piątek, 20 maja 2016

Niewidzialne granice - K. Jornet




"Na wysokości znikają maski i wtedy widać prawdziwą osobę.
Nie ma możliwości, aby być kimś innym niż tym człowiekiem, którego nosimy w środku 
i którego w wielu przypadkach nawet nie znamy.
Na ośmiu tysiącach metrów wszystko znika, a zostają tylko mięśnie i doświadczenie."


Zawsze szanowałam i podziwiałam ludzi poświęcających prawie całe swoje życie na rozwijanie pasji, ludzi świadomie narażających swoje życie bądź zdrowie w celu osiągnięcia najwyższych szczytów świata. Niekoniecznie dotyczy to alpinistów, ale również pasjonatów przemierzających dżungle, pustynie, nurków chcących zejść jak najbliżej dna oceanu bądź też osoby zbliżające się do najbardziej niebezpiecznych zwierząt świata tzw. łowców. Z jednej strony doceniam ich odwagę, motywację, codzienną walkę z samym sobą, swoim ciałem i swoimi słabościami, chęć zdobycia czegoś niemożliwego. Z drugiej jednak strony nie do końca rozumiem i podzielam ich pasje. Przecież udając się na najwyższe szczyty świata, nurkując w najgłębsze wody czy przemierzając niebezpieczne lasy i pustynie, tak naprawdę naraża się swoje zdrowie, a nawet życie, tym samym zostawiając rodzinę, bliskich, przyjaciół. Natura rządzi się swoimi prawami, nie jesteśmy w stanie przewidzieć pewnych sytuacji, zjawisk. Książka "Niewidzialne granice" pozwoliła mi poznać motywy ludzi uprawiających wspinaczkę wysokogórską, zrozumieć ich pasję, podejmowanie ryzyka oraz poczuć i przeżyć emocje towarzyszące im w przypadku każdej z dokonanych wypraw. 

"Wiesz, czym jest szczęście ?
Prawdziwe szczęście ? 
Nie znajduje się go w chwili, gdy coś osiągasz, kiedy wszystko już przyswajasz.
Nie, czyste szczęście pojawia się dokładnie na moment przed osiągnięciem czegoś, 
w chwili kiedy zdajesz sobie sprawę, że to osiągniesz."

Kilian Jornet jest długodystansowym biegaczem, kolarzem górskim oraz skialpinistą. Ma na swoim koncie wiele dokonanych zwycięstw, a także osiągniętych rekordów w biegach na najwyższe szczyty świata. W 2012 roku Kilian i jego najlepszy przyjaciel, mentor, mistrz - Stephane Brosse podjęli się próby przemierzenia Masywu Mont Blanc. Warunki im sprzyjały, również te pogodowe. Podziwiali przepiękne górskie widoki, doliny, a także wschody i zachody słońca. Jednak w pewnym momencie te niesamowite chwile się ulotniły, kiedy to pod stopami Stephane'a załamał się nawis skalny, powodując jego upadek z dużej wysokości. Kilian na początku nie dopuszczał do siebie myśli o stracie na zawsze swojego wieloletniego kompana, współtowarzysza górskich wypraw. Zastanawiał się, dlaczego on wówczas nie szedł po tamtej stronie, dlaczego on nie stanął w tamtym miejscu, dlaczego nic nie zrobił w danej chwili, nie podał ręki, dlaczego to on nie zginął ? Pragnął znaleźć odpowiedzi za zadawane sobie nieustannie pytania. Zaszył się na kilka dni w jednym ze schronisk, czytał, biegał, uciekał przed piorunami. Starał się poradzić sobie ze śmiercią przyjaciela, a tylko w górach mógł to zrobić, ponieważ to one były jego największą miłością. Dlatego, gdy po jakimś czasie nadarzyła się okazja, aby wyruszyć do Nepalu i poznać jego najodleglejsze zakątki i szczyty, zgodził się od razu. Wraz z dwoma kompanami Thomasem i Aleksandrem przemierzają upalne wioski spowite kurzem, po których przemieszczają się przepełnione autobusy, a następnie tereny porośnięte mnóstwem rododendronów, spotykają ciekawych ludzi mieszkających z dala od zgiełku i gwaru. Rozpoczynają wspinaczkę, która staje się walką ze sobą, swoimi słabościami, pragnieniem, ryzykiem, bólem, zimnem i upałem. Czy osiągną zamierzony cel ?


Uwielbiam książki będące zapisem osobistych doświadczeń, stanowiące w pewnym sensie pamiętnik, w którym ujawniane są nie tylko prawdziwe przeżycia i wydarzenia, ale przede wszystkim opisane są emocje, uczucia, wrażenia. "Niewidzialne granice" to nie tylko opowieść o podejmowanych niebezpiecznych wspinaczkach na najwyższe góry świata, o etapach każdej wyprawy, o niezbędnym sprzęcie, ale między innymi to historia o wyznaczaniu sobie granic, z którymi następnie należy się zmierzyć i próbować je przekroczyć. Kilian Jornet w niesamowity i przejmujący sposób potrafi przekazać swoje emocje, dzielić się swoimi intymnymi i bardzo osobistymi spostrzeżeniami. Przyznaje, że czasami lubi samotność, że tylko w górach odnajduje spokój, tylko tam wśród lodowców, ośnieżonych szczytów może pobyć sam ze sobą. Autorowi zdarza się pisać stylem poetyckim, przepięknie opowiada o odwiedzanych miejscach, zapierających dech w piersiach widokach, zachwycających szczytach. W pewnym momencie zapragnęłam się znaleźć tam wysoko w górach i doświadczyć tych wszystkich uczuć, poczuć tą wolność i radość, móc zrozumieć przeżycia wszystkich alpinistów i miłośników wspinaczki.


"Niewidzialne granice" to książka refleksyjna, pełna mądrych i życiowych przemyśleń i wskazówek, motywująca do działania, zachęcająca do realizacji marzeń oraz podejmowania ryzyka. Uświadamia, że warto walczyć o swoje marzenia, pokonywać lęki i bariery, przekraczać granice, które wydają się nieosiągalne, a także zachęca do odbywania podróży w głąb siebie. Przeczytałam ją w jedno popołudnie i jestem pod jej ogromnym wrażeniem. Ponadto zawiera przepiękne, zachwycające i wyjątkowe zdjęcia. Na pewno sięgnę po kolejną książkę tego niesamowitego biegacza, który doskonale potrafi wpłynąć na zmianę nastawienia do świata i jego postrzegania.


"Życie bez ryzyka nie jest życiem, przynajmniej dla mnie. 
O życie walczy się na granicy.
Batalie wygrywa się na granicach; nauka rozwija się na granicach wiedzy, 
biedni umierają, przekraczając granice, a bogaci bogacą się przy ich tworzeniu.
Wszystko dzieje się blisko granic."


Tytuł : "Niewidzialne granice"
Autor : Kilian Jornet
Wydawnictwo : Sine Qua Non
Rok wydania : 2016
Oprawa : miękka
Ilość stron : 240


Serdecznie polecam !


  Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.


2 komentarze:

  1. Książka pięknie ilustrowana, niestety całkiem nie dla mnie bo ja wręcz odwrotnie nie podziwiam i nie uważam za odważnych ludzi, którzy na własne życzenie/ryzyko podejmują się tak niebezpiecznych rzeczy. Odwaga według mnie polega na zupełnie czymś innym :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)