środa, 26 lipca 2017

"Nadwiślańskie serca" - Katarzyna Archimowicz [recenzja]




" - Nie patrzcie, kochani, w życiu zbyt daleko, bo może się okazać, 
że to, co jest najważniejsze, macie cały czas tuż obok siebie.
Kiedy człowiek wyostrza wzrok, by dostrzec dal,
rozmazuje mu się obraz tego, co najbliżej.
A właśnie tam może być jego szczęście."
 

Książka "Nadwiślańskie serca" przyciągnęła moją uwagę jesienną paletą barw widniejących na okładce oraz tajemniczym i subtelnym tytułem, sugerującym przyjemne spotkanie czytelnicze. Magnesem na pewno była też nieznajomość, a tym samym ciekawość pióra Katarzyny Archimowicz, którego wcześniej nie udało mi się niestety poznać. Jak wypadła moja pierwsza "randka" z powieścią autorki? Zapraszam na recenzję.

Katarzyna Archimowicz (ur. 1980) - absolwentka matematyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Nauczycielka matematyki w gimnazjum oraz matematyki i informatyki w liceum dla dorosłych. Pracuje również jako doradca zawodowy. Autorka dwóch świetnie przyjętych powieści "Miłość w Burzanach" oraz "W kolejce po życie". Mieszka w Chełmie. (źródło: okładka książki "Nadwiślańskie serca")

Marta Żmigrodzka to dwudziestopięcioletnia dziewczyna pochodząca z okolic Kazimierza Dolnego, ale od dawna mieszkająca w Warszawie, gdzie studiuje fizjoterapię i pracuje. Pewnego dnia zjawia się u niej właściciel stancji, którą ona wynajmuje, z pomysłem zamiany mieszkań. Mianowicie Marta miałaby przenieść się do jego domu położonego na Saskiej Kępie, a on wraz ze schorowaną matką wymagającą rekonwalescencji wróciłby do tegoż mieszkanka, które jest idealnie zlokalizowane i z pewnością byłoby praktyczniejsze pod wieloma względami oraz lepiej dostosowane do potrzeb starszej pani. Kobieta przystaje na propozycję. Jest zachwycona nowym miejscem, przepełnionym zielenią i spokojem. Znajduje nową pracę w sklepie z asortymentem dziecięcym w okolicznej galerii, pomaga pani Karczewskiej w rehabilitacji (matce właściciela mieszkania), a ponadto uczęszcza na zajęcia. Któregoś popołudnia na podwórku dostrzega psa, z którym postanawia podzielić się ledwo przygotowanym obiadem. Kolejnego dnia przybywa do niej mała dziewczynka - Julia, którą Marta decyduje się zaopiekować podczas nieobecności jej rodziców. Wieczorem w jej drzwiach staje mężczyzna - Janusz, na którego niegdyś zwróciła uwagę podczas pobytu w Kazimierzu Dolnym. On również ją rozpoznaje. Okazuje się, że jest ojcem siedmioletniej dziewczynki, a także sąsiadem Marty. Kobieta z każdym kolejnym spotkaniem jest nim coraz bardziej oczarowana, jego zewnętrzną aurą, inteligencją i uprzejmością. Ma cichą nadzieję na coś więcej. Jednak to niemożliwe, bo Janusz za parę tygodni bierze ślub z Dorotą...

Powieść jest z pewnością do bólu przewidywalna i schematyczna, aczkolwiek wyjątkowo mi to nie przeszkadzało. Akcja toczy się powoli, w spokojnym tempie, co sprawiło, że nie tylko mocno zagłębiłam się w historię, delektowałam się każdym wyrażającym ją słowem, fragmentem stanowiącym opisy pięknych miejsc, rozkoszowałam się intensywnością przenikających się wzajemnie zapachów kwiatów i potraw, a nawet czułam niebywałe smaki rozmaitych dań (np. duszonej wątróbki z cebulką, kogutów kazimierskich, czebureków), ale przede wszystkim się wyciszyłam, oderwałam od codzienności i zapomniałam o rzeczywistości. Całkowicie pochłonęła mnie owa opowieść, czytałam ją między innymi wieczorami. I pomimo iż oczy odmawiały posłuszeństwa, to kontynuowałam ją, nieustannie sobie obiecując, że jeszcze tylko jeden rozdział. A kiedy już naprawdę następowała konieczność odłożenia książki na stolik nocny i tym samym oddaniu się w objęcia Morfeusza, to po przebudzeniu moją pierwszą myślą było, aby czym prędzej wrócić do lektury. Przyznaję, że po jej skończeniu, czuję swego rodzaju pustkę, tęsknotę za bohaterami, za ich życzliwością, otwartością i wszechogarniającą miłością oraz radością. Tłem ukazanej historii są zarówno klimatyczna, osobliwa, cicha i wyjątkowa Saska Kępa - dzielnica Warszawy, jak i pełen urokliwych uliczek, wzbogacony sprawiającymi niesamowite wrażenia krajobrazami, przekazujący romantyczne fluidy i napawający nadzieją oraz szczęściem Kazimierz Dolny, a ponadto magiczny i wyrażający niepowtarzalną atmosferę Lwów. Wspaniałe zestawienie ujmujących i pasjonujących miejsc jest bez wątpienia atutem utworu.

W powieści przewija się kilka postaci, tych odgrywających główne role, jak i pełniących funkcje drugoplanowe, których losy się nawzajem przeplatają i uzupełniają. Z niezwykłą dbałością, precyzją i dokładnością poznajemy ich życie, nierzadko pełne komplikacji i ciągłych trudności, niekiedy przepełnione smutkiem i bólem, poczuciem osamotnienia, ale również naznaczone chwilami euforii, spokoju, przesiąknięte miłością, rozkoszą, wiarą i ogromnie odczuwalnym ciepłem. Dzięki zastosowaniu narracji trzecioosobowej mamy możliwość bliższego zaznajomienia się z charakterystyką danej osoby, jej postępowaniem w przeróżnych sytuacjach, zachowaniem w przypadku nie tylko łatwych i przyjemnych, ale też zawiłych i wymagających zaangażowania zdarzeń, z towarzyszącymi jej emocjami, marzeniami, pasjami oraz podejściem do życia codziennego oraz przyszłości. Wszyscy bohaterowie zostali wyraziście wykreowani, to ludzie z wadami i zaletami, bardzo autentyczni, z którymi zapewne można się utożsamiać. Wielu obdarzyłam sympatią, gdyż okazali się bardzo przyjaźni, wykazywali się dobrocią i szczerością, stawiali na pierwszym miejscu miłość, rodzinę i bliskość, kierowali się tylko pozytywnymi przesłankami, a poza tym odważyli się zacząć życie od nowa bez zbędnego balastu. Byli też tacy, których niestety nie polubiłam, bowiem budzili same negatywne odczucia. Mimo iż starałam się zrozumieć ich poczynane kroki i dokonywane decyzje, to nie zapałałam do nich życzliwością. Mamy okazję poznać w szczególności: Martę - otwartą, uprzejmą, naturalną, bezpretensjonalną, uczuciową, wrażliwą i ambitną kobietę; Agatę - jej niewidomą przyjaciółkę, zmagającą się z wieloma przeszkodami związanymi z jej ułomnością; Janusza - mężczyznę pracowitego i szarmanckiego, odpowiedzialnego ojca (nie)swojej córki, kochającego partnera; Dorotę - oziębłą, wyrachowaną, egoistyczną karierowiczkę, traktującą dziecko przedmiotowo; Rafała - damskiego boksera i lenia; Julkę - dziewczynkę uśmiechniętą, pełną życia i pozytywnej energii oraz wielu innych, w tym rodziców oraz wspólnika i przyjaciela Janusza, najbliższych i znajomych Marty. Najbardziej urzekła mnie relacja Janusza z Julką, łączyła ich silna więź, której nikt i nic nie było w stanie przerwać. Natomiast bez wątpienia ciśnienie podnosiło mi zachowanie Doroty wobec swej córki, kobieta traktowała dziecko jak mebel, który można przestawiać z miejsca na miejsce oraz kompletnie nie zauważała, a następnie nie uwzględniała uczuć innych. Nie będę szerzej komentować jej osoby, bowiem prawdę mówiąc, musiałabym chyba pokusić się o użycie niecenzuralnych słów. 

Powieść napisana jest barwnym, niekiedy wyszukanym, często prostym i zrozumiałym językiem. Podzielona jest na ponad dwadzieścia kilkustronicowych rozdziałów, wpływających w dużej mierze na jakość czytania i ogólnego odbioru. Przeważają w niej plastyczne i bardzo szczegółowe opisy wykonywanych czynności, przygotowywania posiłków (pobudzając kubki smakowe), odwiedzanych miejsc i otaczających je widoków oraz przemyśleń i uczuć wszystkich postaci. Miałam wrażenie, że zwiedzam poszczególne regiony i doceniam ich walory turystyczne, spaceruję uliczkami wspomnianych miejscowości, smakuję regionalne dania, czuję uderzający zapach bzów czy aromatycznej zielonej herbaty. Ponadto drobiazgowość i skrupulatne omówienie emocji targających bohaterami, pozwoliło mi takowe silnie odczuć i wniknąć w umysły tych ludzi, próbując przybrać ich role. Dialogi pojawiające się w powieści były sensowne i treściwe, bez poczucia jakiejkolwiek sztuczności. Pojedyncze zatem elementy doskonale się wzajemnie ze sobą komponowały i dopełniały, tworząc przyjemną i zajmującą całość.

Podsumowując, "Nadwiślańskie serca" to piękna, pasjonująca, wielowątkowa, refleksyjna, emocjonująca i życiowa powieść. Porusza ona mnóstwo istotnych zagadnień, a ściślej mówiąc, traktuje o trudach życia osoby niewidomej skazanej na siebie, która musi wykazać się siłą i samodzielnością niezbędnymi do tego, aby przetrwać w otaczających ją warunkach oraz poradzić sobie z mobilnością po domu i mieście, podjęciem pracy, a nawet znalezieniem partnera, dla którego stworzenie związku z osobą niewidzącą nie stanowi problemu. To też historia podejmująca tematykę dotyczącą przysposobienia bezdomnego, opuszczonego zwierzęcia, w tym przypadku znalezionego wygłodniałego i spragnionego bliskości psa. Ponadto to opowieść o zdradzie, samotności, samolubstwie, pazerności, postrzeganiu drugiego człowieka przez pryzmat jego szaty zewnętrznej, przemocy, przedmiotowego traktowania dziecka, przedkładaniu kariery ponad rodzinę, ale również o prawdziwej i głębokiej miłości oraz nadziei na lepsze jutro. Powieść uświadamia, że nigdy nie jest za późno na prawdziwą miłość, a także, że zawsze jest dobry czas na dokonanie życiowych zmian. Trzeba tylko chcieć, otworzyć swe serce i posłuchać jego głosu oraz wewnętrznej intuicji, która z pewnością wskaże słuszną drogę ku szczęściu i spełnieniu. Gorąco polecam! 


Cytaty:

"(...) Człowiek wszystko przeboleje, tylko potrzebuje na to czasu."


" - (...) To już przeszłość i czas pomyśleć o przyszłości.
Rusz wreszcie z miejsca, bo w przeciwnym wypadku ockniesz się zbyt późno, 
by cokolwiek zaczynać. Uwierz mi, wiem, co mówię."


" - Tak, jak wszystko się dobrze układało, to może i kochała,
ale kiedy zaczęło się psuć, nie zrobiła nic, by ratować wasz związek.
Synu, na dobry czas każda jest dobra, ale na zły tylko ta jedyna.
I to jej powinieneś szukać."


" - (...) Chciałem jedynie powiedzieć, że szczęście dwojga ludzi 
nie zależy od mądrości rozumianej jako inteligencja,
tylko od tak zwanej życiowej mądrości, rozumiesz?"


" - Szukałam tego w Paryżu, szukałam w Berlinie i Rzymie,
a to za oknem było i miało polskie imię."
 


Tytuł: "Nadwiślańskie serca"
Autor: Katarzyna Archimowicz
Wydawnictwo: Czarne
Data wydania: 2017
Oprawa: miękka
Ilość stron: 424
Kategoria: literatura obyczajowa
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarne.

Książka bierze udział w wyzwaniu:

10 komentarzy:

  1. Zgadzam się całkowicie z Twoją opinią :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że to książka idealna dla mnie. Schamaty mi nie przeszkadzają, o ile są ubarwione ciekawymi postaciami.Pozdrawiam 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. Styl pisania autorki bardzo przypadł mi do gustu, wiem na co stać autorkę, więc będę miała tę książkę na uwadze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Interesująca pozycja, warto chyba mieć ją na uwadze gdyby była okazja. Okładka daje wrażenie melancholijnego spokoju, to chyba taka lektura na ciepły, letni wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna okładka, a sama książka wydaje się interesująca... Pomyślę nad nią Kochana. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że jest to powieść życiowa, więc chętnie do niej zajrzę.
    Świetny blog z ogromną chęcią obserwuję.

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślę, że mogłabym spędzić w jej towarzystwie bardzo przyjemne popołudnie, albo i dwa ☺

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi przewidywalność również nie przeszkadza. :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)