sobota, 13 maja 2017

"Gałęziste" - Artur Urbanowicz




"Jedyne, czego teraz chciała, to umrzeć. Pragnęła tego z całego serca.
Jak jeszcze nigdy niczego w życiu. Umrzeć, umrzeć, umrzeć...
Umrzeć, to znaczy ulżyć...
Po prostu zasnąć i się już nigdy więcej nie obudzić."


To moje drugie spotkanie z literaturą grozy (choć w obu przypadkach nie użyłabym owego terminu). Zewsząd zachwalano "Gałęziste". Z kimkolwiek bym nie rozmawiała, gdziekolwiek bym nie zajrzała, dosłownie wszędzie spotykałam się z pochlebnymi opiniami. Coraz bardziej zatem zaczęłam się przekonywać do tej książki i z każdym tygodniem rosła moja ciekawość poznania ukazanej w niej historii. Intrygowała mnie bardzo, ale miałam obawy przed ewentualnymi scenami drastycznymi (w sensie krwawymi). Jednak kiedy zapewniono mnie, że takowych nie ma, że to thriller paranormalny, wtedy podjęłam decyzję. Że będę miała na uwadze tę powieść. Że przeczytam na pewno. Zakodowałam w głowie tytuł. Pewnego dnia otrzymałam wiadomość od autora z propozycją przeczytania i tym samym zrecenzowania książki. Moja odpowiedź była pozytywna. I tym sposobem "Gałęziste" znalazło swoje zaszczytne miejsce w mojej biblioteczce. I choć wcześniej odwlekałam moment rozpoczęcia przygody z piórem autora (wiele czynników na to wpłynęło), a później miałam wątpliwości, czy zdecydowanie się na ową prozę było słusznym wyborem, tak teraz mogę z pełną świadomością rzec, że nie żałuję ani jednej chwili spędzonej z tą książką. Podobało mi się. Bez dwóch zdań. I chcę więcej. Zapraszam na recenzję.

Artur Urbanowicz (ur. 20/04/1990) – pracownik firmy informatycznej, matematyk i wykładowca na Uniwersytecie Gdańskim. Uzależniony od pisania w każdej formie. Od najmłodszych lat zafascynowany gatunkiem horroru pod każdą jego postacią i zakochany w swoim rodzinnym regionie – Suwalszczyźnie. Chorobliwy perfekcjonista. W swoich tekstach wierny pięciu podstawowym zasadom – mają się lekko czytać, wciągać, manipulować, grać z czytelnikiem i posiadać zaskakujące zakończenie. (źródło: novaeres.pl)

Anna przyjeżdża na Suwalszczyznę do schorowanej matki, która wymaga opieki. Nie ma tak naprawdę kto się nią zająć, bowiem jej mąż i jeden z synów nie żyją, a ten drugi przebywa w Ameryce. Pozostaje zatem Ania - ordynator oddziału onkologii, mieszkająca w Wielkopolsce z córką, rozwódka. Kobieta swój pobyt zaczyna od odwiedzenia grobu ojca na pobliskim cmentarzu. Wspomina bolesną przeszłość i odczuwa ogromną tęsknotę za najbliższą jej osobą. Po kilkunastominutowej zadumie wraca do samochodu i udaje się w drogę do domu rodzinnego. Wybiera trasę prowadzącą przez las. Niestety warunki pogodowe i otaczająca aura nie sprzyjają bezpiecznej podróży. Z nieba leje się obfity deszcz. Nagle auto Ani staje i nie ma zamiaru ruszać. Na dodatek kobieta nie może wezwać pomocy, bowiem nie ma zasięgu w telefonie. Postanawia zatem jej poszukać i kieruje się leśną drogą, mając nadzieję, że ta doprowadzi ją do celu. Powoli się ściemnia, słychać szelesty, dziwne odgłosy i krople deszczu spadające na liście drzew... Kobieta nie dociera do domu...

Po kilku dniach na Suwalszczyznę udają się Karolina i Tomek. Pierwszy raz para opuściła rodzinne domy na czas Świąt Wielkanocnych. Dziewczynie bardzo zależało na tym wyjeździe, pragnęła bowiem poprawić relacje z partnerem. Czuła, że ostatnio między nimi się nie układa. A pobyt w jednym z piękniejszych zakątków Polski miałby im pomóc we wzajemnym lepszym zrozumieniu się, rozpaleniu na nowo uczuć i docenieniu tego, co najważniejsze. Fakt, ich poglądy na świat kompletnie się od siebie różnią, inaczej postrzegają pewne kwestie, każde z nich w inny sposób  definiuje podejście do życia, a poza tym dzieli ich coś jeszcze. Ona to osoba niezwykle wierząca, a on - ateista. Jednak darzą się uczuciem, lubią ze sobą spędzać czas i czują się bezpieczniej, wiedząc że ta druga osoba jest tuż obok. Początkowo Tomek był przeciwny pomysłowi Karoliny, ale po kilku dniach przemyśleń, stwierdził, że to nawet ciekawa propozycja. Wyruszają do malutkiej miejscowości Osinki, gdzie zarezerwowali pokój w jednym z gospodarstw agroturystycznych. Jednak kiedy docierają na miejsce, nikogo nie zastają w domu. Po wykonaniu telefonu do gospodarzy, okazuje się, że ci gdzieś wyjechali i zwyczajnie zapomnieli o złożonej rezerwacji. Proponują zatem pobyt u swych znajomych we wsi Białodęby. Karolina i Tomek udają się we wskazane miejsce, gdzie wita ich miła gospodyni. Od momentu zakwaterowania czują dziwną aurę panującą w domu. Nie wiedzą, że od chwili przekroczenia jego progu ich życie zmieni się diametralnie... 

Nie ukrywam, że jestem pod wrażeniem owej powieści. Jestem pełna podziwu dla wyobraźni autora i stworzenia przez niego tak oryginalnej, intrygującej, a przede wszystkim zaskakującej fabuły oraz operowania słowem w hipnotyzujący sposób. To cudowne uczucie, kiedy człowiek zaczyna czytać daną książkę i przepada. Znajduje się w transie, nie docierają do niego żadne dźwięki, nie widzi nic poza literkami układającymi się w wyrazy, a te w zdania, które zapełniają kolejne strony i tworzą niesamowitą historię, od której nie można się oderwać. Powieść czytałam głównie późnymi wieczorami, odpływałam. Niezwykle szybko mijał mi wówczas czas. Zostałam wciągnięta w tę opowieść tak bardzo, że nie chciałam choćby na chwilę jej odłożyć, a musiałam, bowiem oczy odmawiały posłuszeństwa. Zamykałam książkę i zasypiałam, po czym po przebudzeniu o niej myślałam i szukałam wolnej chwili, aby ponownie do niej wrócić. Powieść ta ma w sobie to "coś", ona uzależnia. Nie można się od niej uwolnić, nawet parę dni po lekturze. Ja nadal myślę, analizuję, szukam informacji o wspomnianych w niej miejscach, legendach. Brakuje mi tej historii. Brakuje mi podekscytowania, napięcia wynikającego z niemożności przewidzenia kolejnych wydarzeń, zaangażowania, wnikliwości, ciekawości. Brakuje mi uśmiechu, który towarzyszył mi podczas poznawania co poniektórych fragmentów. Oczywiście nie bawiły mnie ukazane zdarzenia, ale reakcje głównego bohatera na zachodzące zjawiska nadprzyrodzone. Brakuje mi tego niepowtarzalnego klimatu, lasów będących oazą ciszy i spokoju, ale też budzących przerażenie, jezior pełnych tajemnic oraz nadzwyczajnej magii. Brakuje mi tych niesamowitych wrażeń, ciągłej niepewności, elementów zaskoczenia, przedstawionych anegdot, legend, żywych i autentycznych opisów przyrody, krajobrazów i dziwactw. To powieść, do której chce się wracać. Jest nieszablonowa, przedziwna i wyjątkowa. Mam ochotę ponownie się w niej zanurzyć. Znów dać się ponieść opisanej historii.

Uważam, że "Gałęziste" to rewelacyjna powieść, która napisana jest lekkim, prostym, swobodnym, czasem potocznym i wulgarnym językiem (co mi kompletnie nie przeszkadzało, tym bardziej, że niecenzuralne słowa używane były przez głównego bohatera jako odzwierciedlenie jego emocji w sytuacjach ekstremalnych). Ponadto na uwagę zasługują szczegółowe, plastyczne, ciekawe opisy miejsc, lasów, jezior znajdujących się na terenach Suwalszczyzny. Zdecydowanie wpływały one na moją wyobraźnię. A poniekąd zachęciły do odwiedzenia tamtejszego regionu i wszystkich wymienionych w powieści miasteczek czy wiosek z ich osobliwościami. Wspomniano między innymi: Kiepojcie, Smolniki, Botkuny, Stańczyki, Osinki, Przełomki, Cmentarzysko Jaćwingów, Górę Zamkową, Górę Cisową, a także jeziora: Wigry, Samle Wielkie, Samle Małe, Gałęziste. Intrygujące były także pokrótce omówione legendy o siei, o tajemniczym jeziorze oraz historia o klasztorze nad Wigrami. Powiastki te zgrabnie wpleciono w fabułę. Wszystko idealnie ze sobą współgrało i tworzyło spójną całość. Co ważne, nie odnotowałam ani jednego momentu znudzenia, zniecierpliwienia czy monotonii. W powieści poruszane były między innymi zagadnienia dotyczące pogaństwa, chrześcijaństwa oraz ateizmu.

Atutem owej prozy jest również doskonała kreacja bohaterów, zarówno pierwszo, jak i drugoplanowych. Skrupulatnie ukazano ich zalety, wady, emocje, przemyślenia, wnioski, analizy poszczególnych zdarzeń, myśli kotłujące się w ich głowach każdego dnia, postrzeganie świata, plany, marzenia, wybory i decyzje, które znacząco wpłynęły na ich dalsze życie i na zawsze takowe zmieniły. Z uwagą śledziłam losy Karoliny i Tomka, przyglądałam się ich zachowaniu, kibicowałam im, nie oceniałam ich postępowania, choć niekiedy mnie irytowało. Starałam się zrozumieć i postawić w sytuacji, w której nieświadomie i niezależnie od ich woli się znaleźli. I z której nie mogli się wydostać bez poniesienia konsekwencji...

Pragnę wspomnieć w kilku słowach również o pewnej - moim zdaniem - słabszej stronie powieści (jeśli w ogóle tak to mogę ująć). Mianowicie na tylnej okładce odnajdziemy informację sugerującą, iż opisana w książce historia "...przerazi do szpiku kości". A poza tym na niejednym portalu czy na stronie księgarni internetowej przeczytałam, że "Gałęziste" to powieść grozy. Cóż... W trakcie lektury nie zaznałam ani przerażenia, ani strachu, ani lęków. Owszem, na początku jedynie udzieliło mi się lekkie napięcie bohaterów, ale potem już nic takiego nie miało miejsca. Raczej towarzyszyły mi ciekawość i ekscytacja. Czytałam książkę wieczorami, a po odłożeniu na stolik nocny po prostu zasypiałam i nie miałam koszmarów. Być może wynika to z tego, że ja w ogóle nigdy się nie bałam i nie boję nadal wszelakich zjawisk paranormalnych. Dla mnie to nic strasznego i przeraźliwego. Co nie zmienia faktu, że nigdy nie chciałabym się znaleźć sama w lesie. Ale to całkowicie z innych powodów. Co prawda, chwil grozy akurat ja nie doświadczyłam (a wiem, że inni czytelnicy a i owszem), ale i tak uważam, że to świetna pozycja.

Czas przejść zatem do ostatniego i jakże istotnego punktu powieści, a ściślej rzecz ujmując do jej zakończenia. Nie ukrywam, że miałam wiele jego wizji i wyobrażeń. Ale to, co otrzymałam zwaliło mnie z nóg. Im bliżej końca byłam, tym moje usta coraz szerzej się otwierały ze zdziwienia. Po czym w pewnym momencie moja żuchwa całkowicie opadła. Była godzina 00.30, a ja z rozdziawionymi ustami siedziałam na łóżku dłuższy czas. Jakbym była zahipnotyzowana. Nie mogłam ich zamknąć, nie potrafiłam wydobyć z siebie głosu. I tkwiłam tak przez kilkanaście minut. A gdy już w miarę powróciłam do rzeczywistości, od której byłam zupełnie oderwana, to z mego gardła wydostały się na zewnątrz tylko dwa słowa - w tym jedno niecenzuralne, którego nie będę tutaj cytować. Do tej pory nie mogę uwierzyć w to, jak nieoczekiwany obrót przybrały pewne sprawy i jaki koniec historii zafundował mi autor. To było dobre. Bardzo dobre. WOW!

Podsumowując, moje pierwsze spotkanie z piórem autora uważam za bardzo udane. "Gałęziste" to niebywale wciągająca, pochłaniająca, zaskakująca, nieoczywista, angażująca, pasjonująca, uzależniająca, magiczna, budząca emocje i refleksyjna powieść, która zdecydowanie zapada w pamięć. Bez wątpienia warto po nią sięgnąć. Warto poznać tę historię. Gorąco polecam! 


Cytaty:

"(...) Czasami zadawała sobie pytanie, jak to w ogóle jest możliwe, 
że w obliczu tak masakrycznych różnic w sposobie postrzegania świata w ogóle ze sobą byli. 
Patrzyli na wszystko inaczej niemal w każdej dziedzinie życia. 
Niby powiadają, że przeciwieństwa się przyciągają, ale od pewnego momentu ich związek 
był albo dowodem, że tak w rzeczywistości nie jest, albo potwierdzającym tę regułę wyjątkiem."


"(...) Po prostu się bał.
Na ogól nie miał w zwyczaju rozmyślać w ten sposób i martwić się na zapas,
ale teraz była to już zupełnie inna sytuacja.
Jeszcze nigdy  się z czymś takim nie spotkał. 
Nigdy!
Tu ważyło się praktycznie całe jego dalsze życie.
Być albo nie być. Wszystko albo nic.
Czuł, że przez tę jedną noc wydoroślał jak jeszcze nigdy.
Tylko jedna rzecz sprawiała, że jeszcze kompletnie nie odszedł od zmysłów."


"(...) Tylko ona i jej myśli. Ona kontra jej troski i niepokoje.
Bo czy chciała tego, czy nie, musiała się w końcu z nimi zmierzyć.
Im wcześniej, tym lepiej. 
Im więcej się ich zbierało, o tyle większe miało ją czekać wyzwanie,
więc nie było co tracić czasu."


" - (...) Jeszcze się zdziwisz. 
Zdziwisz się, co jeszcze tutaj zobaczysz i co przeżyjesz.
Zdziwisz się, jaka jest tego inwencja.
Odwoła się do twoich najgłębszych, najbardziej zakorzenionych lęków,
o których nawet nie miałeś pojęcia i przed którymi nie masz żadnych szans się obronić.
Zdziwisz się, że można niszczyć w ten sposób twój umysł jeszcze bardziej 
niż z każdym kolejnym dniem sądziłeś.
Pożerać go bez pośpiechu, komórka po komórce, jak nowotwór.
A przede wszystkim zdziwisz się jeszcze, do czego będziesz zdolny 
i jakie bariery będziesz w stanie pokonać.
Ani się obejrzysz, a zamienisz się w zwierzę. 
No, chyba że wcześniej znajdziesz jakiś sposób, by się zabić.
O dziwo nie jest to tutaj wcale takie proste..."


"(...) - Jeszcze się przekonasz...
Wszystko to, co do tej pory tutaj przeżyłeś, to pestka.
Jeszcze zobaczysz...
Zdziwisz się..."


"(...) Świat wokół jakby trząsł się, wirował i na przemian zmieniał kolory.
Nie potrafiła już tego wszystkiego ogarnąć. Miała dosyć...
Dosyć każdego procesu życiowego, który zwyczajnie sprawiał jej cierpienie...
Dosyć wszystkiego, co miało cokolwiek wspólnego z jej istnieniem...
Każdego palącego jej płuca oddechu, każdego boleśnie rozsadzającego jej uszy dźwięku, 
każdego drażniącego jej oczy widoku, każdego, choćby nawet najpiękniejszego zapachu, 
który był teraz dla niej obrzydliwym odorem, i każdego aktualnie kłującego jej skórę dotyku. 
Każdego wspomnienia, czy to z tego dnia, czy to z każdego innego 
z ponad dwudziestu trzech lat jej życia.
Każdego napiętego nerwu i każdego przechodzącego teraz przez niego impulsu.
Każdego włókna jej przemęczonych do granic mięśni..."


"Pewne pytania na zawsze pozostaną bez odpowiedzi, 
ale musimy po prostu przyjąć to do wiadomości. 
Nie ma co tracić na nie czasu."




Tytuł: "Gałęziste"
Autor: Artur Urbanowicz
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2016
Oprawa: miękka
Ilość stron: 462
Moja ocena: 9/10

  
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję autorowi - Arturowi Urbanowicz.

Książka bierze udział w wyzwaniu:



21 komentarzy:

  1. Czytałam jakiś czas temu i dobrze wspominam tę książkę, wzbudziła we mnie dużo emocji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po Twojej recenzji widzę, że książka warta jest uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak wiesz nie jest to mój gatunek, ale też chciałabym przeczytać robiąca równie duze wrażenie książkę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadejdzie kiedyś ta chwila, zobaczysz :) Pewnego dnia przeczytasz książkę, która zrobi na Tobie ogromne wrażenie :)

      Usuń
  4. Zakończenie tej książki rzeczywiście wbija w fotel :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze nie czytałam, na pewno się skuszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszędzie widzę tę książkę, ale dalej jestem do niej sceptycznie nastawiona. Może przez to, że na razie nie mam ochoty na takie klimaty, ale może kiedyś.. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Swego czasu pełno było tej książki na IG :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Dotychczas spotkałam się z samymi pozytywnymi recenzjami tej książki. Zatem coś musi być na rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tam mam teraz lęk, ale przed wejściem do lasu w nocy. ;D Dla mnie idealna. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie przepadam za tego typu literaturą, jednak Pani recenzje czytam z ogromną przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja jestem zachwycona tą książką. Proza Urbanowicza przypadła mi do gustu, bo pisze lekko, barwnie i angażująco dla czytelnika. Czy to powieść grozy, czy nie - tu można by było podyskutować. Nie każdego przeraża to samo, ludzie mają różną wrażliwość :) Ja od dziecka mam lęk przed ciemnością - wszystko za sprawą pewnego traumatycznego przeżycia. Dlatego niektóre sytuacje w książce wywoływały u mnie spore dreszcze. Niemniej, książka wciąga i cały czas utrzymuje w napięciu, a zakończenie zwyczajnie zwala z nóg, tudzież wywołuje opad szczęki (czy czegoś tam jeszcze). :D

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)