środa, 12 kwietnia 2017

"Zginęła mi sosna" - Katarzyna Ryrych




"Są ludzie, którym życie układa się automatycznie, przyszło jej na myśl. 
Wszystko idzie gładko i sprawnie, bez niespodzianek.
Żenią się, wychowują dzieci, potem wnuki, obchodzą rocznice ślubów,
pogrzebów, urodzin, gromadzą pamiątki i fotografie 
i potrafią jasno określić, czym jest szczęście...
A nasz dom zawsze przyciągał burze, katastrofy, niewytłumaczalne sytuacje."


Po powieść "Zginęła mi sosna" sięgnęłam zarówno ze względu na przyciągającą wzrok okładkę, wyróżniającą się wiosenną i intensywną kolorystyką oraz intrygujący opis, sugerujący poniekąd przyjemną, a także owianą aurą tajemniczości lekturę. Ponadto niesamowicie zaciekawił mnie jej tytuł, kompletnie nie wiedziałam, czego mogę się spodziewać po niej, a także jaką zagadkę skrywa. To też moje pierwsze spotkanie z piórem autorki. Owszem, słyszałam co nieco na temat pisanych przez nią książek, ale to owa pozycja mnie najbardziej zainteresowała i postanowiłam właśnie od niej rozpocząć mą przygodę z twórczością pisarki. Zapraszam na moją recenzję.

Katarzyna Ryrych (ur. 1959) - pisarka, malarka, tłumaczka z języka angielskiego (ze specjalizacją militarną). Zadebiutowała w 1981 roku tomikiem poezji Zapiski pewnej hipiski. Od tamtej pory wydała kilkanaście książek dla młodzieży i dorosłych. Nie są to jednak błahe historie obyczajowe, ale mądre, pogłębione psychologicznie opowieści zakorzenione w naszych codziennych lękach i obawach. Opowiadająca o 10-letnim chłopcu chorym na raka książka Siedem sowich piór była nominowana  do tytułu Książki Roku 2009 polskiej sekcji IBBY. W 2011 roku Katarzyna Ryrych Wyspą mojej siostry (opowieść o rodzinie, w której jedna z dorastających sióstr ma zespół Downa) wygrała prestiżowy Konkurs Literacki im. Astrid Lindgren. Największy rozgłos przyniósł jej jednak Król - historia chłopca, którego rodzina z dnia na dzień zmienia swój status społeczny i z luksusowego, strzeżonego osiedla, trafia do starego bloku. Patryk jest pozostawiony sam sobie, lecz w końcu znajduje mentora, który pomaga mu odnaleźć się w nowej rzeczywistości. W 2017 roku ukazały się: Zginęła mi sosna oraz Życie motyli. Pisarka ma dwóch synów. Mieszka w Krakowie. Maluje, gra na wiolonczeli i fortepianie. Kocha zwierzęta, podróże i dobre książki. (źródło: www.wydawnictwoliterackie.pl, www.wydawnictwomg.pl)

Matylda Grawicz-Roedlich to siedemdziesięcioletnia kobieta mieszkająca w rodzinnym domu wraz ze swoją wnuczką Bisią, której rodzice od dłuższego czasu przebywają za granicą, dokąd wyjechali głównie w celach zarobkowych. Życie starszej pani od wielu lat przybiera ten sam kształt i kierunek. Pewnego dnia w domu zjawia się - jak zwykle bez zapowiedzi - jej starsza siostra - Julia, z którą nigdy nie miała najlepszych relacji. Matylda nie jest zachwycona przyjazdem kobiety, a wręcz jej przybycie wprawia ją w przygnębienie i przywraca niemiłe wspomnienia. Bisia również nie jest zadowolona, bowiem nie darzyła sympatią siostry babci. Julia całymi dniami przesiadywała w swoim pokoju na piętrze, nie opuszczała go, wołała i wysuwała żądania, gdy potrzebowała jakichś rzeczy, które trzeba było dostarczyć jej pod same drzwi. Odwiedzała ją niejaka Marlena, którą Julia uczyła dykcji i ruchu scenicznego. Matylda uważała, że młoda kobieta ma niekorzystny wpływ na jej siostrę i zdecydowanie była przeciwna owym wizytom. Któregoś dnia stan zdrowia Julii ulega pogorszeniu i trafia ona do szpitala psychiatrycznego, na jaw wychodzą też jej problemy z alkoholem... Tymczasem Matylda postanawia przelać na papier swoje bolesne życie i przesłać zapiski na konkurs literacki organizowany przez znane czasopismo...  

Główną bohaterką jest wspomniana Matylda, to właśnie z jej perspektywy - przy zastosowaniu narracji trzecioosobowej - poznajemy losy całej rodziny. Siedemdziesięciolatka to kobieta zakompleksiona, niepewna siebie, niezbyt urodziwa, niewykształcona, serdeczna, pomocna, spragniona prawdziwej miłości, spokoju i szczęścia, przepełniona tęsknotą za ojcem. Przez całe życie czuła się tą drugą, żyła najpierw w cieniu siostry, a potem męża. Z Julią zawsze walczyła dosłownie o wszystko, nawet o uwagę matki, z czasem męczyły ją ciągłe słowne przepychanki. Dla siostry zawsze była "wypirzeńcem", w młodości nazywano ją "Panią Szczur". Nie miała nigdy przyjaciółki, powierniczki, koleżanki, aczkolwiek mogła polegać na ojcu, który zawsze stawał w jej obronie, którego bardzo kochała i była silnie z nim związana oraz cioci Krystynie, która udzielała jej rad i dawała wsparcie w trudnych chwilach. Długo też zabiegała o uwagę Tadeusza, który podkochiwał się w Julii. Jednak kiedy to właśnie Matyldzie się oświadczył, ta była ogromnie szczęśliwa. Niestety z biegiem czasu, lat zaczęła dostrzegać dzielące ich różnice, zauważyła, że nigdy mu nie dorówna, choćby bardzo się starała. Była gospodynią domową, zajmowała się domem, opiekowała się dwójką dzieci. Ponadto przyjmowała gości męża, którzy jej nie zauważali, usługiwała Tadeuszowi, który od niej wiele wymagał, nie dając nic od siebie. Nigdy jej nie komplementował, nie mobilizował (tak jak jej ojciec), krytykował ją, nie rozumiał jej zainteresowań, wykazywał niezadowolenie, kiedy ta chciała pójść do pracy, w kółko powtarzał tylko, że najważniejsze są: naturalność, skromność i prostota. Matylda po prostu żyła w jego cieniu, a dodatkowo nieustannie wysłuchiwała krytyki i nieskończonych uwag teściowej. Zadręczała się myślami i pytała samą siebie, dlaczego nie może zwyczajnie zaznać szczęścia, dlaczego jej życie pozbawione jest miłości, dlaczego jest takie smutne i monotonne, dlaczego poddała się temu wszystkiemu, dlaczego tak bardzo skupiała się na relacjach z siostrą czy nieudanym małżeństwie, tym samym zapominając o sobie i swoich potrzebach, pragnieniach i marzeniach. Czy Matylda odzyska zatem równowagę? Czy uda się jej wyjść z cienia starszej siostry? 

W powieści istotną rolę odgrywają również: Julia, Tadeusz oraz Bisia. Julia Grawicz to aktorka dramatyczna, od zawsze uważana za kobietę piękną, fascynującą, zdolną, mądrą, kochaną i uwielbianą. Przede wszystkim była osobą niezależną, robiła co i kiedy chciała. Wyjeżdżała bez słowa, bez pożegnania i wracała bez zapowiedzi, obdarowując wówczas bliskich wspaniałymi prezentami. Nie omieszkała oczywiście podokuczać Matyldzie i pokazać swej wyższość nad siostrą. Nie liczyła się ze zdaniem kogokolwiek, nawet będąc dzieckiem. Matka zawsze stawała po jej stronie, dopiero z czasem Matylda dowiedziała się dlaczego. Po wielu latach okazało się, że Julia nie była jednak taka idealna, dopuściła się zdrady, pewność siebie ją zgubiła, przestała radzić sobie z przeszłością i emocjami, zatapiając smutki i porażki w alkoholu. Pod twardą skorupą skrywała się zatem zraniona kobieta. Natomiast Tadeusz Roedlich był człowiekiem wykształconym (tytuł doktora), dumnym, aroganckim, pewnym siebie,  skupiającym się na sobie i swoich umiejętnościach, osiągnięciach oraz swej karierze. Przede wszystkim jednak był mężczyzną nieuczciwym, wygodnym i egoistycznym. Nie ukrywam, że nie obdarzyłam go sympatią, według mnie był zwykłym tchórzem. Jedyną osobą, która wprowadziła troszkę optymizmu w domu Matyldy była jej wnuczka - Bisia. Dziewczynka motywowała babcię do pisania i podzielenia się swą historią, wspierała ją w tym pomyśle, wierzyła w jej możliwości, dawała nadzieję oraz pomagała, kiedy wymagała tego sytuacja. Bisia uwielbiała również zadawać pytania, czasem dziwne, niekiedy zbyt intymne, a innym razem wprawiające w niemałe zakłopotanie. Przyznaję, że jej pytania całkowicie mnie rozwaliły. Wynotowałam ich kilka, ale przytoczę tylko dwa: "Ale co mrówki mają z życia?" lub "Babciu, dlaczego dorośli lubią, jak się kogoś morduje?". 

Nie ukrywam, że mam ambiwalentne uczucia po lekturze owej książki. Z jednej strony bowiem powieść wyróżnia się oryginalną i pełną tajemnic fabułą, która od pewnego momentu nawet mnie wciągnęła i wzmogła ciekawość, a także sprawiła, że z wnikliwością śledziłam losy głównej bohaterki i pragnęłam poznać zakończenie tejże historii, które ostatecznie mnie zarówno zaskoczyło, ale poniekąd też rozczarowało. Wyobrażałam sobie zupełnie inny koniec owej opowieści. Bohaterowie zostali bardzo dobrze wykreowani, dokładnie poznajemy ich życie, relacje rodzinne, porażki i sukcesy, popełniane błędy i dokonywane wybory. Ponadto napisana jest pięknym i bogatym, a jednocześnie zrozumiałym językiem. Aczkolwiek z drugiej strony odniosłam wrażenie lekkiego chaosu, w powieści przeplatała się teraźniejszość z przeszłością, nie przeszkadzałby mi ten zamysł, gdyby nie sposób jego poprowadzenia, dlatego momentami gubiłam wątek. Zdarzało się, że nie potrafiłam się odnaleźć w ukazanej historii, być może nie skupiłam się należycie i stąd moje odczucia... Poza tym nieustannie czułam smutek, współczucie, przygnębienie. Bez wątpienia jest to powieść poruszająca trudne i bolesne zagadnienia, skłaniająca do refleksji i zawierająca niejedno przesłanie, a także piękne i wartościowe myśli i cytaty. Jednak - bynajmniej w moim odczuciu - to nie jest opowieść, która zapada na długo w pamięć i do której mogłabym ponownie kiedyś powrócić. Zapewne za jakiś czas po prostu o niej zapomnę...

Podsumowując, "Zginęła mi sosna" to słodko-gorzka powieść o odkrywaniu siebie i własnych pragnień, poszukiwaniu własnej drogi, zmaganiu się z przeszłością, wychodzeniu z cienia drugiego człowieka, tajemnicach rodzinnych, o tęsknocie, miłości, zazdrości, zdradzie, radzeniu sobie z utratą bliskich osób, godzeniu się z losem, a także o podejmowaniu małych kroków zmierzających do wyzwolenia się z bolesnej i dramatycznej przeszłości oraz osiągnięcia spełnienia i długo wyczekiwanego wewnętrznego spokoju. Polecam.


Cytaty:

"(...) - Ale nigdy nie jest za późno, aby coś zmienić."


" - Wspominanie to jak rozdrapywanie ran - westchnęła ciotka. - Czasami bardzo boli."


"(...) - Dusze ludzkie. One też chorują, chociaż na zewnątrz tego nie widać."


" - Człowiek sam kieruje swoim życiem - ciągnął ojciec - i dopóki żyje, 
jest w stanie coś zrobić, choćby nawet była to najmniejsza z rzeczy."


"(...) - Ale słońce świeci dla wszystkich, trzeba tylko umieć wyjść z cienia."


" - Kiedy odbywają się regaty - powiedziała - zdarza się, że jeden jacht zabiera wiatr drugiemu.
Wtedy ten drugi musi wyjść z cienia... 
to znaczy wyjść poza przestrzeń rzucaną przez żagiel tego pierwszego. 
Wtedy odzyskuje wiatr."


"Przegrywam - pomyślała. - Teraz też przegrywam. 
Traktuję wszystko zbyt serio, ale nie potrafię inaczej. 
Dlatego całe życie będę tym,
kim jestem, i nikim innym."


" - Ciociu - szepnęła. - Dlaczego u mnie wszystko jest zawsze takie skomplikowane?
(...)
- Czasami tak jest, kiedy zaczniemy nie od tej strony - powiedziała. - 
- Jeden fałszywy krok często decyduje o całym życiu."


"(...) Dusza to zdolność odczuwania miłości i współczucia,
a czasami również nienawiści."


"(...) Chodzę, oddycham i jem - pomyślała któregoś wieczoru - 
- ale nie jestem pewna, czy jestem żywa."




Tytuł: "Zginęła mi sosna"
Autor: Katarzyna Ryrych
Wydawnictwo: MG
Data wydania: 2017
Oprawa: miękka
Ilość stron: 272
Moja ocena: 7/10

  
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG.


 Książka bierze udział w wyzwaniu:


6 komentarzy:

  1. Jeśli się na nią natknę w bibliotece to wypożyczę i przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam twórczości autorki. Poruszane tematy wydają się interesujące, ale nie wiem czy sięgnę po tę książkę. Cytaty rzeczywiście są wartościowe i piękne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było moje pierwsze spotkanie z piórem autorki, ale pewnie nie ostatnie... Chciałabym przeczytać jeszcze "Życie motyli". Cytaty są piękne... Gdybyś jednak postanowiła sięgnąć po ową książkę, to podziel się proszę wrażeniami. Ciekawa jestem, jak Ty odbierzesz tę powieść :)

      Usuń
  3. Zazwyczaj długo zapamiętuje książki, które wywołują ambiwalentne uczucia. Jestem na tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z tym jest bardzo różnie... Zazwyczaj zapamiętuję znakomite książki oraz te, które wywarły na mnie negatywne emocje :)
      Czekam zatem na Twą opinię :)

      Usuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)