czwartek, 19 października 2017

"Jeśli tylko..." - Karolina Klimkiewicz [recenzja]




"- Mamy nasz skrawek nieba.
- Mamy. - (...) - Ale obiecaj, że to będzie tylko nasze niebo! - zażądałem.
- Leo - zaśmiała się, wypowiadając pieszczotliwie moje imię.
- Obiecaj! - ponowiłem prośbę.
- Dobrze, obiecuję, że nigdy nikomu nie oddam naszego nieba
i tylko z tobą będę się w nie wpatrywać."


Przepiękna, nastrojowa, przywołująca przyjemne wspomnienia, romantyczna, subtelna, a nade wszystko skupiająca uwagę okładka oraz niesamowicie tajemniczy, frapujący, a także zachęcający i budzący ciekawość opis fabularny sprawiły, że zapragnęłam sięgnąć po tę powieść. Zanim jednak się na nią zdecydowałam, kilka dni przyglądałam się tej książce, czytywałam opinie o niej, zresztą bardzo skrajne, niekiedy wręcz - łagodniej mówiąc - negatywne. Nie ukrywam, że te różne oceny jeszcze bardziej skłaniały mnie ku tej pozycji stanowiącej debiut literacki Karoliny Klimkiewicz. I pewnego dnia widząc ogłoszenie o poszukiwaniu recenzentów na BookParadise.pl, postanowiłam spróbować, i zostałam wybrana. Bardzo się ucieszyłam i czekałam z niecierpliwością na przesyłkę. Na początku tylko tę książkę przeglądałam, wpatrywałam się w tę niezwykłą oprawę, aż nadszedł czas, aby rozpocząć przygodę z piórem autorki. Przyznaję, że podeszłam do niej nieco z dystansem, aby uniknąć ewentualnego rozczarowania. Zupełnie nie byłam przygotowana na to, z czym dane mi było się zmierzyć. Nie spodziewałam się, że owa powieść okaże się istnym ładunkiem emocjonalnym i że nawet po kilku dniach od przewrócenia ostatniej strony ja nadal będę o niej myśleć, i co więcej, będę chcieć ponownie się jej oddać... 

wtorek, 17 października 2017

Innowacyjny kurs od podstaw z serii "Nie gryzie!" [język rosyjski, język hiszpański]



Dziś przychodzę do Was z propozycją książek do samodzielnej nauki języków obcych, wydanych przez Wydawnictwo Edgard. Stanowią one innowacyjne kursy na wybranych poziomach zaawansowania. Z przedstawionej na stronie internetowej tegoż wydawnictwa oferty, dokonałam wyboru dwóch pozycji: "Rosyjski nie gryzie!" oraz "Hiszpański nie gryzie!" (obie na poziomie A1-A2). Na pierwszą z nich zdecydowałam się, ponieważ chciałam sprawdzić swą znajomość języka, z którym stykałam się czternaście lat (począwszy od szkoły podstawowej, a skończywszy na ostatnim roku studiów magisterskich), ale też w celu przypomnienia sobie podstawowych zasad gramatyki oraz samego słownictwa. Z kolei po tę drugą sięgnęłam dlatego, albowiem nauka języka hiszpańskiego od dłuższego czasu jest moim marzeniem, a właśnie ów podręcznik miał mi niejako przybliżyć tenże język, i być pierwszym etapem do poczynienia dalszych kroków co do pozyskania umiejętności posługiwania się nim. Co zawiera każda z publikacji? I co sądzę o owych kursach? Zapraszam na moją krótką prezentację.

niedziela, 15 października 2017

"Uzdrowiciel" - Marek Vadas [recenzja]




"(...) na niebie żyje multum aniołów, bielutkich jak świeże fufu, 
ale nie ma wśród nich ani jednego z naszej krainy. A diabły są czarne jak noc, jak ja.
Bóg zsyła na nie swój gniew. To wszystko nie miało według mnie sensu.
Dlaczego w niebie są sami biali i dlaczego zło jest czarne jak moja twarz?"
 
 
"Uzdrowiciel" Marka Vadasa to pozycja, obok której nie mogłam przejść obojętnie. Dlaczego? Po pierwsze, ze względu na tajemniczy i intrygujący tytuł, rodzący ciekawość i wzniecający chęć uzyskania odpowiedzi na pytanie, co dokładnie skrywa się za słowem "uzdrowiciel" i czy należy je rozumieć aż nadto dosadnie.  Po drugie, z racji ujęcia w opisie fabularnym zagadnień afrykańskich. Nie ukrywam, że podróż do Afryki i poznanie każdego jej zakątka jest moim ogromnym marzeniem. Stąd też od pewnego czasu kolekcjonuję książki poruszające ową tematykę i przybliżającą ów region. Sięgam zarówno po publikacje podróżnicze, jak i powieści z zakresu literatury obyczajowej, pięknej czy współczesnej, w których akcja rozgrywa się w dowolnym afrykańskim mieście. Afryka mnie pasjonuje i fascynuje różnorodnością kulturową i obyczajową, urzekającą i nieokiełznaną przyrodą, a także zachwycającymi i dzikimi krajobrazami. I wreszcie po trzecie, do jej lektury skłoniła mnie informacja o trzynastu przebytych wyprawach autora na ów kontynent. Czy wybór tegoż utworu był trafiony? Czy moje pierwsze spotkanie z piórem Marka Vadasa okazało się satysfakcjonujące? Zapraszam na recenzję.  

sobota, 14 października 2017

"Consolation" - Corinne Michaels [recenzja]




"Moje życie właśnie się skończyło. Moje serce jest martwe.
Zostałam wdową w wieku dwudziestu siedmiu lat."


Kiedy pierwszy raz ujrzałam okładkę książki "Consolation" już wiedziałam, że muszę poznać skrywającą się za nią historię. Ma ona w sobie coś niesamowitego, co sprawia, że przyciąga uwagę, i co więcej nie pozwala oderwać wzroku. Niby prosta, ukazująca dwoje zakochanych w sobie ludzi, ale bije od niej niezwykłe ciepło. Poza oprawą moje zainteresowanie ową powieścią spotęgowała również notka wydawnicza sugerująca emocjonującą, porywającą i wzruszającą opowieść. Zanim jednak zabrałam się za lekturę tej książki okrzykniętej przez New York Times bestsellerem, zaznajomiłam się z wieloma opiniami o niej, praktycznie samymi pozytywnymi, a niekiedy i pełnymi zachwytów. Nawet mówiono mi: "nie czytaj!" (oczywiście w pozytywnym sensie). I nie ukrywam, że wówczas zaczęłam się obawiać. Czego? Rozczarowania. Dlaczego? Albowiem nadane owej powieści wysokie noty sprawiły, że moje podejście do niej cechował aż nadto spory optymizm i całkiem niezłe podekscytowanie. W związku z tym troszkę odwlekałam moment otworzenia książki i zapoznania się z jej zawartością. Ale ten stan nie mógł przecież trwać długo i wreszcie trzeba było się za nią zabrać. I... No właśnie, jak potoczyło się moje pierwsze spotkanie z piórem Corinne Michaels? Czy pierwszy tom serii "Consolation Duet" mnie urzekł i oczarował? I przede wszystkim, czy sięgnę po jego kontynuację? Zapraszam na recenzję.

wtorek, 10 października 2017

"Ameryka po nordycku. W poszukiwaniu lepszego życia" - Anu Partanen [recenzja przedpremierowa]




""Ciesz się Ameryką" - powiedział, uśmiechając się szeroko.
"Mam nadzieję, że ci się tu spodoba"."


Zapewne wielu zaskoczę wyznaniem, iż Ameryka Północna, a konkretnie Stany Zjednoczone, nigdy nie były kierunkiem moich marzeń. Mnie raczej zachwycały i fascynowały bardziej egzotyczne, niekiedy niebezpieczne i przede wszystkim nieoczywiste destynacje. Z racji tego nie sięgałam po książki obrazujące życie akurat w Ameryce. Wiedza nabyta w czasie edukacji, czy też zaczerpnięta z czasopism, magazynów podróżniczych czy nawet programów telewizyjnych (w tym filmów czy seriali), zupełnie mi wystarczała. Nie czułam potrzeby zagłębiania się w dokładniejsze poznanie owego kraju. Dlaczego zatem zdecydowałam się na lekturę "Ameryki po nordycku. W poszukiwaniu lepszego życia"? A no z bardzo prostego powodu. Mianowicie zaintrygowało mnie owe tytułowe zestawienie, a także ogromnie ciekawiło mnie ujęcie tegoż zagadnienia i nade wszystko ukazanie kontrastów i podobieństw Ameryki i krajów skandynawskich, a zwłaszcza Finlandii, skąd pochodzi autorka. Ponadto powodem poniekąd przemawiającym również za zabranie się za tę publikację była rekomendacja Pani Joanny Szymkowskiej-Bartyzel z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ, a ściślej rzecz ujmując jej następujący fragment: "(...) Napisana lekkim językiem, dowcipna i pouczająca - świetna i jako lektura wakacyjna, i jako tekst do analizy oraz dyskusji na zajęciach akademickich." Czy zgadzam się z tymże stwierdzeniem? Jakie wrażenia wywarła na mnie owa publikacja? Zapraszam na recenzję. 

sobota, 7 października 2017

"Żółte oczy prowadzą do domu" - Markéta Pilátová [recenzja]




"(...) Podróżowanie to piękna sprawa, ale człowiek powinien mieć tam, gdzie się urodził, miejsce, 
gdzie zawsze może odłożyć swoją laskę i położyć się na świeżo pościelonym łóżku."


Sięgając po książkę "Żółte oczy prowadzą do domu" miałam świadomość tego, iż jest to literatura wymagająca. Jednak nie spodziewałam się, że za niepozorną i wyróżniającą się prostotą oraz lekkością okładką kryje się tak piękna i poruszająca zarówno najdalsze zakamarki duszy, jak i co poniektóre zmysły historia. Nie ukrywam, że dzięki owej powieści odbyłam niezwykłą i niezapomnianą podróż, nie tylko do klimatycznej Pragi i dalekiej oraz egzotycznej Brazylii, ale przede wszystkim do serc ludzi przepełnionych tęsknotą za utraconym i nieznanym, a nade wszystko nadzieją na spokojną przyszłość i odnalezienie swego, tak długo wyczekiwanego i upragnionego, miejsca na ziemi. Zapraszam na recenzję.

środa, 4 października 2017

"Couchsurfing w Iranie. (Nie)codzienne życie Persów" - Stephan Orth [recenzja]




"(...) - To w co wierzysz?
- W prawa człowieka. W miłość, uczciwość. Islamu nienawidzę, ale to tajemnica. 
Gdybym się go wyrzekł, to..."


Trzeciego października bieżącego roku miała miejsce premiera fascynującej książki "Couchsurfing w Iranie. (Nie)codzienne życie Persów", której autorem jest podróżnik Stephan Orth. Przyznaję, że sięgnęłam po tę publikację z ogromną dozą ciekawości, nutką niepewności, a nade wszystko chęcią bardziej szczegółowego poznania owego kraju. Jedyne informacje, jakie posiadałam na temat Iranu, to były te zaczerpywane z wszelakich mediów ukazujących ów jako kraj nieprzyjazny, pełen surowych reguł, procedur i zakazów. W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję, a mianowicie Iran zajmuje czołowe miejsce w rankingu krajów mających najgorszy wizerunek. Nie ukrywam, że nigdy dotąd nie czułam potrzeby bliższego przyjrzenia się temu państwu, nie pragnęłam zagłębić się w jego struktury. Odkrywanie walorów turystycznych, zwyczajów, tradycji, czy też prawdziwej mentalności ludności Iranu nie interesowało mnie na tyle, ażeby poddać się temu zajęciu. Z perspektywy czasu wiem, że to był błąd. Tym bardziej się cieszę, że dane mi było zaznajomić się z książką Stephana Ortha, która nieustannie mnie zaskakiwała i wprawiała w zadumę. Opowieść ta poniekąd otworzyła mi oczy i pozwoliła spojrzeć na Iran zupełnie inaczej... Zapraszam na recenzję.