wtorek, 15 maja 2018

"Heloiza i jej warszawski Abelard" - Janusz Niżyński [recenzja]




"- (...) według mnie najpiękniejszym uczuciem nie może być miłość. 
Jest nim siostrzany głos serca: czułość.
- Czułość?
- Tak. Tylko ona, tylko czułość jest w stanie dodać nam skrzydeł, otulić nas ciepłem, światłem
i jak feeria barw zachodzącego słońca dotknąć najbardziej skrytych pokładów naszej duszy..."
 
 
Przyznaję, że Janusz Niżyński jest jednym z mych ulubionych pisarzy polskich. Jego powieści dotychczas przeze mnie poznane stanowiły kompozycję pasji, nietuzinkowości, nieprzewidywalności i enigmatyczności. Owiane nostalgiczną nutą i sentymentalną aurą, przesiąknięte morzem emocji i nade wszystko będące zbiorem istotnych wartości okazały się dla mnie cudowną, liryczną i niezapomnianą podróżą. Dlatego też sięgając po najnowszy wolumin autora o dość intrygującym, poważnym i poniekąd archaicznie brzmiącym tytule "Heloiza i jej warszawski Abelard", oczekiwałam podobnych wrażeń, jakich dostąpiłam wcześniej, przy okazji smakowania poprzednich książek pisarza. Jakież było moje zdziwienie, gdy w czasie delektowania się owym utworem okazało się, że niejako odbiega on od pozostałych zajmujących miejsce w literackim szeregu lektur autorstwa Janusza Niżyńskiego. Dlaczego? O tym w dalszej części tekstu - zapraszam.
 
Janusz Niżyński - autor poczytnych książek dla dzieci i dorosłych, od ponad dwudziestu lat uprawia działalność literacką na jednej z najstarszych stron w zasobach polskiego internetu: Janusz.Nizynski.pl W dorobku posiada m.in. takie formy literackie jak: powieści, felietony i bajki, w tym także dla dorosłych. Oprócz książek publikował też liczne felietony w prasie ogólnopolskiej i korporacyjnej. Jego fanpage na FB zrzesza kilka tysięcy sympatyków. (źródło: okładka książki)

Janusz Babicki to prezes zarządu pewnej warszawskiej spółki, powieściopisarz i entuzjasta kobiecego piękna, mieszkający w secesyjnym dworku w Konstancinie. Mężczyzna od dawna zafascynowany jest swoją nieformalną asystentką, Cateriną, z którą łączą go nie tylko relacje biznesowe, ale również ściśle prywatne. To myśl o niej nieustannie zaprząta jego głowę. Jednak pewnego dnia w to skupisko myśli wkrada się obraz tajemniczej kobiety popijającej sok pomidorowy (tak bardzo uwielbiany przez Janusza) na lotnisku.
Heloiza Rogoźnicka to trzydziestoletnia mieszkanka Wojcieszyna, lingwistka, urodzona w Burgundii we Francji. Z tymże miejscem wiąże się pewna "legenda", o której opowiedziała młodej kobiecie Korsykanka. Mianowicie głosi ona, iż każda Heloiza pochodząca z tego konkretnego francuskiego regionu powinna odszukać swego o "pięknym umyśle Abelarda", a następnie zrobić wszystko, aby ten stracił dla niej głowę i oddał jej całe swe serce. Heloiza stara się póki co nie myśleć o przepowiedni nieznajomej i skupić się na poszukiwaniu pracy. Tę otrzymuje w siedzibie pewnej firmy, zajmując posadę osobistej asystentki prezesa.
Janusz i Heloiza spotykają się któregoś ranka w firmie. On okazuje się prezesem, ona jego sekretarką. Oboje doświadczają czegoś niepowtarzalnego i hipnotyzującego... Czy to ona jest tą kobietą z lotniska? Czy to on jest jej Abelardem?

Nieoczywista, zadziwiająca, figlarna, sympatyczna, niezwykle przyjemna i w kilku aspektach oryginalna - tymi słowy można określić opowieść ukazaną w "Heloizie i jej warszawskim Abelardzie". Zdecydowanie owa wyróżnia się na tle swych poprzedniczek, tj.: "Baśń" czy "Kochankowie ze Starych Babic".  Dlaczego? O ile poprzednie powieści autora, z którymi miałam przyjemność się zaznajomić, tchnęły refleksyjnością, wzniosłością i nastrojowością, o tyle w przypadku "Heloizy i jej warszawskiego Abelarda" niewątpliwie można mówić o lekkości, wytchnieniu, i co zaskakujące, humorystycznym charakterze utworu. To właśnie ta ostatnia cecha niesamowicie mnie nie tylko zadziwiła, ale też w pewnym sensie ujęła. Ów komiczny wydźwięk płynący spokojnym rytmem na łamach opowiedzianej historii wprawił mnie w niebywale dobry nastrój, sprawił, że na mej twarzy co i rusz pojawiał się uśmiech, a jej lektura z każdą kolejną kartką stawała się coraz to większą rozkoszą. Owa opowieść, jakże dojrzała, smaczna i pełna absorbującego uroku, pachniała tajemniczością, unoszącą się namiętnością, chwilami powagą, a gdzieniegdzie nawet i sarkazmem, co zwyczajnie ją urozmaicało i nadało jej nieszablonowego kształtu.

Prym wiedzie harmonijnie poprowadzony wątek miłosny. Ów zdecydowanie przykuwa uwagę, zajmuje myśli i wyzwala paletę rozmaitych emocji, których namiastka utrzymuje się jeszcze długo po rozstaniu z bohaterami. Stopniowo rozwijający się, nierzadko wprowadzający w konsternację, otulony sekretami powoli odkrywanymi, przesiąknięty żarliwością i gorącą atmosferą, a także naznaczony szczyptą satyry fascynuje, ujmuje, bawi, rozpala i nade wszystko czaruje. Tenże motyw zabarwiony został ciekawymi przedmiotami skupionymi na relacjach stricte biznesowych oraz więzach rodzinnych. Te z kolei, choć esencjonalne, nie tylko uatrakcyjniają przedstawioną historię, ale nadają jej świeżości, w pełni angażują i pozwalają snuć domysły. Albowiem rozwój ich nie jest tak naprawdę do końca przewidywalny - zresztą to tyczy się wszystkich kwestii ujętych w powieści. Bo o ile ostatecznych rozwiązań paru z nich niejako można się domyślić, to ich przebiegu już nie, co na pewno stanowi zaletę nici fabularnej. Upiększeniem jej są jeszcze lakoniczne nawiązania do przeszłego życia bohaterów, lapidarne, aczkolwiek niepozbawione mocnego akcentu ich wspomnienia oraz fragmenty powieści pisanej przez Babickiego odgrywającego pierwszoplanową rolę w "Heloizie i jej warszawskim Abelardzie".

Ale czy na pewno to on gra pierwsze skrzypce? Co prawda jest intrygującą osobowością, mieszanką pewności siebie, wrażliwości, otwartości i szczerości. I wszystkie fabularne drogi prowadzą do jego osoby, posiadłości i firmy. Jednak odniosłam wrażenie, że został kompletnie przygaszony. Moim zdaniem to postać Heloizy, wraz z jej inteligencją, bystrym okiem, przyzwoitością oraz przybieraniem niejednej twarzy (na potrzeby powierzanych bądź wymaganych zadań) całkowicie przyćmiła Janusza Babickiego. To ona, jej postępowanie, zachowanie i niepowtarzalny styl bycia czynią ją bezpretensjonalną gwiazdą powieści. Tym bardziej, że jej otoczka zewnętrzna jest niebywale tajemnicza. Albowiem Heloiza posiada pewien dar - to po pierwsze. Po drugie, ciąży nad nią klątwa. Po trzecie, ktoś ją śledzi. A po czwarte, ma ona coś wspólnego z pewnym freskiem. W międzyczasie pojawia się też sprawa niejakiej spinki... No i oczekiwanie na Abelarda... Prawda, że jest ciekawie? O co w tym wszystkim chodzi? Ja nie zdradzę, odsyłam do lektury książki.

"Heloiza i jej warszawski Abelard" to bez wątpienia nietuzinkowa, pasjonująca, przepełniona humorem, utkana z prostych i lekko brzmiących słów powieść o przyjaźni, determinacji, miłości, nadziei i przeznaczeniu. To również historia o manipulacji, upartości, lojalności, ambitnym wyznaczaniu sobie celów i dążeniu do ich realizacji oraz o spełnieniu i ogromnej pasji. Humor, elegancja i mnóstwo wrażeń gwarantowane. Gorąco polecam! 
 
 
 Cytaty:
 
"- (...) Jeśli między dwoma sercami budzi się miłość, 
to każdy ogród może zapachnąć dla oblubieńców wszelakim kwieciem."
 
 
"- (...) A choćby i tego, aby w życiu udawać głupszą niż się jest. 
Bo jeśli można udawać głupszą, niż się jest, to znaczy, że nie jest się tak całkiem głupią."
 
 
"Prawdziwa kobieta nie jest małą dziewczynką, która dałaby się zjeść wilkowi.
Jest na to zbyt mądra i przewidująca...
Prawdziwa kobieta jest jak piękna rzeźba - może ją ulepić tylko wrażliwy artysta,
od początku świadomy swych intencji. 
Bo czyż prawdziwa kobieta nie jest jak kwiat, 
który w pełni rozkwita tylko przy troskliwym ogrodniku? Jest!...
Prawdziwa kobieta to rzeka - a jej horyzontalnym celem:
ocean albo przynajmniej prawdziwe morze."
 
 
"- (...) To smutek o rozległym świecie i śmiertelnej ludzkiej samotności.
Samotności, którą czujemy nawet w tłumie bliskich.
To smutek odwiecznych pytań, odpowiedzi na które nigdy nie było i nie będzie dane nam znaleźć.
Smutek życia i nieuchronnej śmierci. 
Smutek miłości, której każdy szuka, znajduje, a potem bez sensu zatraca.
Smutek o marności świata i chęci nadania mu sensu.
Smutek o tym, czego nie da się ująć w słowa, a co można tylko wyśpiewać.
I w tym smutku jest wielka radość. Blues - to symfonia.
Symfoniczna głębia i duch muzyki wyrażanej przy użyciu narzędzi dwudziestego wieku."
 

 
Tytuł: "Heloiza i jej warszawski Abelard"
Autor: Janusz Niżyński
Wydawnictwo: Rideró
Data wydania: 2018
Ilość stron: 408
Oprawa: miękka
Kategoria: literatura obyczajowa
 
 

4 komentarze:

  1. Pani Kasiu, ma Pani nietuzinkowy dar wyławiania z moich książek nawet takich aspektów, o których sam dowiaduję się dopiero od Pani. Ma Pani absolutną rację: to przecież nie „Abelard” a Heloiza odgrywa w mojej książce najpierwsze skrzypce. A pisząc powieść, wydawało mi się, on tu najmądrzejszy, ma władzę, sieje postrach. A On wcale nie najważniejszy  Nie dorasta Heloizie do pięt. No dobrze... może przesadziłem: bo dorasta, ale bynajmniej w niczym jej nie przewyższa  Pani kasiu, bardzo dziękuję za wnikliwą, ciekawą i niezwykle wartościową recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi naprawdę ciekawie. Zapisuję sobie tytuł.:)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)

Korzystanie ze strony Wielbicielka książek i pozostawianie komentarzy jest jednoznacznym wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych zgodnych z art. 13 o Ochronie Danych Osobowych.
Jednocześnie każda osoba ma prawo do dostępu do treści swoich danych osobowych oraz prawo ich poprawienia w razie potrzeby.