środa, 17 sierpnia 2016

CALDER. Narodziny odwagi - M. Sheridan




"Gdy na nią patrzyłem, ogarnęło mnie dziwne uczucie, coś niemal jak deja vu, 
jakby ta chwila była wspomnieniem - ale żyjącym nie w mojej pamięci, ale we krwi, 
w każdym włóknie mojego ciała. Była jak reminiscencja czegoś albo wizja. 
A być może mgliste, zapomniane na długo marzenie, które właśnie się ziszczało."


"Calder. Narodziny odwagi" to moje pierwsze spotkanie z twórczością Mii Sheridan i zdecydowanie nie ostatnie. Kiedy otrzymałam książkę, nie mogłam oderwać wzroku od spojrzenia mężczyzny widniejącego na okładce. Oprawa idealnie współgra zarówno z tytułem, jak i zawartością powieści. Przyznaję, że gdy otworzyłam książkę i zapoznałam się z legendą o Wodniku, a potem z pierwszymi kilkoma stronami, trochę się przeraziłam. Mianowicie, przestraszyłam się tego, że została w niej ukazana historia sprzed kilkuset lat, a ponadto, że jest to literatura fantastyczna, a takowych zwyczajnie unikam z różnych względów. Jednak z każdą następną stroną coraz bardziej zaczęłam się zagłębiać w ukazaną opowieść, która pochłonęła mnie bez reszty. Powieść wciągnęła mnie do tego stopnia, że nie chciałam i nie potrafiłam się oderwać. Jeszcze nie zdarzyło mi się, aby czytać jakąkolwiek książkę z tak ogromnym napięciem, zaciekawieniem. Ponadto "Calder. Narodziny odwagi" to nagromadzenie niesamowitych emocji, głęboko przenikających do wnętrza, od których nie można się uwolnić nawet po kilku dniach od zakończenia lektury. 

O czym zatem opowiada książka?

Akadia to apokaliptyczna sekta, której przywódcą jest Hector. Wspólnota zajmuje obszar czterystu akrów. Jej władca mieszka w ogromnym domu ze wszelkimi współczesnymi udogodnieniami, otoczony członkami rady. Natomiast, nieopodal w chatkach wielkością przypominających pokoje, mieszkają zwykli ludzie zwani robotnikami. W jednej z takich chatek mieszka Calder wraz z rodzicami i starszą siostrą - Mayą. Chłopiec przyjaźni się Xandrem, z którym często prowadzi rozmowy, kradnie cukier z leśniczówki lub gra w puszkę. Calder w każdej wolnej chwili opiekuje się siostrą, poświęca jej czas. Ponadto pragnie zostać członkiem rady, dlatego też buduje system nawadniania. Pewnego dnia w Akadii Hector przedstawia swoją wybrankę - kilkuletnią Eden, która po uzyskaniu pełnoletności miałaby zostać jego żoną. Przywódca, który każe nazywać siebie ojcem, informuje zgromadzonych, że po dwóch miesiącach i sześciu dniach od jego ślubu z Eden nastąpi powódź i wszyscy zostaną poprowadzeni do Elizjum - miejsca pozbawionego bólu i cierpienia. Gdy Calder zauważa Eden, nie może oderwać od niej wzroku. Przez lata spoglądają na siebie, obserwują siebie nawzajem, nawiązuje się między nimi niewidzialna nić. Chłopak podkłada w świątyni dla Eden zasuszone kwiaty powoju, a ona zostawia mu w chatce cukierki - irysy. Któregoś dnia dostrzega ją przy źródle, zaczynają rozmawiać, spotykają się po kryjomu. On ją uczy podstawowych rzeczy, a ona przynosi mu przybory do malowania. Zakochują się w sobie, ale niestety nie mogą się ujawnić. Niestety Hector domyśla się, że tych dwoje coś łączy i zaczyna wymierzać Calderowi wszelkiego rodzaju kary. Chłopak wraz z Eden i Xandrem coraz częściej myślą o ucieczce, uwolnieniu się od bezwzględnego przywódcy, któremu przestają ufać i wierzyć w jego słowa. Ponadto chcą poznać świat poza murami Akadii. I pewnego dnia postanawiają opuścić to przerażające miejsce...

Czy Eden, Calderowi i Xandrowi uda się uciec z Akadii? Dokąd się udadzą? Kto postanowi im pomóc? Czego dowie się Calder przez opuszczeniem wspólnoty? Jak zareaguje Hector na nieobecność Eden? Czy będzie próbował odnaleźć swoją wybrankę? Czy będzie próbował się zemścić na Calderze? Czy trójka przyjaciół powróci do Akadii? Czy przepowiednia Hectora się spełni i nastąpi powódź? Jak potoczą się dalsze losy bohaterów?

Książka rozpoczyna się krótką wzmianką dotyczącą legendy o Wodniku. Następnie poznajemy historię opowiedzianą zarówno z perspektywy Eden, jak i Caldera. Ich opowieść zaczyna się od momentu, kiedy byli jeszcze dziećmi nie do końca świadomymi tego, co się dzieje wokół nich. Calder był mądrym, pracowitym i troskliwym chłopcem. Wywodził się z rodziny robotników, którzy każdego dnia ciężko pracowali. Mieszkali w prymitywnych chatkach bez dostępu do elektryczności, bieżącej wody, środków masowego przekazu. Spali na podłodze, kąpali się w rzece, prali ręcznie, nosili ubrania i obuwie, które sami sobie stworzyli. Dzieci pracowników nie otrzymywały cukierków, zabawek. Natomiast Hector mieszkał w luksusowym domu ze wszelkimi nowoczesnymi udogodnieniami. Tylko on oraz członkowie rady mogli wydostawać się na zewnątrz Akadii, podróżować, korzystać z wielu przywilejów. Gdy Eden zamieszkała w domu przywódcy, nie potrafiła się odnaleźć. Miała zaledwie kilka lat, czuła się samotna i przerażona. Nieustannie była pilnowana. Często grała na fortepianie, dzięki czemu choć na chwilę mogła znaleźć ukojenie i nie odczuwać tęsknoty, bólu. Później zaczęła spotykać się z Calderem, z którym połączyło ją głębokie i niezwykłe uczucie. Oboje zdawali sobie sprawę z tego, co może się stać, jeśli ich związek ujrzy światło dzienne. Ale nie mogli i nie potrafili z siebie zrezygnować. Miłość dodawała im sił i odwagi do podjęcia decyzji o ucieczce. Pragnęli być razem i spełnić swoje marzenia. Postanowili zatem walczyć o siebie, swoją miłość, wolność, a przede wszystkim o życie.

Niewątpliwie wątek miłosny Eden i Caldera wywołał we mnie bardzo pozytywne i przyjemne odczucia. Autorka w cudowny i piękny sposób przedstawiła ich uczucie, przyjaźń. Bezgraniczne zaufanie, którym się obdarzają, ryzykowanie własnego życia, poświęcenie się dla drugiej osoby wzbudzały podziw. Ich intymne sceny były subtelne, pełne ciepła, czułości. Eden i Calder połączyła prawdziwa miłość, która jest w stanie pokonać wszelkie przeszkody i przeciwności losu.

Nieustannie w trakcie czytania książki w mojej głowie pojawiała się myśl, dlaczego ludzie przynależą do sekt. Eden i Calder byli dziećmi, zatem nie mieli żadnego wyboru. Jednak, co skłaniało dorosłych do tego, aby dobrowolnie znaleźć się w miejscu odciętym od świata zewnętrznego? Co sprawiło, że zdecydowali się przebywać w tak prymitywnych warunkach? Dlaczego poddali się surowym i bezwzględnym zasadom? Dlaczego tak bardzo wierzyli w słowa i przepowiednie jednego człowieka? Dlaczego godzili się na nazywanie swego przywódcy ojcem? Dlaczego poświęcali swoje zdrowie, a nawet życie? Nie ukrywam, że mnie to przerażało, a jednocześnie było dla mnie niezrozumiałe. Historia ukazana w powieści jest fikcją literacką, ale przecież na świecie od wielu lat istnieją sekty wyróżniające się zasięgiem, charakterem, założeniami, działalnością.

Jestem pod wrażeniem ukazanej fabuły, niebanalnego pomysłu, niezwykle wyrazistych postaci - również tych drugoplanowych, pięknych i ciekawych dialogów, łatwego i prostego stylu. Powieść czytałam z ogromnym zainteresowaniem, nie było ani jednego momentu znudzenia. Akcja toczyła się powoli, co niewątpliwie budowało napięcie. Ponadto przedstawiona historia dostarczyła mnóstwo emocji. Wywołała przerażenie, zaskoczenie, podziw i lęk. Czasami pojawiał się uśmiech na twarzy, a niekiedy łzy napływały do oczu. Nie spodziewałam się, że ta powieść wzbudzi we mnie takie emocje.

"Calder. Narodziny odwagi" to opowieść o prawdziwej miłości, niesamowitej przyjaźni, walce dobra ze złem, niezwykłej odwadze i determinacji, a przede wszystkim o spełnianiu marzeń. Ukazuje także ważny temat dotyczący przynależności do sekty oraz skutki jej opuszczenia. Uświadamia istotę miłości, dzięki której człowiek staje się silniejszy, mocniejszy, piękniejszy. Ponadto pozwala docenić życie, cieszyć się każdą chwilą. To ujmująca i wzruszająca powieść, która na długo pozostaje w pamięci. Prawdę mówiąc, gdy tylko skończyłam czytać tę książkę, od razu sięgnęłam po jej kontynuację "Eden. Nowy początek", bowiem musiałam poznać dalsze losy bohaterów.


"Nie wiedziałam, czy to, co robimy, było dobre, czy złe. Przez całe życie powtarzano mi, 
że nieczystość seksualna jest grzechem. Ale to było czymś tak dalekim od grzechu, 
jak to tylko możliwe. Jak mogło być grzeszne coś, co sprawiało, 
że moje serce przepełniało się miłością do tego silnego, troskliwego, 
cudownego chłopca - człowieka, który nauczył mnie tylu wspaniałych, pięknych rzeczy? 
Jak mogło być grzeszne coś, co było najszczęśliwszą chwilą w moim życiu? 
Czy bycie tak szczęśliwym naprawdę może być złe? Nie mogłam w to uwierzyć."




Tytuł : "CALDER. Narodziny odwagi"
Autor : Mia Sheridan
Wydawnictwo : Septem
Rok wydania : 2016
Oprawa : miękka
Ilość stron : 376

Serdecznie polecam!


 Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej HELION.

8 komentarzy:

  1. A mnie niestety książki tej autorki niezbyt podchodzą :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na dzień dzisiejszy przeczytałam dwie i mam ochotę poznać kolejne :)

      Usuń
  2. Ja już kończę druga część.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już przeczytałam drugą część :)

      Usuń
  3. Czytałam jedną powieść tej autorki, bardzo mi się podobała - Bez słów. Co do tej serii mam zamiar się skusić, ale kiedy ją poznam, nie mam pojęcia.

    Pozdrawiam serdecznie i od razu zapraszam na rozdawajkę . :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bez słów" jest na mojej liście książek, które muszę przeczytać :)

      Usuń
  4. Jestem ciekawa tej książki, więc dobrze, że mam już ją na swojej półce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka bardzo wciągająca i trzymająca w napięciu :)

      Usuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)