czwartek, 22 czerwca 2017

"Dziewczyna na miesiąc. Styczeń-luty-marzec" - Audrey Carlan [recenzja]




"(...) Rozbita miłość. Tylko tyle udało mi się osiągnąć w życiu.
Tylko to znam. Pasuje idealnie."


Przyznaję szczerze, że przed otrzymaniem propozycji zapoznania się i tym samym zrecenzowania książek z cyklu Calendar Girl, nie słyszałam o owej serii. Zatem zaznajomiłam się oczywiście z ich opisami, z pewnością intrygującymi, a także okładkami. Zanim jednak podjęłam ostateczną decyzję o ich wyborze, sprawdziłam również oceny czytelników na portalu lubimyczytac.pl. I cóż... Były one bardzo skrajne, od wysokich po bardzo niskie. To skłoniło mnie poniekąd do myślenia oraz w pewien sposób zachęciło do sięgnięcia po zaproponowane mi książki. Różne noty sprawiły, że chciałam przekonać się, co wpłynęło na taki a nie inny odbiór tychże powieści, co takiego poróżniło czytelników, co okazało się być mocną, a co słabą stroną pierwszych dwóch tomów cyklu? Pragnę też zauważyć, że nie przeczytałam wówczas ani jednej opinii, aby przypadkiem nie natrafić na spojler (co już mi się kilkukrotnie zdarzyło). Jak w moim odczuciu wypadła pierwsza część serii? Czy warto było poświęcić czas na jej lekturę? Jakie wrażenia na mnie wywarła? I czy mam w planach poznanie kolejnych tomów? Zapraszam na recenzję.

Audrey Carlan mieszka w słonecznej California Valley, dwie godziny drogi od miasta, plaży, gór i tego, co prawdziwie cenne... winnic. Od ponad dekady żyje w szczęśliwym małżeństwie i ma dwoje małych dzieci, które niedługo zasłużą sobie na własną część "Monster Madness". Gdy nie pisze namiętnych romansów, nie ćwiczy jogi i nie sączy wina z "bratnimi duszami", trzema zupełnie różnymi i wyjątkowymi osobami w jej życiu, można ją znaleźć czytającą książkę. Książka ta z pewnością jest namiętna i romantyczna. Więcej o autorce na: www.audreycarlan.com (źródło: książka "Dziewczyna na miesiąc. Styczeń-luty-marzec")

Mia Saunders to dwudziestoczteroletnia kobieta, pracująca jako kelnerka i marząca o byciu aktorką. Pewnego dnia otrzymuje przykrą, wręcz szokującą wiadomość. Jej ojciec, mocno pobity, trafił do szpitala i przebywa w śpiączce. Okazuje się, że pożyczył on aż milion dolarów od byłego chłopaka Mii, który jest człowiekiem niebezpiecznym, bezwzględnym, nieliczącym się z nikim i niczym oraz dążącym po trupach do celu i niezważającym na uczucia innych. Dziewczyna postanawia pomóc ojcu, tym samym ochronić rodzinę przed bandytą i jego oprychami. Tym bardziej, że zarówno tacie, jak i jej siostrze grożono śmiercią. Mia jest świadoma tego, iż nie uda jej się zarobić tak ogromnej kwoty w tak krótkim terminie. Na pewno nie podoła spłacie, pracując jako kelnerka. Wówczas pojawia się propozycja cioci Millie prowadzącej firmę "Luksusowe przyjaciółki". Na czym ona polega? Mianowicie, Mia miałaby zostać luksusową dziewczyną do towarzystwa. Każdy miesiąc spędzałaby z innym bogatym mężczyzną, oczywiście według ogólnie panujących zasad i procedur. Zgodnie z regulaminem, nie musiałaby uprawiać z takowymi seksu, ale jeśli by uległa, wtedy zarobiłaby o wiele więcej. Zajęcie to zapewniłoby jej stopniowe zwracanie groźnemu przestępcy długu ojca. Mia podejmuje decyzję... Kobieta pragnie uwolnić ojca i resztę rodziny od nieobliczalnego i pełnego nienawiści człowieka, dlatego zatrudnia się u ciotki... Na tamtą chwilę nie ma innego wyjścia...

Nie ukrywam, że mam bardzo ambiwalentne uczucia po lekturze owej powieści. Wpływ na to niewątpliwie mają zarówno fabuła, jak i kreacja głównej bohaterki, a momentami język, jakim posługuje się autorka. Zastrzeżeń nie mam jedynie co do samego wydania książki. Okładka jak najbardziej przypadła mi do gustu, w mojej ocenie, spośród wszystkich czterech tomów jest najlepsza, a dokładniej mówiąc, najbardziej zmysłowa. Zacznę jednak od początku, czyli od omówienia pokrótce fabuły. Prawdę mówiąc, po połknięciu zaledwie kilkunastu stron, zapowiadało się, że to będzie niezwykle interesująca i obiecująca historia. Poczułam się niesamowicie zachęcona do kontynuowania mojej przygody z piórem Audrey Carlan. I niestety po pochłonięciu pierwszej części tegoż tomu, czar prysł. Dlaczego? Już wyjaśniam. 

Książka podzielona jest na trzy części zatytułowane nazwami poszczególnych, kolejno po sobie następujących miesięcy. W tym przypadku były to: styczeń, luty oraz marzec. Oczywiście, nie będę się aż nadto rozpisywać na temat fabuły, aby nie ujawnić szczegółów owych trzech opowiastek, aczkolwiek pragnę jedynie podzielić się w kilku zdaniach uczuciami, jakie towarzyszyły mi w trakcie ich poznawania. Styczeń, w moim odczuciu, był najciekawszym, najpiękniejszym, najbardziej wyrazistym, szalonym i romantycznym oraz niepozbawionym humoru miesiącem. Klientem Mii w owym okresie okazał się Weston Charles Channing Trzeci - scenarzysta, reżyser znanej i lubianej przez dziewczynę serii filmów, pracoholik, surfer, silnie emocjonalnie związany z rodziną (szczególnie z matką), romantyk. Z przyjemnością zagłębiłam się właśnie w tę opowieść. Wyzwoliła we mnie mnóstwo ciepłych i pozytywnych emocji. Niejednokrotnie wywołała uśmiech na mych ustach, a policzki również nabrały rumieńców. Mężczyzna z pewnością wzbudził moją sympatię. W przeciwieństwie do Aleca Dubois, który był klientem Mii w lutym. To francuski malarz, artysta, preferujący pozowanie nago, oddany swej pasji, zamknięty w swoim świecie, spędzający całe dnie w czterech ścianach i tworzący obrazy, dobry dziwak. Nie przypadła mi do gustu ani jego postać, ani ukazana historia z nim w roli głównej. Lubię sztukę, ale akurat tutaj została potraktowana w dość niesmaczny sposób. Miałam ochotę przekartkować tę część, ponieważ była ona niestety najnudniejsza, najbardziej monotonna, ale z pewnością przepełniona erotyzmem. Obfitowała w sceny intymne, których w pewnym momencie już nie mogłam znieść i co poniektóre zwyczajnie omijałam. Bo ileż można! Co druga strona - akcja, częstotliwość zbliżeń wydała mi trochę nierealna (ale może się mylę). Przyznaję, że nawet naszła mnie myśl, aby odłożyć książkę. Ta część zdecydowanie wzbudziła moją chwilową awersję do seksu. Naprawdę. Jedynym i zarazem niewielkim jej atutem były nazwy prezentowanych obrazów. I tyle. Ostatnim etapem owej powieści jest historia przebiegająca w marcu. Mia udaje się wówczas do wietrznego miasta - Chicago, a tam poznaje kolejnego klienta, Anthony'ego Fasano - właściciela włoskich restauracji, skrywającego pewną tajemnicę oraz jego rodzinę, wykazującą się niebywałą otwartością, bliskością, bezpośredniością, zażyłością oraz serdecznością. Owa część była przyjemna, pełna miłości i pasji, przekazująca mnóstwo cennych wartości, a nawet (o dziwo w przypadku tego typu literatury) refleksyjna. Trzy części, trzy miesiące, trzech mężczyzn, trzy nauki, trzy oblicza Mii... Jakie role u boku przystojnych i bogatych mężczyzn odegra młoda kobieta? Czy i któremu z nich ulegnie? Czy jej serce zabije mocniej na widok, dotyk i zapach któregoś z nich? I przede wszystkim, jaki wpływ poznani klienci wywrą na kobiecie? Czy ujrzą w niej coś, czego ona do tej pory nie dostrzegła?

Główną bohaterką powieści jest Mia Saunders - buntowniczka, wiecznie pakująca się w tarapaty, marzycielka, miłośniczka motoru Suzuki, uwielbiająca nosić świąteczne skarpety. To kobieta piękna, a mimo to pozbawiona pewności siebie, otwarta, szczera, ze swobodnym usposobieniem, naturalna, prostolinijna, towarzyska, kochająca swą rodzinę, dla której jest w stanie wiele poświęcić. Pragnie uratować ojca, mimo iż ten po odejściu żony popadł w alkoholizm i stał się nałogowym hazardzistą. Darzyła ojca wielką miłością, ale też w głębi serca skrywała do niego żal. Opiekowała się młodszą siostrą, czuła się za nią odpowiedzialna, opłacała jej mieszkanie, szkołę, martwiła się o nią, tym bardziej, że mieszkały w miastach oddalonych od siebie o wiele kilometrów. Mia to dobra córka, wspaniała siostra, cudowna przyjaciółka. To też kobieta zagubiona, niezdecydowana, podejmująca niewłaściwe decyzje. Z pewnością jej postać wywołuje mieszane uczucia. Początkowo ją polubiłam, nawet rozumiałam jej podejście do pewnych kwestii, ale z czasem zaczęły mnie irytować zarówno jej zachowanie, jak i poczynane przez nią dalsze kroki. Była jedną wielką sprzecznością, czuła jedno, a czyniła drugie. Działała wbrew sobie. Odniosłam wrażenie, że w pewnym momencie przestała myśleć głową i kierować się sercem, a zaczęła niestety podążać za zaspokajaniem swoich intymnych potrzeb. Zachowywała się tak, jakby była niewyżyta seksualnie. Zmieniłam o niej zdanie, niestety. 

Powieść napisana jest lekkim, przejrzystym i zrozumiałym językiem. W miarę szybko się czyta, głównie za sprawą dużej czcionki. Zawiera mnóstwo dialogów, czasami sensownych, a niekiedy całkowicie zbędnych i nic mądrego nie wnoszących do treści. Sceny intymne, w przeważającej części, zostały opisane ze smakiem i wyczuciem. Na szczęście, przynajmniej w mojej ocenie, nie były wulgarne. Ale... No właśnie... Zawsze jest jakieś "ale"... Przeszkadzało mi wielokrotnie używanie słowa "k..as", jakby nie można było "męskości" nadać innej nazwy. Nie wiem, z czego to wynika. Nie mam pojęcia, czy to celowe działanie autorki, czy też kwestia tłumaczenia. Nienawidzę tegoż słowa. Ani ono seksowne, ani ładne, ani apetyczne (oczywiście to moje zdanie). A niestety w ostatnim czasie często się z takowym spotykałam, w literaturze erotycznej.

Podsumowując, uważam, że "Dziewczyna na miesiąc. Styczeń-luty-marzec" to powieść niewymagająca, aczkolwiek chwilami poruszająca ważne zagadnienia. Traktuje bowiem o pragnieniu miłości i bliskości, dokonywaniu wyborów, od których zależy ludzkie życie, ogromnej pasji, przyjaźni, poszukiwaniu własnego "ja", odkrywaniu siebie na nowo, tajemnicach, lękach, namiętności oraz tęsknocie. Fabuła budząca lekką ciekawość, przemiana głównej bohaterki, dla której każde z trzech spotkań z danym klientem stanowi życiową lekcję, wyrazista kreacja postaci, lekki styl to elementy wyróżniające tę powieść. Dominującym pierwiastkiem owej historii jest seks (mnóstwo seksu), który może dla jednych stanowić atut, a dla innych niejako wadę. Moim zdaniem, było go aż nadto,  a jak mówi znane przysłowie "co za dużo, to niezdrowo".  W najbliższy weekend mam w planach lekturę drugiego tomu serii. Liczę (być może naiwnie), że będzie lepszy. Niebawem się przekonam. Niemniej postanowiłam, że jeśli  okaże się słabszy, to odpuszczę sobie poznanie kolejnych części cyklu. Tymczasem polecam "Dziewczynę na miesiąc. Styczeń-luty-marzec" tylko osobom dorosłym, jako oderwanie się od codzienności i otaczającej rzeczywistości. 


Cytaty:

"(...) Potrafiłam się sobą zająć i udowodniłam to.
Nie byłam kobietą bluszczem jak większość partnerek bogatych facetów.
Ale to wszystko. Nie chciałam być żoną bogatego faceta ani jego dziewczyną.
Chciałam znaleźć własną drogę i być sobą. 
W tej chwili nie mogłam, bo musiałam pomóc tacie."


"(...) Musiałam dać mu jasno do zrozumienia, że to wyłącznie moja decyzja.
Nie byłam damą w potrzebie, a on nie był rycerzem na białym koniu, który mógł mnie uratować.
Bajki nie istnieją, a już na pewno nie dla lasek z Vegas,
które niosą ze sobą bagaż kiepskich doświadczeń."


" - (...) A przecież gdy się kogoś kocha, to powinno być łatwo, prawda?
Wszystkie elementy powinny wskoczyć na właściwe miejsce."


" - (...) Sztuka powinna wywoływać jakieś uczucia.
Dobro, zło, szczęście, smutek, miłość, nienawiść, ciepło, zimno.
Wszystko, co widzimy, odnosi się do jakichś naszych uczuć."


" - (...) To, co ty widzisz i co ja widzę, może być inne niż powinno."


"(...) - Przytulił mnie tak mocno, jak ja jego. Albo jeszcze mocniej.
Wprawdzie przed nami było jeszcze kilka wspólnych dni, 
ale wiedziałam, że to właśnie tę chwilę zapamiętam do końca życia. 
To właśnie wtedy uświadomiłam sobie, że istnieje tyle różnych rodzajów miłości
 i że dobrze jest kochać tych, którym dajemy część siebie, nawet jeśli na to nie zasługują."


" - Nigdy nie ma odpowiedniego czasu na zranienie ukochanej osoby. - Zadrżał,
położyłam dłoń na jego sercu. - Ale gdy już to uczynisz, wszystko się skończy.
Nie będziesz już musiał się tym przejmować. Pójdziesz do przodu. Wszyscy pójdą do przodu."




Tytuł: "Dziewczyna na miesiąc. Styczeń-luty-marzec" (tom I cyklu Calendar girl)
Autor: Audrey Carlan
Wydawnictwo: Edipresse Książki
Rok wydania: 2017
Oprawa: miękka
Ilość stron: 420
Kategoria: literatura erotyczna
Moja ocena: 6/10


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję BookSenso.


18 komentarzy:

  1. Chętnie zapoznam się z tą serią, mimo tych wszystkich wspomnianych przez Ciebie minusów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem przyjemnej lektury życzę :) I czekam na Twe wrażenia :)

      Usuń
  2. Ze słowem na "k" też mam problem, budzi jakieś takie zniesmaczenie. Seria nie za bardzo mnie kusi, ale kto wie, może kiedyś 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam wiele opinii na temat tych książek, może najwyższa pora sięgnąć po nie. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam szczerze, że kompletnie nie ciągnie mnie do tej powieści, więc odpuszczę ją sobie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię czasami sięgnąć po coś mniej wymagającego, ale czuję, że w tej powieści i w ogóle serii bym się nie odnalazła. Nie mam nic przeciwko powieściom erotycznym, ale tutaj nic mnie nie intryguje prawdę mówiąc. Ale trzymam kciuki, żeby lektura drugiej części okazała się dla Ciebie przyjemna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Z czystej ciekawości przeczytałabym tę książkę. Nie czytałam jeszcze powieści erotycznych, ale jestem gotowa zaryzykować i takową przeczytać, bo dlaczego nie?

    Pozdrawiam cieplutko i ściskam :*
    M.
    martynapiorowieczne.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Zupełnie nie dla mnie, odpuszczę sobie tę serię.

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)