieniem humorystycznym opowieść, która zapewni mi rozrywkę i po prostu miło spędzę z nią czas. Cóż... Książka ta okazała się ogromnym zaskoczeniem.  Kompletnie nie spodziewałam się, iż wzbudzi we mnie tyle skrajnych emocji. Sięgając po nią, nie podejrzewałam również, że ukazana w niej historia najpierw rozbawi mnie do łez, aby potem wywołać łzy wzruszenia, stopniowo spływające po policzkach... Zapraszam na moją opinię.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Przedpremierowo: "Droga na koniec świata" - Marcin Kretkiewicz




" - (...) Przed sobą nigdy nie uciekniesz. 
Nie ma takiego miejsca na ziemi, w którym odnalazłbyś spokój i ukojenie, 
jeśli najpierw nie pogodzisz się sam ze sobą i nie uporządkujesz swego wnętrza. 
Być może w pewnych okolicznościach uda ci się doświadczyć krótkotrwałego zadowolenia, 
ale nie będzie miało ono wiele wspólnego z prawdziwym pokojem i wolnością, których szukasz."


Pewnego dnia, przeglądając jeden z portali społecznościowych całkiem przypadkowo trafiłam na zdjęcie okładki książki "Droga na koniec świata", która mnie na tyle ujęła i zaintrygowała, że postanowiłam uzyskać więcej informacji na jej temat. Znalazłam jedynie krótki, aczkolwiek ciekawy opis, z którego wynikało, iż owa powieść jest zapisem wspomnień z odbytej  podróży do Santiago de Compostela, a ponadto sugerował on wartościową i refleksyjną opowieść. Wiedziałam już, że muszę ją przeczytać, bowiem po pierwsze uwielbiam wymagające i zmuszające do przemyśleń utwory, a po drugie publikacja ta wydawała się idealna dla miłośnika turystyki i wszelakich wojaży (ukończyłam turystykę i rekreację). Z niecierpliwością zatem wyczekiwałam dnia jej premiery. Nie ukrywam też, że miałam małą nadzieję, iż gdy otrzymam wykaz propozycji do zrecenzowania od wydawnictwa, owa pozycja znajdzie się na takowej liście. Zatem, gdy otrzymałam wiadomość, a nastepnie dostrzegłam tytuł książki, od razu zgłosiłam chęć jej lektury. Przez kilka dni po jej dostarczeniu, wpatrywałam się w piękną okładkę i wyobrażałam sobie siebie podążającą tym znanym szlakiem (naprawdę!), aż wreszcie zapragnęłam poznać ukazaną w niej historię... Zapraszam na moją opinię.

piątek, 31 marca 2017

"Cząstka ciebie i mnie" - Vanessa Greene




"(...) Życie bywa skomplikowane, ale te komplikacje nie czynią go mniej wartościowym.
Wprost przeciwnie, czasami to właśnie one sprawiają, że warto żyć.
Czynią nas takimi, jakimi jesteśmy."


Zastanawiałam się od kilku dni, jak mogłabym zacząć moją opinię o książce "Cząstka ciebie i mnie", której z ogromną niecierpliwością wyczekiwałam. Przyznaję, że jestem sroką okładkową (o czym zapewne większość z Was już wie), zatem dużą uwagę przywiązuję do opakowania danej książki, a jeśli takowe mnie urzeknie i zauroczy, wówczas zapoznaję się z opisem, a następnie podejmuję decyzję o lekturze konkretnej powieści (zdaję sobie sprawę, że to nie jest tak do końca słuszne podejście). Oczywiście, tak było i tym razem. Oprawa powieści Vanessy Greene niewątpliwie mnie ujęła swą prostotą, kolorystyką, klimatem oraz pozwoliła sądzić, iż kryje się za nią ciepła i poruszająca opowieść. Cóż... Po raz kolejny okazało się, że urokliwa i budząca zachwyt okładka nie oznacza pięknej i zniewalającej historii. Zapraszam na moją opinię.

czwartek, 30 marca 2017

"Tylko kochanka" - Hanna Cygler




" - (...) Kochałam to miasto, ludzi, swoją przyszłość związaną z nimi.
To prawda, że nie mogłam usiedzieć na miejscu.
Tylko że nigdy nie chciałam stąd wyjechać. 
Tak po prostu wyszło."


Moim pierwszym i niezwykle udanym - spotkaniem z twórczością autorki był "Przekład dowolny" - książka, którą miałam przyjemność poznać w ubiegłym roku. Wówczas zarówno intrygująca, oryginalna i zaskakująca fabuła, doskonała kreacja bohaterów, jak i przyjemny styl pisania wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Owa książka wzbudziła we mnie mnóstwo skrajnych emocji i spełniła moje czytelnicze oczekiwania, a przede wszystkim też zachęciła do tego, aby sięgnąć po kolejne powieści pisarki. Dlatego też zdecydowałam się na lekturę jej najnowszej powieści "Tylko kochanka", której okładka zwróciła mą uwagę głównie ze względu na moje - jak się później okazało słuszne - skojarzenie z nią, którym bez wątpienia były lata osiemdziesiąte. To tym bardziej skłoniło mnie do podjęcia decyzji o poznaniu ukazanej w niej historii. Jakie tym razem wrażenie wywarła na mnie książka Hanny Cygler? Zapraszam na moją opinię.

wtorek, 28 marca 2017

"Moje pierwsze imago" - Anna Purowska




"(...) Doskonale wiem, że każda droga, zaprowadzi nas w inne miejsce,
w którym zobaczymy inne kamienice oraz spotkamy innych ludzi.
Zupełnie jak w życiu: czasami wystarczy kilka kroków, jedna decyzja,
odwrócenie wzroku, a nasze losy mogą wejść na zupełnie inne tory
lub wręcz przeciwnie - pozbawić nas jakiejś szansy."


"Moje pierwsze imago" to książka, którą przeczytałam pewnego popołudnia dwa tygodnie temu. Od tamtego czasu trudno było mi zebrać się do napisania kilku słów o niej, bowiem mam tak bardzo mieszane uczucia po jej lekturze, że nawet nie potrafię ich chyba tak do końca zdefiniować, a tym bardziej opisać. Co więcej - nie wiem, co tak naprawdę mam o niej sądzić. Sięgnęłam po nią zachęcona trzema elementami, a mianowicie po pierwsze zaintrygował mnie jej tytuł i pragnęłam dowiedzieć się, co też się za nim kryje, po drugie urzekła mnie swoją prostotą oraz pięknymi barwami okładka, a po trzecie z opisu wynikało, iż akcja powieści toczy się w Chorwacji, a jak już wspominałam przy okazji innej recenzji - podróż do owego kraju jest moim marzeniem. Przyznaję, że zanim jednak podjęłam decyzję o poznaniu ukazanej w niej historii, zaznajomiłam się z opiniami innych czytelników, które były bardzo skrajne, ale poniekąd sprawiły, że nabrałam jeszcze większej ochoty na tę książkę, aby przekonać się, dlaczego są tak różne zdania na jej temat. I cóż... Teraz już wiem. Zapraszam na moją opinię.