sobota, 6 maja 2017

"Lśnienie księżyca" - Edith Wharton




"Wspomnienie Florydy natychmiast przywołało wizję wody lśniącej w blasku księżyca,
zapachu magnolii i ciepłego powietrza. 
To wszystko łączyło się teraz z otaczającą ją ze wszech stron słodyczą
i rzucało senne zaklęcie na jej powieki.
Owszem, musieli pokonać wiele przeciwności, ale wszystko to już mieli za sobą.
Teraz była tu, bezpieczna i szczęśliwa, i do tego z Nickiem.
Jej głowa spoczywała na jego kolanach, a mieli przed sobą rok...
Cały, calutki rok..."


Zazwyczaj przy wyborze jakiejkolwiek książki w pierwszej kolejności kieruję się jej wizualnym wyglądem, a ściślej rzecz ujmując - oprawą. To ona najpierw musi przyciągnąć moją uwagę, abym ewentualnie zapragnęła przyjrzeć się jej bliżej i zapoznać z opisem. Jednak w przypadku książki "Lśnienie księżyca" to nie okładka przykuła mój wzrok, a tytuł sugerujący romantyczną i emocjonalną opowieść, a po takowe sięgam najczęściej. Jednak nie dokonałam jej wyboru od razu. Przyznaję, że decyzja o lekturze owej powieści zajęła mi kilka dni. Coś mnie do niej przyciągało, jakaś tajemnicza siła. Intuicyjnie czułam, że muszę zaznajomić się z ukazaną w niej historią. I tak też uczyniłam. Zapraszam na recenzję.

Edith Wharton - laureatka nagrody Pulitzera, w błyskotliwy, ale też pełen czułości sposób maluje obraz amerykańskiego społeczeństwa i europejskich elit w pierwszych kilkunastu latach dwudziestego wieku. Szczegółowo też opisuje zachodzące wówczas - rewolucyjne jak na tamte czasy - zmiany obyczajowe. (źródło: okładka książki "Lśnienie księżyca")

Susy Branch i Nick Lansing to ludzie wywodzący się z dobrych domów, aczkolwiek aktualnie biedni. Postanowili sobie wcześniej, że zawrą takie związki małżeńskie, które będą korzystne pod względem finansowym i zapewnią im godny i spokojny byt. Nie przewidzieli jednak, że dopadnie ich strzała amora i połączy ich prawdziwe uczucie, a także podobne poglądy i identyczne spojrzenie na świat. Zdecydowali się na ślub, mimo iż mieli pewne obawy przed tymże krokiem. Pobrali się, jednocześnie zawierając pewien układ. Mianowicie polegał on na tym, iż przez rok będą wiedli szczęśliwe życie u swego boku i żyli na koszt znajomych i przyjaciół oferujących czeki oraz dach nad głową (wówczas chętnie pomagano nowożeńcom, w zamian za konkretną przysługę), ale jeśli którekolwiek z nich nawiąże intratną materialnie relację z kimś innym, to wtedy się zwyczajnie rozwiodą. Początkowo ich małżeństwo jest pełne szczęścia, zapewnia im wewnętrzny spokój i poczucie bezpieczeństwa. Korzystają z zaproszeń znajomych, przeprowadzają się z jednej posiadłości do innej rezydencji, tym samym poznając nowe miejsca. Nick - niespełniony pisarz nagle odzyskuje wenę i może całkowicie oddać się tworzeniu swego dzieła. A Susy... cóż... myśląc o lepszej przyszłości i pragnąc zapewnić łatwiejsze życie sobie i Nickowi, nie tylko nie odmawia pomocy przyjaciółkom (niekiedy podejmując niejakie ryzyko), ale też dopuszcza się pewnych - według niej - drobnych czynów... Z czasem jej kłamstwa i nielojalność względem męża wychodzą na jaw... Na ich dotąd - wydawać by się mogło - idealnym małżeństwie pojawia się pierwsza, ale znacząca rysa... 

Głównymi bohaterami powieści Edith Wharton są Susy i Nick Lansing, których połączyła wielka miłość. Ona - z jednej strony lubiła luksusowe życie, a z drugiej gardziła bogatymi ludźmi. Niestety, odkąd dopadła ich bieda, musiała spełniać zachcianki i kaprysy swych przyjaciółek, realizować ich specyficzne prośby, a nawet zajmować się dziećmi. Te zaś korzystały ze wszelakich wygód, podróżowały po świecie, oddawały się miłosnym uniesieniom, dopuszczały się zdrad, a także chwaliły się wspaniałą biżuterią oraz szykownymi kreacjami, które zakładały nie tylko na szczególne okazje. Susy czasem otrzymywała od nich prezent w ramach podziękowań za daną przysługę. Przyjmowała takowe, choć miała świadomość, że nie powinna tego czynić. Zawsze jednak myślała o przyszłości, możliwości sprzedania kosztownego podarunku i jednocześnie zaspokojeniu bieżących wydatków. To ona poniekąd stanowiła głowę rodziny. Ona załatwiała zakwaterowanie w kolejnych posiadłościach znajomych. Pragnęła po prostu szczęśliwego i spokojnego życiu u boku ukochanego Nicka. Ten natomiast był ponad przeciętnie inteligentnym mężczyzną, ukończył Harvard, wydał tomik sonetów, pisywał zlecenia dla encyklopedii, pasjonował się archeologią, a nawet rozpoczął pracę nad swoją książką będącą romansem filozoficznym. Jednak zdawał sobie sprawę z tego, że zarówno badanie dziejów i kultury danego społeczeństwa, jak i również bycie pisarzem, nie są zbytnio dochodowymi zajęciami i zdecydowanie nie zapewnią ani jemu, ani jego żonie wytwornego życia. Był poniekąd przekonany i obawiał się, że gdy tylko Susy pozna bogatego mężczyznę, który zechce ją za żonę, wówczas ta go porzuci, a on nie przeszkodziłby jej w tym i zwróciłby jej wolność. 

Historia jest opowiedziana właśnie z perspektywy wspomnianej pary, przy zastosowaniu narracji trzecioosobowej. Poznajemy ich przemyślenia wynikające z zawartego związku małżeńskiego, pragnienia, marzenia, popełniane błędy, dokonane wybory, uczucia, tęsknoty, stosunek do pewnych wydarzeń zaistniałych w ich życiu, postrzeganie zachowań i postępowań znajomych i przyjaciół oraz nawiązane z nimi relacje, a także skrywane nadzieje i plany na przyszłość. Ponadto dowiadujemy się o okolicznościach, w jakich podjęli decyzję o ślubie, a także o łączącej ich więzi oraz zamiłowaniu do wspólnego obserwowania zachodów słońca z wynajętej łodzi. Niestety muszę przyznać, że nie czułam ich miłości, a jedynie zdystansowanie. Nie odczuwałam między nimi chemii, iskrzenia, nawet dotyk czy muśnięcie dłoni nie budziły we mnie żadnych emocji. Słowa, za pomocą których zapewniali o swoim uczuciu względem drugiej osoby, w moim odczuciu nie znajdowały za bardzo odzwierciedlenia w gestach i czynach bohaterów. Zabrakło mi też informacji na temat przeszłości wspomnianych postaci. To wszystko sprawiło, że nie poznałam ich wystarczająco, ażeby móc stworzyć ich jasne i całościowe portrety. Mam nadzieję, że to, co chcę przekazać jest choć trochę zrozumiałe, nie potrafię inaczej tego ująć. Po prostu nie dano nam możliwości bliższego i tym samym lepszego zaznajomienia się z owym małżeństwem. Uważam, że wątek miłosny został zupełnie zdominowany przez aspekty społeczno-obyczajowe, ale może taki był zamysł powieści. Aż nadto skupiono się też na otoczeniu, relacjach z innymi osobami, których było wiele. Na szczęście nie miałam większych problemów z ich rozróżnianiem i przypisywaniem do konkretnych sytuacji. Istotne role odgrywają bowiem: Ellie - przyjaciółka Susy, oddała nowożeńcom pod opiekę rezydencję na zasadzie "przysługa za przysługę", Strefford - przyjaciel Susy, któremu powierzała swe problemy i zwracała po pomoc oraz państwo Hicks, z którymi Nick odbył  długą i wartościową podróż, a także inni. 

Fabuła skupia się na przedstawieniu przede wszystkim moralności w życiu ówczesnego społeczeństwa, zmiennych relacji międzyludzkich (w zależności od statusu materialnego) oraz panujących zwyczajach i obyczajach europejskich elit w pierwszych latach dwudziestego wieku. Ukazano zatem obraz ludzi bogatych, dla których pieniądze stanowiły w pewnym sensie wyznacznik szczęścia i spełnienia. Opływali w luksusy, spotykali się na brydża, oddawali się podróżom po świecie, zapewniali sobie pobyt w najlepszych hotelach, zapraszali na wytworne kolacje, chwalili się osiągnięciami i sukcesami, nie przyznawali do porażek czy błędów, ukrywali zdrady (choć i tak prędzej czy później wychodziły na jaw). Życie społeczeństwa w ogromnym stopniu opierało się na kłamstwie, zazdrości oraz niewierności. Ponadto stopniowo zachodziły w nim pewne zmiany, kobiety podejmowały pracę, oddawały własne dzieci pod opiekę ich ojców, po czym odchodziły do kochanków, coraz częściej dochodziło zatem do rozwodów, które z czasem nie wzbudzały już zdziwienia i zaszokowania. Zawierane przyjaźnie nie były tak do końca szczere, raczej polegały na udzielaniu sobie wzajemnej pomocy, alibi. Zachowanie ludzi głównie w trakcie bankietów zazwyczaj było sztuczne, wymuszone, pretensjonalne, krótko mówiąc - na pokaz. Poza tym z łatwością przyswajano wiadomości oczerniające innych, oceniano, krytykowano, dawano wiarę plotkom i je rozprzestrzeniano, co doprowadzało do wielu nieprzyjemnych sytuacji, a nawet rozpadów długotrwałych relacji. 

Przyznaję, że początkowo nie mogłam tak zupełnie zgłębić się w fabułę książki, dać się porwać owej historii. Zapewne wynikało to z faktu, iż nie mogłam wyzbyć się kaca książkowego po lekturze innej niesamowitej powieści. Z czasem jednak się wciągnęłam w ukazaną opowieść. Intrygowały mnie poszczególne wątki, ciekawiły mnie dalsze losy głównych bohaterów i interesowało mnie oczywiście zakończenie tejże powieści, którego tak naprawdę nie można było jednoznacznie przewidzieć. Z przyjemnością czytałam tę książkę, pomimo iż nie wzbudziła we mnie ogromu emocji i nie dostarczyła wzruszeń. W pewnym momencie jednak wywołała uśmiech na twarzy. Przede wszystkim podczas lektury "Lśnienie księżyca" bardzo się wyciszyłam, skupiłam się na stylu pisania autorki, delektowałam się każdym słowem i zdaniem. To była dla mnie swego rodzaju literacka uczta. Spędziłam w jej towarzystwie aż cztery wieczory, bowiem to nie jest powieść, którą można pochłonąć w jeden wieczór czy jedno popołudnie. Ona wymaga skupienia i całkowitego zaangażowania oraz oddania. Pisarka posługuje się pięknym, wykwintnym i wyszukanym językiem. Zarówno dialogi, jak i opisy są wyważone, sensowne, zgrabnie ze sobą połączone. Nie odnotowałam monotonnych fragmentów. Niewątpliwie owe wymienione elementy stanowią ogromny atut powieści. 

Pragnę również nadmienić kilka słów o samym wydaniu książki, co również - bynajmniej dla mnie - jest jej mocną stroną. Mam na myśli nie tylko twardą oprawę odporną poniekąd na ewentualne zniszczenia, ale przede wszystkim skład - po otworzeniu książka samoistnie nie zamyka się. Poza tym jest ona lekka. Dodatkowo zawiera dużą czcionkę, składa się z trzydziestu krótkich rozdziałów, co wpływa na pewno na jakość czytania. Oczywiście, muszę wspomnieć, iż okładka idealnie komponuje się z opisaną historią. Bez wątpienia owa książka wspaniale się prezentuje.  

Podsumowując, "Lśnienie księżyca" to interesująca, skłaniająca do refleksji na temat zmian obyczajowości społeczeństwa zachodzących na przestrzeni kilkudziesięciu lat, aczkolwiek pozbawiona większych emocji opowieść. Traktuje o miłości, przyjaźni, samotności, tajemnicach, kłamstwach, zdradach, skandalach, romansach, układach, a także o nadziei, zaglądaniu w głąb siebie i odkrywaniu na nowo swych uczuć oraz dostrzeganiu tego, co w życiu najcenniejsze. To proza, która może nie zachwyca fabułą, może nie wywołuje lawiny emocji, ale z pewnością czaruje słowem. Serdecznie polecam. 


Cytaty:


"(...) Teraz jednak pisywał wczesnym rankiem i prawie codziennie wyruszali
gdzieś przed południem i dopiero późno zawracali ku rozświetlonemu łańcuchowi laguny.
Nick robił postępy, a Susy niejasno, lecz z uporem uważała,
że każda kolejna zapisana kartka jest przejawem jakiejś tajemnej energii, 
że w jej mężu powstaje coś, co kiedyś może zmienić życie ich obojga. 
Sama nie wiedziała, jak miałaby wyglądać ta zmiana,
teraz po prostu czuła, że wyznaczenie sobie zadania i trzymanie się go,
choćby jedynie przez te kilka różowych letnich tygodni,
zaowocowało nowym sposobem zgadzania się i odmawiania."


"(...) Teraz czuł się swobodnie, bezpiecznie, był zadowolony.
Również po raz pierwszy od wczesnej młodości, od śmierci matki,
czuł, że jest ktoś, kim może się zająć, kto jest pod jego osobistą opieką
- ktoś, przed kim odpowiada za siebie i swe poczynania.
dotychczas, wobec tych rozproszonych i obojętnych ludzi,
wśród których postanowił żyć, nigdy nie miał takiego poczucia."


" - Cóż... Przetrwa to wszystko, bez czego wydaje nam się, 
że jesteśmy w stanie się obejść: zwyczaje...
To zwyczaje są trwalsze od piramid.
Wygody, luksusy, poczucie swobody...
A przede wszystkim moc, aby przeciwstawić się nudzie, monotonii,
ograniczeniom i szpetocie."


"To wszytko znała na pamięć, to wszystko wiedziała od zawsze.
Z tego składało się eleganckie życie: to dla niej nic nowego.
Nowością była ta krótka przerwa, wytchnienie u boku Nicka  - życie wiedzione
w doprawdy nierzeczywistej scenerii, a przecież jakże prawdziwe
w liczących się kwestiach.
Była to jedyna namiastka prawdy, jaką dane jej było poznać."


"Cała jego przeszłość, a przede wszystkim ta jego skłonność
- z której kiedyś był tak dumny - do życia chwilą 
i korzystania z każdej nadarzającej się okazji, to wszystko teraz utrudniało mu zadanie.
Zaczął pojmować, że nigdy, nawet w najbliższych życiowych relacjach,
nie spoglądał dalej niż na tymczasowe, natychmiastowe zaspokojenie.
Bardzo cenił sobie, że mógł tak całkowicie oddać się kolejnej chwili,
zamiast tracić ją na poszukiwanie czegoś lepszego, czegoś innego 
- tak jak mają w zwyczaju ludzie przesadnie sumienni
czy obdarzeni zbyt małą wyobraźnią, których zawsze brał za to samo
i którym tak samo współczuł."


"Zrozumiał, że nie można tak nagle postanowić, że ma się silną wolę.
Że aby uzyskać konkretne efekty, trzeba ją budować niezauważalnie i żmudnie
w kolejnych małych trudnościach: trzeba mierzyć się z kłopotami dnia codziennego,
a nie sprytnie przed nimi uciekać czy przerzucać ciężar na kogoś innego. 
Budowa tak zwanego charakteru to równie powolny i mozolny proces 
co wznoszenie piramid; a sam skutek tego wysiłku
- zupełnie jak w przypadku tych paskudnych budowli
- nadaje się głównie do lokowania w nim prochów kolejnych potomnych.
A jednak to właśnie ten "piramidalny" instynkt stworzył świat, człowieka,
i sprawiał, że jego ulotne radości zostawiały trwały ślad 
niczym blednące freski na niezniszczalnych ścianach..."


" - Coś ci powiem: ta wolność to fantastyczna sprawa!
W dzisiejszych czasach wszystko jest inne, dlaczego więc i małżeństwo miałoby się nie zmienić?
Ze wspólnictwa w interesach wyplątać się, jeśli ktoś ma takie życzenie, łatwo;
pastorzy natomiast chcą, byśmy do końca życia zaplątani byli w sidła tylko dlatego,
żeśmy pewnego dnia zbłądzili do kościoła i zgodzili się na to przed jednym z nich.
Nie, nie... To zbyt łatwe. Posunęliśmy się dalej.
Nauka, te wszystkie nowe odkrycia i wynalazki...
Uważam, że dziesięć przykazań ma służyć człowiekowi,
a nie człowiek przykazaniom.
Poza tym na tablicach przecież nie było ani słowa przeciwko rozwodom!"




Tytuł: „Lśnienie księżyca"
Autor: Edith Wharton
Wydawnictwo: MG
Premiera: 2017
Oprawa: twarda
Ilość stron: 288
Moja ocena: 7/10


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.

10 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze niczego tej autorki. Gdy natknę się na jakąś jej książkę w bibliotece może skuszę się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wcześniej nawet o niej nie słyszałam. To było moje pierwsze spotkanie z piórem autorki. Piękny i bogaty język są atutem owej powieści. Polecam :)

      Usuń
  2. Szczerze mówiąc, gdybym nie przeczytała Twojej recenzji to na pierwszy rzut oka - patrząc na okładkę uznałabym, że to romans w stylu Daniele Steele :)
    Jak dobrze rozumiem to małżeństwo żyło na cudzy koszt, a byli razem ponieważ byli biedni ? Gdyby trafił się ktoś bogatszy to by się rozwiedli?? Przedziwna historia muszę przyznać :) chyba nie do końca łaczyło ich tak silne uczucie skoro rządziły nim pieniądze. Zainteresowałam się tym tytułem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawdę powiedziawszy, zanim po nią sięgnęłam, byłam przekonana, że to romantyczna opowieść, a pomyliłam się. Bowiem wątek miłosny został całkowicie przyćmiony ukazaniem obyczajów i zwyczajów europejskich elit tamtejszego okresu.
      Odpowiadając na Twoje pytania, tak - byli biedni. Każde z nich planowało, że w przyszłości zawrze związek małżeński korzystny finansowo. Jednak tych dwoje połączyła ogromna miłość (której kompletnie nie czułam), wspólne poglądy. Po ślubie żyli jakoby na koszt znajomych (bowiem wówczas chętnie pomagano nowożeńcom), którzy użyczali im domu, obdarowywali biżuterią w zamian za jakąś przysługę. Małżeństwo postanowiło dać sobie rok na sprawdzenie, jak się odnajdą w nowej dla nich sytuacji. Natomiast obiecali sobie także, że oddadzą wolność drugiej osobie, jeśli ta znajdzie dla siebie "dobrą partię", która zapewni lepszy byt. Ta książka nie jest typowym romansem, w moim odczuciu w ogóle nie jest. Raczej chodziło o pokazanie obyczajowości społeczeństwa i zachodzących relacji międzyludzkich w początkowych latach dwudziestego wieku. A owe małżeństwo według mnie stanowiło swego rodzaju tło, punkt odniesienia - nie wiem jak to nazwać. Ciekawa powieść, inna, ale niestety kompletnie zabrakło mi w niej emocji.
      Podziel się proszę - jeśli zdecydujesz się na lekturę tejże prozy - swymi wrażeniami :) Jestem ciekawa, jak Ty odbierzesz tę historię.

      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  3. Widzę, że pozory w tym tytule mogą mylić. Dobrze, że po dość opornym początku później łatwiej można wczuć się w fabułę. Chętnie i ja kiedyś poznam tę historię. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się :) Polecam serdecznie :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Teraz troszkę żałuję ,zę sie na nią nie zdecydowałam. Czas akcji mnie kusi, jak pewnie się domyślasz:) Do tego staranne wydanie ,choć to mnie nie dziwi, MG ma ładne książki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz? Sądzę, że przypadłaby Tobie do gustu :) To prawda, książki są pięknie i starannie wydane :)

      Usuń
  5. Uuu brzmi bardzo ciekawie :) trzeba dodać do listy, do przeczytania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam :) I czekam oczywiście na Twe wrażenia po lekturze :)

      Usuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)