poniedziałek, 5 czerwca 2017

"Dziewczyna z nagietkowym szalem" - Susan Meissner




"Wszystko, co piękne, ma do opowiedzenia jakąś historię.
Ale nie każda historia jest piękna."


"Dziewczyna z nagietkowym szalem" to powieść, która przyciągała moją uwagę od dnia, gdy ujrzałam jej zapowiedź na stronie internetowej wydawnictwa. Intuicja nieustannie podpowiadała mi, że muszę, po prostu muszę poznać historie zawarte w owej książce. Tym razem, nie urzekła mnie jakoś szczególnie jej okładka, ale tytuł skrywający tajemnicę i losy pewnego nagietkowego szala. Podświadomie czułam, że to będzie niezwykła opowieść z cudownym i cennym przesłaniem. Zdecydowałam się zatem na jej lekturę. Moje przeczucie się nie pomyliło. To jedna z piękniejszych powieści w moim dotychczasowym życiu. Pierwsze, ale zapewne nie ostatnie spotkanie z piórem autorki okazało się ujmujące, poruszające, a przede wszystkim pełne ciepła i miłości. Szkoda tylko, że było tak krótkie... Zapraszam na recenzję.
Susan Meissner - urodziła się w San Diego. Niegdyś pracowała jako redaktor naczelna tygodnika. Jest wielokrotnie nagradzaną felietonistką. Wydała czternaście powieści, które ukazały się nakładem wydawnictw Harvest House oraz WaterBook, należących do Random House. Mieszka w San Diego ze swoim mężem. Jest matką czworga dorosłych już dzieci. Więcej o autorce: www.susanmeissner.com (źródło: książka "Dziewczyna z nagietkowym szalem")

Rok 1911. Clara Wood od pół roku pracuje jako pielęgniarka w szpitalu na nowojorskiej wyspie Ellis. To miejsce stanowi poniekąd dla niej wewnętrzny azyl, miejsce przeczekania, miejsce pośrednie między przeszłością a przyszłością. Kobieta pragnie zapomnieć o pewnym tragicznym dniu, kiedy to w wyniku pożaru szwalni straciła ukochanego - Edwarda. Dlatego całkowicie oddaje się pracy, opiekuje się nieustannie napływającymi chorymi imigrantami. Pewnego dnia wśród przybyłych dostrzega mężczyznę z pięknym nagietkowym szalem i ze wzrokiem pełnym ogromnego bólu. Okazuje się, że to Andrew Gwynn, którego żona zmarła na szkarlatynę na statku, którym przypłynęli z Europy. Clara rozumie jego cierpienie i postanawia mu pomóc. Ten prosi ją o przyniesienie z jego kufra książki z wykrojami - jedynej i cennej pamiątki, jaka pozostała mu po ojcu. Pielęgniarka udaje się więc do bagażowni, gdzie poza ową wspomnianą znajduje przypadkiem tomik poezji, a w nim list od Lily do Andrew i pewien dokument...

Rok 2011. Taryn Michaels pracuje w sklepie z materiałami. Samotnie wychowuje dziesięcioletnią córkę Kendal. Zajmują małe, ale przytulne mieszkanie nad sklepikiem. Kobieta jest wdową, jej mąż zginął w ataku na World Trade Center. Taryn, pomimo iż minęło dziesięć lat od tragicznego zdarzenia, nadal nie może pogodzić się z utratą ukochanego mężczyzny. Nawet własnej córce nie wyjawiła do końca prawdy o ojcu. Nie wspomniała też, że była naocznym świadkiem rozgrywającego się wówczas dramatu. Pewnego dnia w jednym z czasopism zauważa fotografię ukazującą ją na ulicy w dniu tragedii. Dostrzega też szal nakrapiany nagietkami, który musiała wtedy gdzieś zostawić. Owe zdjęcie przywołuje traumatyczne wspomnienia z przeszłości oraz uświadamia kobiecie, że wreszcie musi opowiedzieć o swoich przeżyciach córce. Odbiera również telefon od człowieka, który niegdyś ocalił jej życie...

"Dziewczyna z nagietkowym szalem" to historia zmyślona, lecz bazująca na autentycznych wydarzeniach. O ataku na World Trade Center zapewne nie muszę opowiadać, bo chyba każdy z nas dobrze pamięta tamten czas. Ja bynajmniej czytając ową powieść miałam przed oczyma wszystkie te tragiczne obrazy pokazywane wtedy w mediach. Wieże, które runęły jak domki z kart, dramat ludzi przebywających wewnątrz nich oraz tych, którzy przemierzali ulice w znanym im kierunku prowadzącym do celu. Dramat ludzi, którzy oczekiwali jakichkolwiek wieści o swoich bliskich. Ból, rozpacz, cierpienie rozrywające serce, niepewność, strach, szok i przerażenie. Można sobie tylko wyobrazić to, co czuli wszyscy ci, którzy byli na miejscu, którzy stali się świadkami tegoż koszmarnego wydarzenia, którzy utracili najbliższych, rodziców, dzieci, przyjaciół. Poniekąd stracili też cząstkę siebie, a wrześniowy dzień 2001 roku na zawsze odmienił ich życie. Autorka w bardzo wiarygodny sposób opisała nie tylko owe zdarzenie, ale przede wszystkim precyzyjnie odzwierciedliła uczucia kobiety, której mąż zginął w tych jakże dramatycznych okolicznościach. Pisarka solidnie się do tego przygotowała, na potrzeby książki wysłuchała historii ludzi ocalałych z wrześniowego koszmaru, którzy podzielili się z nią swymi bolesnymi przeżyciami.

W powieści wspomina również szpital położony na nowojorskiej wyspie Ellis. Ellis Island Hospital (Szpital Imigrantów Ellis Island) rzeczywiście istniał, jednak losy pielęgniarki opisane na łamach powieści są fikcją literacką. Przyznaję, że po lekturze książki rozpoczęłam poszukiwania informacji w Internecie na temat tegoż budynku i znalazłam parę istotnych faktów. Szpital powstał w 1902 roku i działał do 1930 roku. Był pierwszym publicznym szpitalem w Stanach Zjednoczonych. Obiekt składał się ze szpitala ogólnego oraz pawilonu, w którym przyjmowano pacjentów z chorobami zakaźnymi. Stanowił on ośrodek dla imigrantów, którzy poddawani byli leczeniu, a następnie po jego opuszczeniu rozpoczynali nowe życie w Ameryce bądź byli odsyłani do swych krajów. Autorka zgrabnie wykorzystała ów szpital jako jedno z głównych miejsc, gdzie toczy się  akcja wspomnianej powieści. Wszystko wydało się niezwykle autentyczne i wyraziste. Na uwagę zasługuje też fakt, iż część dochodów ze sprzedaży książki jest przeznaczona na cele fundacji Save Ellis Island, w tym na renowację szpitalnych budynków na drugiej i trzeciej wyspie.

Nie ukrywam, że lektura "Dziewczyny z nagietkowym szalem" była dla mnie ogromną przyjemnością, ale też wyjątkowym przeżyciem i wspaniałym doświadczeniem. To jedna z tych książek, od której nie tylko nie można się oderwać, ale przede wszystkim nie chce się z nią rozstawać. Pochłonęłam ową powieść w niedzielne przedpołudnie. Ujęła mnie pod każdym możliwym względem, zarówno fabuły, kreacji bohaterów, jak i stylu pisania. Dla mnie była zdecydowanie za krótka, nad czym ubolewam. Oczarowała mnie, dostarczyła mnóstwo emocji. Sprawiła, że czułam ciepło na sercu, chwilami też spokój. Zdarzały się jednak momenty, że im bardziej zagłębiałam się w owe historie,  tym coraz bardziej bałam się o uczucia nie tylko bohaterów, ale również swoje. Obudziła we mnie nadzieję. Pokazała, że przeznaczenie naprawdę istnieje. Zobrazowała mi siłę miłości. Przeżywałam ją całą sobą. Rozpadałam się i sklejałam na nowo. Od pierwszej do ostatniej strony towarzyszyły mi łzy wzruszenia (zresztą teraz, gdy piszę recenzję, także spływają po policzkach). Coś pięknego. Nigdy nie zapomnę tych opowieści, a nagietek odtąd zawsze będzie mi się kojarzył nie tylko z jesienią, ale także z pokonywaniem lęków, podejmowaniem ryzyka oraz nade wszystko z najpiękniejszym uczuciem na świecie, jakim bez wątpienia jest miłość.

Fabułę powieści stanowią dwie historie utkane z prostych, ale jakże pięknych, barwnych i pełnych emocji słów wypływających z głębi serca. Opowieści mają wiele wspólnych elementów, jednym z nich jest oczywiście tytułowy nagietkowy szal. Dzieli je natomiast czas, różnica stu lat. Przeszłość przeplata się z teraźniejszością. Stopniowo ujawniane są losy głównych bohaterek Clary Wood i Taryn Michales. Dzięki zastosowaniu narracji pierwszoosobowej dokładnie poznajemy ich myśli i uczucia. Obie utraciły ukochaną osobę w wyniku dramatycznego zdarzenia. Obie cudem uniknęły śmierci. Obie żyły z poczuciem winy, bezradności. Obie musiały radzić sobie z traumatycznymi wspomnieniami i dokonywać trudnych wyborów, choć często nie widziały sensu. Obie żyły w zawieszeniu. Tęskniły, ich ciało przeszywał rozdzierający ból. Obie toczyły walkę ze swymi lękami, strachem i słabościami. Nie potrafiły pogodzić się z przeszłością, tym samym nie mogły podjąć żadnego kroku ku przyszłości. Nie umiały odnaleźć wewnętrznego spokoju. Nic nie mogło ukoić ich cierpienia. Niejako stały w miejscu. W miejscu pośrednim. Wiedziały, że kiedyś muszą się z niego wydostać. I poniekąd nagietkowy szal im w tym pomógł. Jak? Zapraszam do lektury powieści.

Podsumowując, "Dziewczyna z nagietkowym szalem" to przepiękna, poruszająca, emocjonująca, refleksyjna, pełna bólu i tęsknoty, ale również ciepła i nadziei opowieść o potędze miłości. Dwie historie, dwie kobiety i jeden tajemniczy szal usiany nagietkami. Niewątpliwie warto sięgnąć po tę niezwykłą, napisaną plastycznym językiem, urozmaiconą cudownymi cytatami i zawierającą wartościowe przesłanie książkę. Gorąco zachęcam. Polecam serdecznie.


Cytaty:

"Szczęście to jest coś takiego, co sprawia, że czujesz się, jakbyś mógł przenosić góry.
I nie jest nim zdecydowanie desperackie pragnienie pozostania na wieczność 
pomiędzy dniem wczorajszym a jutrzejszym." 


"Dobroć zawsze motywowana jest czymś szlachetniejszym,
niż tylko pragnieniem bycia dobrym.
Ja miałam zranione serce. Tak jak on.
I nie było w tym nic szlachetnego, jedynie rozpacz."


"Ci, którzy powiadają, że wszystko zdarza się po coś, 
mówią tak tylko wtedy, gdy im to pasuje. 
Nie należą oni do ludzi, którzy żałują, że nie mogą cofnąć czasu i dokonać innych wyborów.
Nie budzą się w nocy, szepcząc: "Gdyby tylko..."." 


"(...) Umysł to skomplikowana maszyneria, nad którą człowiekowi nie zawsze udaje się zapanować.
Można jedynie mieć nadzieję, że niechciane myśli w pewnym momencie się nami znudzą
i odejdą, a nie wyprowadzą nas na manowce."


" - (...) Zmiana z natury nie jest ani dobra, ani zła.
Wszystko zależy od tego, w jakiej sytuacji się znaleźliśmy.
Dopiero na podstawie tego można oszacować,
czy dany zwrot w naszym życiu będzie miał pozytywne następstwa, czy też nie." 


" - Ludziom żyjącym w pośpiechu umyka wiele spraw.
Widzą tylko to, co jest na samym wierzchu..."


"Od kilku godzin miałam świadomość tego, że tak naprawdę nie wiedziałam o miłości nic.
Nic ponad to, że była najbardziej niszczącą, najbardziej imponującą
i najmocniej pożądaną siłą na Ziemi.
Była zbyt wszechmocna, by pozostać w uśpieniu w jakimkolwiek miejscu pośrednim."


"(...) rozpacz jest najzacieklejszym wrogiem miłości."


"(...) miłość to najpewniejsza inwestycja w tym kruchym świecie."



Tytuł: "Dziewczyna z nagietkowym szalem"
Autor: Susan Meissner
Wydawnictwo: Kobiece
Data wydania: 2017
Oprawa: miękka
Ilość stron: 368
Moja ocena: 9/10
 
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece.

12 komentarzy:

  1. Czuję, ze ta książka mogłaby mi się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam gorąco. Na pewno przypadnie Ci do gustu :)

      Usuń
  2. Do tej pory byłam zniechęcona tą ksiązką, ale Twoja recenzja to zmieniła. Bardzo spodobały mi się cytaty.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już znasz moja opinie na temat tej książki. Musi to być piękna historia. Lubię kiedy przeszłość przeplata się z teraźniejszością.
    A teraz wracam gotować obiad :p

    OdpowiedzUsuń
  4. Z opisu wyłania się książka, po którą powinnam sięgną, gdyż dostarczy mi wiele przyjemności czytelniczej. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  5. Ileż emocji w Twojej recenzji i jakże ciekawa się ta książka wydaje! Powiem Ci, że czytam teraz powieść, w której też pojawia się wątek dt. WTC ("Niemka") i dwa plany czasowe, wzajemnie się zazębiające. Lubię takie powieści, dlatego "Dziewczyna z nagietkowym szalem" wydaje się być w moim guście. Polecam Ci także "Strasznie głośno, niesamowicie blisko" J. S. Foera.

    PS Lubię, gdy wspominasz o tym, co skłoniło Cię do sięgnięcia po dany tytuł i jakie emocje towarzyszyły Ci przed lekturą - ciekawie jest później takie wyobrażenia i przeczucia konfrontować z rzeczywistością, prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, tytuły zapisuję. Na pewno sięgnę po wspomniane przez Ciebie książki w wolnym czasie.
      Prawda... Jeszcze raz bardzo dziękuję <3

      Usuń
  6. Coś czuję, że to dla mnie, chyba się skuszę. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Brzmi bardzo ciekawie. Już ją notuję. ;)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)