poniedziałek, 5 listopada 2018

"Wybacz mi " - Karolina Klimkiewicz




"(...) Wiesz, że właśnie o miłości pisze mi się najtrudniej?
Bez niej człowiek przestaje być człowiekiem. 
Jeśli ją znajdziesz, nie wypuść, żeby nie skończyć tak jak ja."


W dniu dwudziestych piątych urodzin Emilia otrzymuje od biologicznej matki list z prośbą o spotkanie. Ta opuściła córkę ponad dwadzieścia lat wcześniej. Pomimo iż dziewczyna miała ojca, który co prawda był, ale nie okazywał uczuć i nie lubił rozmawiać o przeszłości, macochę, z którą łączyły ją dobre relacje oraz przyrodnią siostrę, z którą się przyjaźniła, ale nierzadko też kłóciła, to jednak nie mogła osiągnąć pełni szczęścia i wewnętrznego spokoju. Jej głowę nieustannie zaprzątały pytania: Dlaczego matka ją porzuciła? Co było tego powodem? Dokąd wyjechała? Dlaczego dopiero teraz się odezwała? Emilia od zawsze pragnęła jednego - poznać prawdę. Dlatego też postanawia przyjąć zaproszenie i udać się w Bieszczady, aby stanąć twarzą w twarz z matką. Tylko nie wszystko przebiegnie tak jak sobie zaplanowała, i jakby sobie tego życzyła... 

Po niezwykle udanym debiucie Karoliny Klimkiewicz o subtelnym tytule "Jeśli tylko..", z niecierpliwością wyczekiwałam kolejnej powieści autorki. I gdy ta pojawiła się na rynku wydawniczym i trafiła w moje ręce, niesamowicie się ucieszyłam. Co więcej, byłam nieco podekscytowana i, co najważniejsze, ciekawa nowej historii, co do której moje oczekiwania były ogromne. Nie ukrywam, że liczyłam na pełną emocji i głębi opowieść, która mnie porwie, poruszy i pozostawi mnie w stanie zadumy na długi czas. Mówiąc krótko, miałam nadzieję, ba! byłam pewna, że najnowsza publikacja autorki okaże się tak dobra, jak jej poprzedniczka, a może nawet od niej lepsza. I cóż...

Będąc kilka dni po lekturze "Wybacz mi" stanowiącej pierwszy tom cyklu Bieszczadzka Rapsodia, przyznaję, iż moje odczucia nie są jednoznaczne. Moje wrażenia mogę śmiało nazwać ambiwalentnymi, albowiem wspomniana książka zawiera zarówno elementy, które poniekąd mnie ujęły bądź wywarły pozytywne doznania, jak i aspekty, które wyzwalały irytację, a nawet rozczarowanie, czego kompletnie się nie spodziewałam. Wiem, że może nie powinnam odnosić się za nadto do debiutu autorki, ale on był w pewnym sensie niejako wyznacznikiem tego, co potem. A jak się okazuje to "potem" stało się średnie zarówno pod względem stylu, zabarwienia emocjonalnego, istoty przekazu, jak i konstrukcji postaci.

A propos postaci, to właśnie główna bohaterka była negatywnym punktem owej historii i najbardziej denerwującą osobowością. Wiecznie płaczliwa, stale uciekająca i zupełnie niezdecydowana nie przypadła mi do gustu. Jej dziecinne i chwiejne zachowanie na każdym kroku mnie drażniło, momentami było nie do zniesienia. Drugą kwestią natomiast były pewne nieścisłości logiczne, które nie zostały w pełni dopracowane, przez co stały się mało wiarygodne (mam tu na myśli m.in. niepoprawną orientację czasową, sytuację wokół omdlenia, sprawy dotyczące ogrzewania itp.). Inną wadę, dość ważną w moim mniemaniu, stanowi całkowity brak klimatu bieszczadzkiego, którego wręcz wyczekiwałam. Tym bardziej, że okładka, opis fabularny oraz nazwa serii sugerowały, że owa historia otulona zostanie niepowtarzalną aurą charakterystyczną dla przepięknego regionu Bieszczad. Tego mi zabrakło - tego nastroju, powiewu górskiego, uroku tamtejszych krajobrazów. Ponadto wplatanie gdzieniegdzie narracji drugoplanowych postaci zakłócało według mnie harmonijny bieg historii, wprowadzając swego rodzaju chaos. Kolejną rzeczą jest styl - choć przystępny, to jednak zwyczajnie zabrakło mu tego czegoś, tego emocjonalnego kolorytu, na który tak bardzo czekałam. Miałam wrażenie, że tworzące tę opowieść słowa nie do końca wypływają z głębi serca, a raczej zapełniają ją w pośpiechu. I ostatnia sprawa to fragmenty wymagające oszlifowania w taki sposób, aby brzmiały naturalnie. A tak niektóre sceny po prostu przyjmowały sztuczne znamiona.

Aczkolwiek pomimo tych paru mankamentów, muszę przyznać, że powieść sama w sobie mi się podobała i na pewno sięgnę po drugi tom. Pochłonęłam ją w błyskawicznym tempie, do czego z pewnością przyczynił się prosty i lekki styl, po którym się sunęło, aby czym prędzej dotrzeć do końca i poznać finał historii. O ile opowieść Emilii działała na mnie irytująco, o tyle opowieść Matyldy mnie ujęła i skłoniła do przemyśleń. Najbardziej trafiały do mnie przepięknie napisane listy owiane paletą rozmaitych emocji, pełne wartości, cennych wskazówek i okryte niejednym przesłaniem wypływającym spomiędzy wersów. Ich śledzenie było przyjemnością, owe wprawiały mnie w stan wzruszenia i refleksji. A ciepło od nich bijące i mnie się udzielało. To były szczere i wartościowe fragmenty z nutą nostalgii, uśmiechu i miłości. Fragmenty, do których można czasami powracać...

"Wybacz mi" to słodko-gorzka powieść z zaskakującym i otwartym zakończeniem. To historia o cieniach przeszłości burzących normalne i spokojne życie, konsekwencjach wyborów, egoizmie, odwadze i determinacji. O pragnieniu wolności, niezależności i dążeniu do ich osiągnięcia. O sekretach skrywanych latami, poczuciu strachu przed wyznaniem prawdy, gęstej atmosferze rodzinnej, pełnych napięcia stosunkach międzyludzkich, zmaganiu się z dramatyczną przeszłością i ukrywaniu prawdziwych uczuć. O usprawiedliwianiu dokonanych decyzji, wyrządzanych krzywdach i popełnianych błędach. O przyjaźni, sile miłości i przebaczaniu. I wreszcie o tym, że aby móc obdarzyć miłością drugiego człowieka, najpierw tę miłość trzeba odnaleźć w sobie... 
 
 
"- Nie możemy popsuć tej chwili. Zapamiętaj ją, pielęgnuj, niech nie daje ci spać i jeść.
Niech będzie twoim jedynym i ostatnim wspomnieniem. 
Niech kiełkuje, a gdy wyrośnie z niej piękny kwiat, znów się spotkamy i oboje o niego zadbamy.
- A jeśli zwiędnie? - (...).
(...)
- To znaczy, że nigdy nie powinien zakwitnąć!"
 
 
Tytuł: "Wybacz mi"
Autor: Karolina Klimkiewicz
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: 2018
Ilość stron: 288
Oprawa: miękka
Kategoria: obyczajowa
 
 

11 komentarzy:

  1. Koniecznie będę musiała ją przeczytać :) Jeśli wpadnie mi w łapki to z pewnością to zrobię :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem przyjemnej lektury życzę i czekam na Twe wrażenia :)

      Usuń
  2. Czytam ta książke i nie zgadzam się co do zarzutów nie logicznych. Nie odwołuje się co do emocji bo każdy inaczej je odbiera. Nie wiem o co ci chodzi z tym czasem, ale pięć. Ja mieszkam na wsi w domku i palimy w kominku który ogrzewa wodę. Gdy się nie pali woda jest zimna. Gdy kominek wygasa około 24 to o 7,8 rano woda jest zimna, a zimą lodowata. Więc nie wiem co w tym nie logicznego. Bo rozumiem że w książce jest właśnie taki system opisany. Co do omdlenia. Studiuję medycynę a dokładnie jestem na specjalizacji z psychiatry. Ludzie w szoku potrafią miesiącami dochodzić do siebie i być na lekach. Ona jedynie kilka dni. Znów nie widzę tu braku logiki a raczej brak znajomości z twojej strony psychiki ludzkiej. Zgadzam się z tym że debiut był dużo lepszy też oczekiwałam po Jeśli tylko... Wow a to jest po prostu dobre. Ale niestety brak logiki nie występuje a brak wiedzy u recenzentów już owszem. Recenzja dobra. Na pewno będę tu zaglądać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak wiedzy u recenzentów? Pani specjalistko od psychiatrii, bohaterka nie była na lekach kilka dni, tylko utrzymywana w śpiączce farmakologicznie. W pensjonacie, wśród w zasadzie obcych ludzi, bez powiadomienia rodziny, bez wezwania karetki i bez chociazby konsultacji z psychiatrą.

      Usuń
    2. Miło mi, że moja recenzja Ci się podoba <3 Dziękuję <3

      A wracając do logicznych nieścisłości - już wyjaśniam:
      1. Emilia przybywa do miejscowości o 13, droga do pensjonatu ponoć zajmuje 20 minut. Dziewczyna dociera do pensjonatu, chwilkę rozmawia z personelem, kwateruje się w pokoju i jest już mrok. Trochę szybko, tak mi się wydaje.
      2. Kwestia ogrzewania - w książce jest informacja, że w pensjonacie palą w kominku lub piecu (str. 24). Ja mam piec i rano mam ciepłą wodę. Uważam, że w pensjonacie nie powinno być opcji, aby kaloryfery czy woda były zimne każdego poranka.
      3. Sprawa omdlenia. Dziewczynę boli głowa, następnie ta czuje ucisk w klatce piersiowej, po czym traci przytomność. Potem lekarz będący w pensjonacie podaje jej jakieś leki przez parę dni. A przy łóżku czuwają praktycznie obcy ludzie. Uważam, że w takiej sytuacji należy wezwać pogotowie, powiadomić rodzinę o stanie zdrowia chorej itd.. Takie jest moje zdanie. Na medycynie mogę się nie znać, ale wezwanie karetki to automatyczny odruch w tego typu przypadku.

      To są mankamenty, które zwróciły moją uwagę, aczkolwiek nie wpłynęły za nadto na ostateczną ocenę powieści. A ta, jak wspomniałam w recenzji, podobała mi się :)

      Usuń
  3. Wkrótce będę czytała tę książkę i muszę przyznać, że jestem jej bardzo ciekawa. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziel się proszę wrażeniami po lekturze :) Przyjemnego czytania <3

      Usuń
  4. Może i skusiłam się na książkę, ale osoba pisząca komentarz pod Anonimem niestety swoim głosem zniechęciła mnie do sięgnięcia po książkę. Każdy ma prawo krytykować powieść, w której coś mu nie pasuje, a podejrzewam, że ten Anonim to ktoś z bliskiego otoczenia autorki.
    Ten odzew całkowicie skreślił chęć sięgnięcia po książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykre to że skreśla się książkę na podstawie anonimowych komentarzy pod. Brak własnego zdania? Tak jak nie każdy musi lubić książkę tak nie każdy musi się zgadzać z recenzja, ale co ma do tego skreślanie pozycji płytkie i infantylne w moim mniemaniu.

      Usuń
  5. Bardzo dziękuję za recenzje. Wszystkie uwagi i sugestie przyjełam. To prawda, że jest to zupełnie inna książka od "Jeśli tylko..." zgadzam się z tym, że niektóre fragmenty mogą być wymuszone bo, niektóre w rzeczywistości takie są. Nie jest to moja historia a dziewczyny, która zwróciła się do mnie z prośbą o spisanie własnych doświadczeń. Co do bohaterki, to kobieta z krwi i kości i mimo, że ktoś może jej nie lubić ona istnieje i właśnie taka jest. Reakcja na zimną wodę, to jej wspomnienie. Omdlenie to też fakt. Nie kwestionowalam tych wydarzeń, nie falsyfikowałam, ja je opisałam. Wiem, że dużo osób zarzuca tutaj brak logiki, ale to jest opis wydarzeń z rozmowy i pamiętników pierwowzoru Emilii. I nie pisze tego, żeby się wybielic a żeby wyjaśnić, że nie było to moim celem czy błędem, a jedynie trzymaniem się wywiadu. Co do komentarza Upadły czy Anioł. Nie wiem czy pod Anonimem jest ktoś z moich bliskich, być może. Nie odpowiadam jednak za słowa innych. Przykro mi jedynie, że moja praca jest oceniana i skreslana przez pryzmat komentarzy i to nawet nie moich a kogoś tam. Ale oczywiście masz do tego prawo. Za recenzję bardzo dziękuję, jest dla mnie cenna i dużo wniesie do mojego warsztatu. Pozdrawiam Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Karolino,

      Szkoda, że nie wspomniano na okładce, że opisana historia jest inspirowana prawdziwymi zdarzeniami. Wówczas spojrzenie na tę powieść byłoby nieco inne.

      Dziękuję za miłe słowa <3
      Pozdrawiam serdecznie <3

      Usuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)

Korzystanie ze strony Wielbicielka książek i pozostawianie komentarzy jest jednoznacznym wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych zgodnych z art. 13 o Ochronie Danych Osobowych.
Jednocześnie każda osoba ma prawo do dostępu do treści swoich danych osobowych oraz prawo ich poprawienia w razie potrzeby.