sobota, 15 lipca 2017

"Dom samotnych" - Joanna Kruszewska [recenzja]




"(...) Po co myśleć o tym, co będzie za kilka albo kilkanaście lat?
Jest dzisiaj."


Przyznaję, że zdecydowałam się na lekturę książki "Dom samotnych" ze względu na okładkę. Nie zamierzam owijać niczego w bawełnę i udawać, że jest inaczej. Po prostu, odkąd ujrzałam tę przecudowną, wyróżniającą się ogromną paletą barw, niezwykle nastrojową, przywołującą wiosenno-letnie wspomnienia czy też momenty oprawę, wiedziałam, że muszę sięgnąć po ową powieść i poznać opisaną w niej historię. Z niecierpliwością, ale też podekscytowaniem wyczekiwałam dnia dostarczenia mi jej przez listonosza. Moją ciekawość budził również styl autorki, bowiem to było moje pierwsze spotkanie z jej piórem. Książki pisarki nierzadko przewijały mi się przed oczyma, głównie za sprawą przepięknych i przykuwających uwagę okładek, a niektóre z nich uwzględniłam nawet na mej liście czytelniczej. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś, może nie ze wszystkimi, ale choć z co poniektórymi zaznajomić. Być może okażą się bardziej frapujące, intrygujące, emocjonujące, refleksyjne i przede wszystkim porywające, aniżeli powieść "Dom samotnych", która prawdę mówiąc mnie rozczarowała zarówno pod względem fabularnym, formy scalania poszczególnych wątków, jak i skupiania się na zawiłości losów zbyt wielu bohaterów oraz podejmowania mnóstwa - co prawda ważnych - zagadnień, nie dając szansy na zatrzymanie się na dłużej na choćby jednym z nich. Zapraszam na recenzję.

Joanna Kruszewska urodziła się w czerwcu w 1976 roku w Białymstoku. Tutaj uczęszczała do szkoły podstawowej i średniej. Studia ukończyła w Warszawie, skąd powróciła do rodzinnego miasta z dyplomem Wydziału Pedagogicznego. Pisanie to pasja, którą zaczęła na dobre realizować, wydając w 2009 roku pierwszą książkę, "Aby do mety", a potem "Awarię uczuć" (2010 r.), "Na trzy sposoby" (2011 r.), "Miłość raz jeszcze?" (2014 r.) i "Małe wojny" (2016 r.). (źródło: okładka książki "dom samotnych")

Tytułowy dom samotnych to miejsce spotkań, rozmów, ucieczki od codzienności i otaczającej rzeczywistości, problemów oraz przeszłości, swego rodzaju azyl, a także schronienie, chociaż tymczasowe, przed przyszłością i zatrzymanie się niejako na dniu teraźniejszym. To miejsce kontemplacji, oderwania się od dylematów i rozterek życiowych. To splot losów kilku osób znajdujących się na zakręcie, poszukujących rozwiązań i odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Kinga stara się w nim poskładać swoje życie na nowo, ukoić ból po rozstaniu z mężem, zdusić w sobie żal i załatać tęsknotę za pięknym, ale minionym już czasem. Kiedy wydaje jej się, że wyszła na prostą, że wreszcie jest gotowa zupełnie i ostatecznie zamknąć za sobą drzwi i odciąć się od przeszłości i tym samym podążyć nową drogą, okazuje się, że to nie jest takie proste. Jej mąż Grzesiek prosi ją o drugą szansę... Beata - była przyjaciółka Kingi, nie potrafi pogodzić się z odejściem męża do innej kobiety. Jej życie stanęło w miejscu, kobieta nie widzi jego dalszego sensu, nie radzi sobie z emocjami i z samotnością, a ukojenie odnajduje w alkoholu. Odrzuca pomoc najbliższych i zanurza się w nałogu... Natomiast Ewa (siostra Kingi) zaczyna sobie uświadamiać, że mąż nie widzi w niej już atrakcyjnej i pięknej kobiety, partnerki i przyjaciółki, a zwyczajną kurę domową i służącą, do której nie odnosi się z szacunkiem... Z kolei w przypadku Anny sprawdza się powiedzenie "szewc bez butów chodzi". Jest psychologiem, udziela pomocy i wsparcia innym, ale z rozwikłaniem swych uczuć ma ogromny problem, nie widzi właściwego rozwiązania swych rozterek i nie umie dokonać słusznego wyboru... Jak potoczą się dalsze losy kobiet? Czy posłuchają głosu własnego serca czy też może podążą za rozsądkiem? Czy odnajdą szczęście?

"Dom samotnych" to powieść, która niestety mnie nie porwała i nie zachwyciła, albowiem fabuła nie wyróżnia się niczym szczególnym od wielu tego typu książek pojawiających się nieustannie na rynku wydawniczym, nie jest ani oryginalna, ani odkrywcza. Jej lektura zajęła mi aż trzy dni (gdzie książki o takiej objętości zazwyczaj pochłaniam w jeden wieczór, oczywiście w zależności od gatunku, tematyki oraz stopnia zaangażowania w fabułę). Dlaczego? Po pierwsze nie wciągnęła mnie na tyle, abym pragnęła ją zawzięcie kontynuować i przykładowo zarwać noc. Po drugie, po odłożeniu jej na chwilę, nie czułam ogromnej potrzeby, aby do niej wracać, krótko mówiąc nie tęskniłam. Po trzecie, bez wątpienia zdecydowany wpływ na moje do niej podejście, miało w pewnym stopniu to, iż zostałam zrażona  już na samym początku książki, zarówno sporą dawką informacji, jak i swoistym chaosem treściowym. Fabuła jest wielowątkowa, skupia zagmatwane losy wielu postaci. Zaledwie po paru stronach się pogubiłam i w związku z tym, musiałam sięgnąć po kartkę i długopis, aby wynotować sobie wszystkich bohaterów, ich korelacje, powiązania (kto? z kim? dlaczego? po co?). Oczywiście, im dalej w las, tym łatwiej, ale czy przyjemniej? Ponadto zabrakło mi rozgraniczenia poszczególnych wątków, stosując najprościej podział na rozdziały. Owszem, jawiły się pomiędzy fragmentami przerywniki w postaci gwiazdek, ale i tak całość się ze sobą zlewała. Niejednokrotnie w trakcie lektury dopadały mnie chwile znużenia, najczęściej w momentach, kiedy kobiety prowadziły rozmowy o wszystkim i o niczym. Czasami też wybiegałam myślami gdzieś daleko, nie skupiałam się na tym, co akurat czytam. Można by rzec, że dwieście stron po prostu przeczytałam bez jakichkolwiek emocji czy refleksji. Dopiero ostatnie sto kartek wzbudziło moje zainteresowanie, bowiem zaczęło być ciekawiej. Na mych ustach zagościł niejeden "banan", a raz nawet zostałam doprowadzona ze śmiechu do łez. Niestety zakończenie mnie nie zaskoczyło, bowiem już wcześniej udało mi się przewidzieć praktycznie wszystkie rozwiązania ukazanych wątków.

Niewątpliwie opowieść jest bardzo życiowa i porusza istotne kwestie oraz problemy, z którymi zmaga się wielu ludzi na całym świecie. Uświadamia i obrazuje wiele niby oczywistych spraw. Traktuje bowiem o zdradzie zarówno małżeńskiej, partnerskiej, jak i przyjacielskiej oraz sposoby radzenia sobie z takowym zjawiskiem, jeśli tak owe można nazwać. Jedni sobie z tym kompletnie nie radzą, inni wybaczają, a pozostali widzą tylko jedyne wyjście z tejże sytuacji, jakim jest rozstanie. To też historia o poczuciu wewnętrznego osamotnienia, pustki, pomimo, iż daną osobę otaczają bliscy, przyjaciele, rodzina i znajomi. To także powieść, która opowiada o tym, jak wielu ludzi skupia się tylko na swoich potrzebach, swoim cierpieniu i bólu oraz uczuciach, nie zważając na to co dzieje się dookoła. Widząc tylko czubek własnego nosa, można przeoczyć to, co w życiu wartościowe i najważniejsze. "Dom samotnych" traktuje także o różnych obliczach miłości, wyrzutach sumienia niepozwalających wkroczyć na nową życiową drogę, poczuciu odpowiedzialności za innych, radzeniu sobie z nałogiem, samotnej walce z chorobą, aspektach wychowawczych  oraz o unikaniu stanięcia twarzą w twarz z problemem z obawy przed przegranym starciem. Przedmiotowość książki, jak zatem widać, jest bardzo szeroka i złożona. Odniosłam wrażenie, że skumulowanie tylu różnorakich problemów życiowych na zaledwie trzystu trzydziestu stronach nie było do końca idealnym pomysłem. Mnogość ujęć (momentami pobieżnie potraktowanych) sprawiła, że nie można było się skupić na konkretnym zakresie, zatrzymać na dłużej, zastanowić, a wreszcie takowy przeanalizować i wyłuskać z niego cenne spostrzeżenia. Takie jest bynajmniej moje zdanie, z którym nie każdy może się zgodzić. 

Pragnę nadmienić kilka słów o bohaterach książki, których jest wielu, zarówno pierwszoplanowych, jak i odgrywających role drugoplanowe. Poza wymienionymi wcześniej czterema kobietami, poznajemy między innymi: Igora - syna Beaty, studenta, zakochanego w sporo starszej od niego kobiecie, prowadzącej już w miarę ustabilizowane życie; Kacpra - męża Beaty, który stawia się na każde jej zawołanie; Julię - obecną partnerkę Kacpra, która wykazuje swoje niezadowolenie wobec zachowania mężczyzny wiecznie ratującego z opresji żonę; Grześka - męża Kingi, mającego nadzieję, że ta będzie skłonna dać mu drugą szansę; Monikę - siostrę Kingi, która czerpie radość z życia, chwyta z niego garściami i korzysta na tyle, na ile się da; Marka - narzeczonego Anny i wielu innych (dzieci Kingi i Grześka, rodzice Kingi, matka Beaty, sąsiad matki Beaty itd.). Ich liczebność powodowała, że nie mogłam dokładnie zagłębić się w umysły poszczególnych postaci, zrozumieć ich etapów postępowania, poczynanych kroków, toku myślenia, odczuwać ich emocji. Krótko mówiąc, nie potrafiłam wczuć się w ich życie, przeżywać, doświadczać, pokonywać wraz z nimi stawianych na ich drodze przeszkód i towarzyszyć w walce z przeciwnościami losu. Nie czułam ich bólu, łez, radości, czy wszechogarniającej samotności. W tym przypadku sprawdziły się powiedzenia, że "więcej, nie znaczy lepiej" i "co za dużo, to niezdrowo". 

Na koniec muszę koniecznie wspomnieć o stylu pisarskim autorki oraz o samym wydaniu owej książki. Z pewnością powieść napisana jest lekkim, przystępnym i przyjemnym językiem, rzadko kiedy potocznym i uwzględniającym słowa wulgarne (ale naprawdę niewiele, można policzyć na palcach jednej ręki). Atutem - przynajmniej dla mnie - jest również duża czcionka i wyśrodkowany tekst, co stanowi o przejrzystości tejże publikacji. I co najważniejsze, jestem oczarowana piękną, wielobarwną i niebywale fotogeniczną oprawą. Zdecydowanie okładka przyciąga wzrok i nie pozwala mu się oderwać nawet na chwilę. Doskonała!

"Dom samotnych" to wielotorowa, wielostronna, urozmaicona, niewymagająca i przede wszystkim pragmatyczna opowieść o skomplikowanych relacjach międzyludzkich, samotności, zdradzie, rozstaniach, powrotach, trudach życia codziennego oraz nadziei na lepsze jutro i odnalezienie własnego szczęścia. Powieść pokazuje, że prawdziwa miłość istnieje, że każdy człowiek zasługuje na drugą szansę oraz że pomimo problemów nie należy zamykać się w swej samotni, a pozwolić sobie pomóc, tak zwyczajnie, po ludzku. A przede wszystkim uświadamia, że nie ma sensu rozpamiętywać przeszłości, bowiem jej już nie zmienimy, ona już minęła. Nie należy też lękać się przyszłości, ponieważ nikt z nas nie ma wpływu na to, co się wydarzy. Co ma być, to będzie. Warto natomiast skupić się na teraźniejszości, cieszyć się dniem dzisiejszym i wycisnąć z niego jak najwięcej. Nie myśleć o jutrze, bo "a jeśli jutra nie będzie?". 

Podsumowując, powieść "Dom samotnych" ostatecznie oceniam jako przeciętną. Osobiście jakoś szczególnie mnie nie ujęła, nie wyzwoliła ogromu emocji i nie nakłoniła do głębszych kontemplacji. Doceniam natomiast podjętą w niej problematykę. Nie polecam, ale też nie odradzam. Decyzję pozostawiam Wam. 


Cytaty:

"Związek, każdy nowo tworzony, ma się świetnie.
Na etapie poznawania, wspólnych zainteresowań, 
zachłystywania się wyrazem podziwu w patrzących szczerze oczach, 
snucia planów świetlanej przyszłości i tym podobnych cudowności 
upływają kradzione sporadycznie chwile."


" - (...) Człowiek dopiero wtedy, gdy wie, że jest zdany sam na siebie,
zaczyna działać, zaczyna sobie jakoś radzić."


" - (...) A człowiek z brzemieniem winy na barkach szczęśliwy raczej nie będzie,
bo to brzemię z dnia na dzień przybiera na wadze i nie pozwala o sobie zapomnieć.
Jak do cholery ma budować kolejny związek, 
skoro skutki poprzedniego spędzają mu sen z powiek?
Jak niby ma się cieszyć codziennością, 
jeżeli w nią bezustannie wplecione są konsekwencje przeszłości? 
Czy nie trzeba się z nią rozliczyć? Z przeszłością? 
Wyzerować licznik i wtedy dopiero ruszyć bez zbędnego balastu dalej?"


"(...) Związek kolejny charakteryzuje się mianowicie tym,
że tworzą go osoby dotknięte przez los. 
Często niesłusznie skrzywdzone, patrzące na nowego partnera życiowego
przez pryzmat poprzednich doświadczeń i nie do końca zdające sobie sprawę z tego,
jak bardzo przeszłość rzutowała na stan obecny."


"Beata już nie chciała, żeby ktokolwiek, kiedykolwiek od niej odchodził.
Nie chciała już nikogo mieć blisko.
Nie chciała być."


" - (...) Prawda jest najważniejsza. 
Chociaż czasami może się wydawać, wiesz, że niekoniecznie ta prawda wyjdzie na dobre,
że może lepiej pewnych rzeczy nie mówić, bo można się komuś narazić
albo kogoś skrzywdzić, to mimo wszystko warto.
Bo człowiekowi lżej jest na sercu..."


"Problemy jednak mają to do siebie, zwłaszcza niektóre, 
że im więcej człowiek im poświęca uwagi i się o nie martwi, 
litościwie rozwiązują się same, wdzięczne za czas, jaki im poświęcono."


"(...); takie życie w zawieszeniu niczego dobrego ze sobą nie niesie,
chwilami daje złudną nadzieję, że jest jeszcze do czego wracać, 
po chwili spada na łeb ze świadomością, że nie ma już przecież tego, co było."


" - Każdy chyba czasami ucieka. - Wzruszyła ramionami, wykręcając się od odpowiedzi. 
- Pewnym rzeczom nie można dać się dogonić."


"(...) Człowiek ,który nie ma niczego do ukrycia, rozkłada ręce
i daje się bez żadnych protestów kontrolować.
Najwyżej mu przykro z powodu braku zaufania, ale robi wszystko, żeby je odzyskać."


"(...) Liczy się tu i teraz.
Słyszysz czyjś czarujący głos, widzisz głębokie spojrzenie i znikasz."



Tytuł: "Dom samotnych"
Autor: Joanna Kruszewska
Wydawnictwo: Replika
Data wydania: 2017
Oprawa: miękka
Ilość stron: 336
Kategoria: literatura obyczajowa i romans
Moja ocena: 5/10
 
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.

Książka bierze udział w wyzwaniu:

 

18 komentarzy:

  1. Już z recenzji widać, że tych bohaterów jest ciut za dużo. Szkoda, że nie do końca Cię ta historia porwała. Dobrze, że chociaż końcówka dała radę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, bo zapowiadało się, że to będzie bardzo pasjonująca lektura.

      Usuń
  2. Okładka tej książki bardzo przyciąga uwagę. Życiowa tematyka - lubię takie powieści.

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, ze cię nie porwała ta książka. Ja mimo wszystko dałabym jej szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Poza okładką nic nie przemawia do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ładna okładka. Odpuszczę, żeby się z nią nie męczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie, okładka bardzo klimatyczna. Miałam podobnie z książką "Pracownia dobrych myśli". Okładka na 10, treść na 5...

    OdpowiedzUsuń
  7. Połączenie życiowych tematów z ogólnym znużeniem, raczej nie dla mnie. Masz rację okładka jest cudowna.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mimo Twojej neutralnej opinii jednak sięgnęłabym po tę książkę. Lubię powieści, które dotykają normalnych problemów z jakimi każdy z nas może się zetknąć

    OdpowiedzUsuń
  9. Okładka przykuwa uwagę, niestety okładki czasami nas zwodzą... Może nie jest to powieść wybitna, aczkolwiek myślę, że mogłaby się idealnie nadać na jakiś relaks, takie spokojniejsze oderwanie się od własnej rzeczywistości, problemów i stresów codzienności.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czasami takich właśnie książek potrzebujemy, pozwalających na czytelniczy odpoczynek przed trudniejszymi wyzwaniami literackimi. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  11. Raczej nie mam teraz czasu na przeciętne książki :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)