niedziela, 6 listopada 2016

Ostatni dzień roku- K. Misiołek




"(...) Czasem ogarniały mnie takie ponure, pełne goryczy wizje - czułam, że wszystko to,
co nas spotyka, to tylko rządzący się własnymi prawami przypadek
niemający nic wspólnego z żadną karmą, losem czy przeznaczeniem.
Idziesz w prawo - wpadasz pod rozpędzony autobus,
idziesz w lewo - spotykasz faceta swojego życia.
Stoisz w miejscu - spada ci na głowę cegła, 
ruszasz - wpadasz na największego wroga.
Wszystko wydawało mi się takie upiornie pochrzanione, 
pozbawione jakiegokolwiek znaczenia, ponure." "


"Ostatni dzień roku" to moje drugie spotkanie z piórem Katarzyny Misiołek. Pierwszą przeczytaną przeze mnie książką autorki była "Niekochana", którą wspominam bardzo pozytywnie i z pewnym sentymentem. Krótka opinia o niej (tutaj - z dzisiejszej perspektywy uważam, że trochę nieudolna) była jedną z pierwszych, jaka pojawiła się na początku działalności mojego bloga. Trafiłam na nią przypadkiem w bibliotece i tak bardzo spodobał mi się styl pisania autorki, że postanowiłam poznać pozostałe jej książki. Ponieważ "Ostatni dzień roku" nie była dostępna w bibliotece w moim mieście, zdecydowałam, że ją kupię. To było kilka miesięcy temu. Niestety przez jakiś czas nie mogłam nigdzie trafić na tę powieść w normalnym formacie. Dlatego też skusiłam się na nią w wersji pocket (nie przepadam za bardzo za takowymi, ale zależało mi bardzo na tej książce). Jakie wrażenia wywarła na mnie ta publikacja? Czy moje kolejne spotkanie z twórczością pisarki było równie udane? Zapraszam na moja opinię :)

Katarzyna Misiołek - krakowianka, rocznik 1974. Z wykształcenia filolog polski, absolwentka Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie. Przez kilka lat mieszkała w Rzymie, który od tej pory jest szczególnie bliski jej sercu. Po powrocie do kraju rozpoczęła współpracę z kilkoma wydawnictwami prasowymi, wcześniej bywała tłumaczką, radiową pogodynką i hostessą. Interesuje się turystyką, psychologią, medycyną niekonwencjonalną i tarotem. Uwielbia kino i literaturę grozy. W wolnych chwilach pisuje krótkie horrory, które upycha później po szufladach, względnie wrzuca do folderów swojego przemęczonego laptopa. (źródło: www.muza.com.pl)
W wydawnictwie MUZA dotychczas ukazały się trzy jej powieści: "Niekochana" (2014), "Ostatni dzień roku" (2015) oraz "Dziewczyna, która przepadła" (2016).

"Ostatni dzień roku" to opowieść ukazana z perspektywy Magdy, która w sylwestrowy wieczór, szykując się na imprezę, otrzymuje wiadomość, że jej starsza siostra Monika zaginęła. Kobieta wyszła na chwilę z domu i nie wróciła, nie dała znaku życia, nie kontaktowała się z rodziną, znajomymi. Jej mąż - Jakub nie wiedział, co mogło się stać, choć w jego głowie pojawiały się coraz to nowe scenariusze zniknięcia żony (porwanie, ucieczka, próba samobójcza). Byli bardzo szczęśliwym, kochającym się i udanym małżeństwem od sześciu lat. Owszem, w ich życiu miało miejsce dramatyczne wydarzenie (o którym najbliższa rodzina nie miała pojęcia), ale Kuba był przekonany, że sytuacja z przeszłości nie miała wpływu na zaginięcie Moniki. Magda i Jakub zgłosili zniknięcie kobiety na policji, ale także poszukiwali jej na własną rękę, wieszając plakaty, kursując po różnych miejscach, spacerując ulicami miast, odwiedzając kluby i bary (również burdele w Niemczech), a nawet sekty. Z czasem historią zaginięcia młodej mężatki zaczęły interesować się media, pojawiały się spekulacje, oskarżenia, żądania okupu, wychodziły na jaw pewne rodzinne tajemnice. Jednak mijały miesiące, a nawet lata, a Monika nadal nie wracała...

Co tak naprawdę wydarzyło się ostatniego dnia roku? Jakie tajemnice z przeszłości skrywała rodzina Moniki? Czy udało się odnaleźć kobietę? Czy Monika wróciła do domu? Jak potoczyły się dalsze losy rodziców zaginionej, siostry Magdy oraz męża Jakuba?

Najpierw zawrę kilka słów na temat okładki, która jest po prostu przepiękna i idealnie wkomponowuje się w jesienną aurę. Jestem urzeczona jej kolorystyką - kilkukrotnie przy okazji recenzji innych książek - ujawniałam, że kolory tj. miodowy czy brązowy (wraz z ich odcieniami) to moje ulubione barwy. Oczywiście, na okładce widnieje piękna kobieta, a także niezbędny, jesienno-zimowy zestaw, a mianowicie herbata, najlepiej z miodem, cytryną i cynamonem oraz pomarańcze i goździki, które niezaprzeczalnie kojarzą mi się ze świętami. Muszę przyznać, że niewątpliwie zmyliła mnie oprawa powieści. Bowiem wnioskowałam po niej, że będę miała do czynienia z lekką, obyczajową powieścią z romansem w tle. Okazało się, że bardzo się myliłam. "Ostatni dzień roku" to powieść nie należąca do łatwych, przyjemnych, romantycznych czy relaksujących.

Książka porusza niezwykle ważne i istotne tematy, dotyczące nagłego zaginięcia bliskiej osoby oraz prób radzenia sobie z jej zniknięciem, a także z ogromną niewiadomą i niewiedzą, co mogło się stać i dlaczego. Najbliżsi nieustannie zadają sobie pytania, na które niestety nie znajdują odpowiedzi. Najgorsze jest to, że muszą jakoś żyć z tą wiadomością i brakiem ukochanej osoby. Ludzie ci bardzo cierpią, nie radzą sobie z emocjami, nie potrafią odnaleźć się w zaistniałej, nowej dla nich sytuacji, prowadzą poszukiwania, które nie naprowadzają ich na żaden ślad. Momentami rezygnują, są bezsilni. To doprowadza ich do pewnych nierozumianych przez nich samych zachowań. Postępując w taki, a nie inny sposób, chcą zatrzeć wspomnienia, pragną chociażby na chwilę skupić się na własnych potrzebach i zapomnieć, że najbliższa im osoba przepadła bez wieści. Przyjmują wiele rozwiązań, ucieczkę z kochankiem (kochanką), porwanie dla okupu, samobójstwo. Jedni zachowują się tak, jakby zaginiona osoba po prostu wyjechała i miała niedługo wrócić, tym samym unikają tematu. Inni starają się w jakikolwiek sposób dowiedzieć się, co mogło się wydarzyć w dniu zaginięcia, jaki mógł być tego powód i gdzie może przebywać ukochana osoba. Docierają zatem do jasnowidzów, których proszą o pomoc, wierząc poniekąd w każde usłyszane od nich słowo, dające nadzieję. Są też tacy, który po kilkumiesięcznej nieobecności zaginionej, sądzą, że ona już nie żyje. Mijają miesiące, nadal nie ma żadnych wieści i wówczas dociera do nich, że muszą przecież jakoś dalej funkcjonować, wstawać rano, pracować, ułożyć sobie z kimś życie, po prostu zacząć normalnie żyć. Jednocześnie niezmiennie mając nadzieję, że nadejdzie w końcu taki dzień, kiedy najbliższa osoba się odnajdzie i wróci do domu, rodziny, przyjaciół.

Jak już wspomniałam, cała historia opowiedziana jest z perspektywy Magdy, która po zaginięciu siostry zmienia swoje życie (niekoniecznie na lepsze) i podejmuje wiele prób poradzenia sobie z jej utratą. Nie zawsze postępuje tak, jak powinna, mając tego świadomość. Podejmuje pewne kroki, które według niej, mają jej pomóc w uporaniu się z dramatem. Rozstaje się z chłopakiem, zmienia pracę i mieszkanie, spotyka się z przypadkowymi mężczyznami, przestaje o siebie dbać. Nieustannie odczuwa ból i niepokój. Z czasem uświadamia sobie, jak bardzo brakuje jej kogoś, kto pomógłby jej przejść przez trudny czas, zaopiekować się nią i obdarzyć uczuciem.
Jakub - mąż Moniki również kompletnie sobie nie radzi ze stratą żony. Ponadto musi również wysłuchiwać wszystkich negatywnych na jego temat komentarzy i oskarżeń wysuwanych pod jego adresem przez sąsiadów, obcych ludzi, którzy są przekonani, że to on miał coś wspólnego z zaginięciem młodej kobiety. Po kilku miesiącach dociera do niego, że nie jest w stanie odnaleźć Moniki, to jak "szukanie igły w stogu siana". Pragnie bliskości, zmiany otoczenia, a któregoś dnia postanawia poniekąd zamknąć pewien przykry rozdział w swoim życiu.
Rodzice Moniki i Magdy bardzo przeżyli zniknięcie starszej córki, ale każdy z nich na swój sposób. Matka od razu rozpoczęła wędrówki do kilku wróżbitów, w celu uzyskania jakichkolwiek informacji naprowadzających na ślad Moniki. Każdy z nich karmił ją różnymi nowinami, ale przede wszystkim dawał nadzieję, której tak bardzo potrzebowała. Wierzyła, że jej córka wróci. Natomiast ojciec początkowo unikał rozmów na trudny temat, a po kilku miesiącach nieobecności Moniki, przyjął wersję, że kobieta nie żyje. Nawet uświadamiał innych, że tak jest. Zamknął się w sobie i cały czas poświęcał pracy zawodowej. Każdy z bohaterów przeżywał zatem rodzinną tragedię na swój sposób.

Powieść napisana jest nieskomplikowanym i wyrazistym stylem oraz prostym i łatwym w odbiorze językiem. Pozycja ta na pewno wprowadza w melancholijny i smutny nastrój ze względu na podjęte w niej zagadnienia. Rzadko kiedy na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Głównie przeważały uczucia przygnębienia, współczucia, żalu, a także chwile wzruszenia. Niestety muszę przyznać, że bywały momenty, kiedy odczuwałam znudzenie i zmęczenie, tym samym przerywając lekturę książki. Powieść jest niewątpliwie monotonna, nie zawiera żadnych zwrotów akcji, tempo jest powolne i tak naprawdę nic się nie dzieje. Pierwsze dwieście stron niesamowicie mi się dłużyło. Wówczas uświadomiłam sobie, że pewnie do końca książki po prostu nic się nie wydarzy, że cały czas będą opisywane przeżycia i emocje bohaterów, w związku z zaginięciem bliskiej im osoby. Wtedy też zaczęłam czytać tę powieść z innym nastawieniem i kolejne dwieście stron pochłonęłam w jedno popołudnie.

"Ostatni dzień roku" to opowieść o zaginięciu bliskiej osoby, o bólu, rozpaczy, lękach, tęsknocie, życiu w niepewności, o nadziei, poszukiwaniach, relacjach rodzinnych, tajemnicach z przeszłości, a także odnajdywaniu siebie w dramatycznej sytuacji. To powieść poruszająca, emocjonalna, sentymentalna, niezwykle życiowa i prawdziwa, skłaniająca do refleksji oraz uświadamiająca, jakie doznania i emocje towarzyszą wszystkim tym, którzy doświadczyli tragedii, jaką bez wątpienia jest zaginięcie ukochanej osoby.


Cytaty:

"(...) Pomyślałam, że udawanie kogoś, kim się nie jest, to całkiem dobra zabawa. 
Spodobała mi się myśl, że od tej pory będę mogła w każdej chwili uciec w świat kogoś, 
kim nigdy wcześniej nie byłam... 
W świat innej, nowej Magdy, która nigdy nie miała starszej siostry 
i przez ten jeden magiczny moment wcale za nią nie tęskni."


"(...) Ludzi lubiłam smutnych... Z ich oczu można było wyczytać setki historii. 
Lubiłam je wymyślać, kochałam się zastanawiać, co mogło im się przytrafić. 
Roześmianych unikałam - szczęście drażniło mnie tak, 
jak sąsiadów rodziców przerażał ich smutek."


"Świt był ciepły, ubrany w jasnoróżową poświatę. 
Pomyślałam, że świat jest urządzony na zasadzie brutalnego kontrastu 
- piękno zderza się z najohydniejszą brzydotą, okrucieństwo z miłosierdziem, 
dramat z banalną farsą."


"(...) Nie chciałam się przyznać nawet przed sobą samą, ale chyba miałam ochotę się zakochać.
Brakowało mi kogoś, kto by mnie przytulił, pocieszył, skłamał,
że jeszcze wszystko będzie dobrze.
Brakowało mi seksu, męskich dłoni na nagim ciele, szeptów w atramentowej ciemności nocy." 


"(...) Zaczynałam się dusić, a to był znak, że trzeba ruszyć naprzód...
Może ze mną było coś nie tak, a może cała sytuacja z Moniką tak się odbijała na tym,
co robię? Może potrzebowałam zmian, musiałam czuć,
że moje życie idzie do przodu chociaż na zawodowym gruncie?
Stagnacja w sprawie siostry, to mroczne zawieszenie w niepewności, 
które od ponad roku było moją codziennością - może to właśnie sprawiało, 
że tak się szarpię? - pomyślałam." 



Tytuł : "Ostatni dzień roku"
Autor : Katarzyna Misiołek
Wydawnictwo : Muza
Rok wydania : 2016
Oprawa : miękka (pocket)
Ilość stron : 448


Miłego dnia


4 komentarze:

  1. Jestem zainteresowaną tą pozycją, nawet bardzo. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm... Wiedząc o tym, że książka musi być naprawdę dobra, żebym ją całą przeczytała - jeszcze się chyba zastanowię. Już tak mam, że jak pierwsze strony mi nie podejdą, to jakby nie było dobre zakończenie, nie mam ochoty na czytanie :/

    OdpowiedzUsuń
  3. To raczej nie moje klimaty. Bardzo ładne zdjęcie Ci wyszło;)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)