piątek, 18 stycznia 2019

"Dni naszego życia" (tom I) - Małgorzata Mikos




"Wczoraj to historia, jutro to tajemnica. Dziś to wyjątkowa chwila.
Pamiętaj o tym, co było. Oczekuj tego, co dopiero nadejdzie. Żyj."

 
Ona mieszka w domku należącym do ciotki, w miasteczku, w którym nie do końca chyba czuje się szczęśliwa, dlatego nierzadko powtarza, że nie pasuje do tutejszego świata i mentalności pełnej wścibstwa, ciekawości i rodzących się nieustannie plotek. Samotna młoda kobieta skupia się wyłącznie na pracy w redakcji. Niestety pewnego dnia ją traci, szef zwalnia ją bowiem, aby zatrudnić dziewczynę z konkurencji. Przygnębiona bohaterka wraca z wypełnionym różnymi rzeczami kartonem w rękach do mieszkania, aby czym prędzej zaszyć się w czterech ścianach, pogrążać w smutku i poddać rozmyślaniu o niepewnej przyszłości. Spotyka Piotra, wiekowego sąsiada, który nawiązuje z nią krótką pogawędkę. Chwilę później, kiedy kobieta staje już przed drzwiami swego domu, nagle dostrzega go upadającego. Wzywa pogotowie. Owe zdarzenie staje się początkiem ich przyjaźni, cudownej znajomości opartej na trosce, zrozumieniu i zaufaniu. On powierza jej historię swego życia, ona z przyjemnością jej wysłuchuje. Co więcej, jej zadaniem, na prośbę pana Piotra, jest spisać jego wspomnienia...
 
"Dni naszego życia" to powieść, która z całą pewnością okazała się dla mnie testem na cierpliwość. A przynajmniej pierwsze kilkadziesiąt stron tej książki, które stanowią skupisko życiowych i niewątpliwie wartościowych przemyśleń, aczkolwiek niepozbawionych powtórzeń - jeden sens ujęty wielokrotnie innymi słowami. Co ważniejsze, od początku wiadome jest, że istotą owej opowieści jest piękna historia starszego pana, ale żeby właśnie zacząć ją poznawać i odkrywać jej poszczególne aspekty trzeba przewrócić sporo kartek. Przyznaję, że o ile nie mam nic do zarzucenia esencji tychże przeciągających się refleksyjnych i filozoficznych fragmentów, o tyle uważam, że były przydługawe i dla niejednego czytelnika może to być powodem do zrezygnowania z kontynuacji lektury. Zdecydowanie konieczna jest zatem wytrwałość. Ja brnęłam dalej, albowiem chciałam zaznajomić się z ponoć poruszającą historią człowieka, która mnie zwyczajnie nurtowała. I cóż, moim zdaniem cierpliwość się opłacała. Dlaczego?

Z każdą kolejną stroną ukazującą losy starszego bohatera moja ciekawość przybierała na sile, pojawiało się w mej głowie coraz to więcej pytań, a i emocje zaczęły dawać o sobie znać. Emocje będące kompozycją wzruszeń, współczucia, ciepła, wrażliwości, miłości i spokoju. Bo trzeba przyznać, że owa część jest niesamowicie spokojna. Wielokrotnie przed mymi oczyma jawił się jeden obrazek - ja z kubkiem herbaty zajmująca wygodny fotel, wpatrzona w ogień tańczący w kominku i starszy człowiek dzielący się ze mną swymi wspomnieniami. Wspomnieniami, które są paletą uczuć, myśli, zapachów, chwil i widoków. Które są niebywale ubogacone rozmaitymi kolorami uczuć. Cierpienie, rozpacz, smutek, ból, niepewność, łzy, uśmiech, szczęście, ukojenie i nadzieja przewijały się przez niemal trzysta stron.

Jednak to nie emocje wiodą prym, a niejedno sedno tejże opowieści. Samotność, która boli i wcale nie jest taka dobra, mimo iż wcześniej tak się wydawało. Śmierć, która zabija nadzieję, odbiera to, co najcenniejsze i wyzwala ogromne cierpienie, które tak trudno jest pokonać, a czasem tak bardzo chce się w nim tkwić nadal. Przyjaźń, która jest ważna, potrzebna i nadaje sens życiu. Miłość, przed którą nie należy się wzbraniać, bo gdy ta dopadnie, to już nie opuści. Zawsze będzie miała swe miejsce głęboko w sercu. Tęsknota, która zaburza normalność i nie pozwala zapomnieć o tym, co minęło. Przeznaczenie, którego nie da się uniknąć, przed którym nie da się ot tak uciec. Czas, który jest wyznacznikiem biegu życia, który mija nieubłaganie ciągnąć ze sobą słowa, rozmowy, sytuacje, wydarzenia, osoby. Jedyne, czego nie udaje mu się w większości przypadków wymazać i pozbawić to wspomnienia. Te zawsze będą jak nie w myślach, to w sercu lub na dnie duszy. Spotkania, które bywają niezapomniane, w szczególności te niespodziewane. Relacje, które zerwane warto naprawiać, warto o nie dbać i dać im szansę na odbudowanie.  Przemijalność, która wywołuje łzy, uczy szacunku i pokory. I wreszcie ta najważniejsza kwintesencja wypływająca z kartek wspomnianej powieści - każdy z nas ma do opowiedzenia swoją własną historię, którą kiedyś może spisać, aby mogły ją poznać przyszłe pokolenia.

Pełna zadumy, przyjemnie brzmiąca, subtelna, nostalgiczna, sentymentalna, ciepła i nade wszystko wartościowa - taka jest powieść "Dni naszego życia" cudownie namalowana przez Małgorzatę Mikos. Idealna lektura przede wszystkim dla tych, którzy kochają spokojne, liryczne i kontemplacyjne klimaty. Serdecznie polecam!
 
 
  "(...) Prawdę mówiąc, czas jest złodziejem kradnącym kolejne kawałki twego życia
i umysłu, powodując, że w końcu znajdujesz się na granicy między szaleństwem 
a dniem codziennym. Chcesz odzyskać te lata, które przepadły, ale wiesz dobrze, że to niemożliwe.
Taka walka bez szansy na odniesienie zwycięstwa. 
Jak sądzisz, nie jest to okrutne?"


Tytuł: "Dni naszego życia" (tom I)
Autor: Małgorzata Mikos
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2018
Ilość stron: 356
Oprawa: miękka
Kategoria: obyczajowa
 
 

7 komentarzy:

  1. Ta książka, znalazła się w moim zestawieniu najlepszych książek przeczytanych w 2018 roku. 😊

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję za Pani wzruszające słowa o "Dniach naszego życia". Jest mi niezmiernie miło, że pomimo trudnego początku, powieść poprowadziła Panią ścieżką przez kolejne fragmenty historii ❤️

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam w planie ją przeczytać w niedalekiej przyszłości :)
    http://whothatgirl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)

Korzystanie ze strony Wielbicielka książek i pozostawianie komentarzy jest jednoznacznym wyrażeniem zgody na przetwarzanie danych osobowych zgodnych z art. 13 o Ochronie Danych Osobowych.
Jednocześnie każda osoba ma prawo do dostępu do treści swoich danych osobowych oraz prawo ich poprawienia w razie potrzeby.