piątek, 26 maja 2017

"Białe noce" - Marika Krajniewska




"(...) Moja wojna jest głucha. Nie słucha nic, a nic. 
Tylko się szczerzy i odbija jej się moimi niegdyś podjętymi decyzjami.
To ta wojna, moja własna, jest najstraszniejsza.
A ty jesteś w tej wojnie wrogiem, brat."


Nadszedł ten dzień... Zasiadłam do podzielenia się z Wami moimi wrażeniami po lekturze jednej z najlepszych książek w moim dotychczasowym życiu... Otwieram pusty dokument... Patrzę w migający kursor... I nie wiem, co mam napisać... Mimo że w mojej głowie tłoczy się milion myśli... Nie jestem w stanie złożyć sensownego zdania... Nie potrafię połączyć odpowiednich literek, aby stworzyć tym samym piękne słowa... Mam świadomość, że czegokolwiek bym nie napisała, to - choćbym bardzo chciała - nie dam rady odzwierciedlić moich uczuć, przelać na papier tego, co siedzi gdzieś głęboko we mnie od paru dni... Postaram się ułożyć kilka zdań, aby zachęcić do lektury owej prozy. Choć w tym przypadku moje słowa są zbędne. Sądzę, że w zupełności wystarczyłyby cytaty... Już takowe spisując, łzy spływały mi po policzkach, bo wracały do mnie wszystkie sceny ukazane w powieści... Musiałam przerwać pisanie, nabrać dystansu do poznanej historii, do towarzyszących mi emocji... Wróciłam następnego dnia... I cóż... Znów to samo... Znów potoki łez... Spróbuję, aczkolwiek nie wiem, czy mi się uda...

Marika Krajniewska - współczesna pisarka i scenarzystka, założycielka wydawnictwa Papierowy Motyl. Jej książki są porównywane do twórczości A. Munro czy P. Modiano. Pisze przede wszystkim o relacjach międzyludzkich oraz o poszukiwaniu miłości tam, gdzie wydawałoby się, że jej nie ma. Autorka m.in.: "Papierowego Motyla", "Zapachu malin", "Za zakrętem", "Pięciu", "Okna" oraz "Schroniska". (źródło: okładka książki "Białe noce")

Ola to studentka z Warszawy, która od jakiegoś czasu przebywa na stypendium w Sankt Petersburgu. Tam poznaje Siergieja. Spędzają ze sobą mnóstwo czasu. On darzy ją głębokim uczuciem, nieustannie zastanawia się, jak potoczą się ich losy po powrocie Oli do Polski. Jego głowę każdego dnia zaprzątają podobne myśli i dręczące go ciągle nasuwające się pytania. Czy nadal będą razem? Czy ich miłość przetrwa? Czy odległość ich nie rozdzieli? Ona jest skryta, zdystansowana, spokojna. Im bliżej do końca pobytu studentki w Petersburgu, tym Siergiej jest coraz bardziej przygnębiony, smutny i powoli rodzi się w nim tęsknota za wspólnymi chwilami. Oboje jednak nie są świadomi tego, jak pewne jedno nieoczekiwane spotkanie odmieni na zawsze ich życie. Ola powoli szykuje się do powrotu do ojczystego kraju, zostało zaledwie parę dni. Tymczasem rodzice Siergieja zapraszają go z narzeczoną na pożegnalną kolację. Nagle w domu rodzinnym zjawia się jego brat - Aleksander, który właśnie wrócił z wojny w Czeczenii. Mężczyzna nie może oderwać wzroku od pięknej i młodej dziewczyny... On również nie jest jej obojętny... 

"Białe noce" to powieść niezwykle esencjonalna, przepełniona morzem uczuć. Już po zaznajomieniu się z pierwszą jej stroną i treścią listu napisanego przez głównego bohatera, kierowanego do jego brata, w mych oczach wezbrały łzy, które stopniowo  i nieprzerwanie spływały po policzkach. Nie mogłam ich powstrzymać, nie nadążałam ich ocierać. Sięgając po ową powiastkę, spodziewałam się prostej, wręcz banalnej, lekkiej historii o miłości. Nie byłam kompletnie przygotowana na to, co zastałam. Nie sądziłam, że doświadczę tak niesamowitych emocji, poznam piękną, ale jakże bolesną opowieść. Nie myślałam, że w pewnym momencie całkowicie się rozsypię i ciężko mi będzie się poskładać. Powieść ujęła mnie dosłownie pod każdym możliwym względem, począwszy od oryginalnej i nieprzewidywalnej fabuły, po ukazanie w niebywały sposób uczuć głównego bohatera, a kończąc na pięknym, bogatym i czarującym języku. Dwukrotnie poddałam się lekturze owej książki i za każdym razem miałam podobne odczucia. To wyjątkowa, piękna w swej prostocie historia, od której nie można się oderwać. Ona pochłania, wciąga, wymaga koncentracji i zadumy. Najlepiej delektować się nią w ciszy i spokoju, aby dokładnie wyłuskać to, co jest między wierszami. Nie ukrywam, że zdarzało się, że musiałam kilkukrotnie przerwać czytanie, aby na spokojnie i w skupieniu przeanalizować pewne fragmenty. Mnóstwo myśli kłębiło się w mej głowie, me serce nie raz było rozdarte, a całe ciało przeszywał potworny ból. Brakuje słów...

Historia opowiedziana jest z perspektywy głównego bohatera - Siergieja. Zastosowano narrację pierwszoosobową, co po pierwsze - było znakomitym pomysłem, a po drugie - pozwoliło precyzyjnie zapoznać się z uczuciami mężczyzny. Z niebywałą skrupulatnością przyglądałam się jego myślom, poczynaniom. Jak ten człowiek mocno kochał, jak bardzo cierpiał, jak bardzo przepełniony był żalem i tęsknotą... Pragnął ponownie zaznać tego, co wymknęło mu się niespodziewanie z rąk, a zarazem z życia. To jest nie do opisania, tego nie da się ubrać w odpowiednie słowa... To trzeba przeżyć... Poruszyły mnie pisane przez niego listy do Aleksandra. Z każdym kolejnym było coraz trudniej, cierpiałam wraz z nim... Urzekły mnie jego wspomnienia dotyczące czasów dzieciństwa, relacji z rodzicami i bratem, a nawet z sąsiadami zajmującymi z nimi wielorodzinne lokum oraz znajomości z pewną staruszką. Wzruszyła mnie jego ogromna miłość, jaką obdarzył studentkę z Polski... Chciałabym móc napisać więcej, ale nie mogę, bowiem musiałabym ujawnić zbyt wiele faktów z życia Siergieja, Aleksandra i Oli. Nie mogę też za bardzo skupić się na ich osobach, ponieważ mogłabym również zdradzić co poniektóre szczegóły. Natomiast muszę przyznać, że ani przez chwilę nie oceniałam zachowań bohaterów i popełnianych przez nich dalszych kroków czy dokonywanych przez nich wyborów, które niosły ze sobą znaczące konsekwencje i zdecydowanie odmieniły ich życie. Starałam się ich zrozumieć... Zastanawiałam się, jak ja postąpiłabym na ich miejscu i czy byłabym zdolna do takich poświęceń? Niestety nie znalazłam odpowiedzi na owe pytania.

"Białe noce" to moim zdaniem uczta literacka. Autorka bez wątpienia posiada niezwykłą zdolność czarowania piórem. Tworzy cudowne, urzekające i plastyczne opisy. Wprowadza niepowtarzalny i magiczny nastrój. Sankt Petersburg, rzeka Newa, tytułowe białe noce... Nie brakuje także nawiązania do wojny w Czeczenii. Za pomocą słów konstruuje piękne i wartościowe myśli, które zapadają w pamięć i osadzają się głęboko w sercu, a przede wszystkim wyzwalają niesamowite emocje. Z pewnością Marika Krajniewska dysponuje darem umiejętnego nazywania, a następnie wyrażania i przekazywania uczuć. To wielki talent. Z przyjemnością i zachwytem obcowałam zatem z ową prozą. I na pewno sięgnę po inne powieści autorki. 

Podsumowując, "Białe noce" to piękna, refleksyjna, melancholijna, wartościowa, ujmująca, poruszająca i wzruszająca powieść. To historia o nieszczęśliwej miłości, tęsknocie rozdzierającej serce, bólu przeszywającym ciało na wskroś, żalu za utraconym, cierpieniu zżerającym od środka, dramatycznym rozstaniu, tajemnicach rodzinnych, podejmowaniu decyzji, konsekwencjach dokonywanych wyborów, a poniekąd o skrywanej nadziei. To proza, która zajmie szczególne miejsce zarówno w mym sercu, mych myślach oraz na półce mej biblioteczki. Gorąco polecam.


Cytaty:

"(...) Żegnałem się z bólem aż do wieczora, kiedy będzie tak samo zimno i tak samo ciemno.
I tak samo pusto - gdzieś w głębi siebie. Ale teraz to nie było ważne.
Teraz widziałem plecy tłumu, które niczym boje na bezkresnych wodach prowadziły do celu,
którego wcale nie miałem.
Brak celu nigdy nie był przeszkodą, by do celu zmierzać.
Najwyżej osiągnie się cel zupełnie kogoś innego, tak przy okazji."


"(...) Zawsze tak miałem - kiedy nagle mnie oświecało, że wypadałoby komuś pomóc,
a ten ktoś nie przyjmował mojej pomocy, czułem się bezbronny.
Jakbym przejmował na siebie stan, w jakim miał tkwić człowiek,
któremu wcześniej zamierzałem pomóc."


"(...) A właśnie te niewypowiedziane słowa zawsze były najważniejsze.
Prawda kryje się w milczeniu. To wiedziałem na pewno."


"(...) Ból towarzyszący tęsknocie nie zna umiaru.
Zazwyczaj rośnie z dnia na dzień, z minuty na minutę. 
A czas nie jest jego sprzymierzeńcem. Nie leczy ran.
Odsłania tylko nagość cierpienia, podsuwając pod zamknięte, opuchnięte od łez powieki obraz,
w którym on przesuwa gorącym językiem wzdłuż twoich pleców, 
doprowadzając cię do szaleństwa; zmierzając coraz niżej, coraz głośniej oddycha,
resztkami sił powstrzymując się przed zaspokojeniem, które miało nadejść lada moment,
jeszcze nie teraz, ale już za chwilę.
Miłość zawsze kończy się tak samo."


"Każda dusza kiedyś była iskierką i teraz, gdy przyroda budzi się z zimowego snu,
wszystkie one, dotknięte historią, zbierają się nad Newą, nie dając ludziom spać.
Miliony dusz skrzą się, tworząc białe noce."


"Lubiła deszcz. Nawet wtedy, gdy była szczęśliwa.
Tak jak teraz. W mieście białych nocy. 
To zupełnie odwrotnie niż ja. Ja nie lubiłem deszczu.
Zawsze kiedy zaczynał swoją pionową podróż, bałem się, 
że zmyje mapę, którą namalował mi los."


"(...) A na wojnie, jak to na wojnie, uczucia wracają, zagnieżdżają się,
nawet jeśli tego nie chcesz, nie ma na nie siły i nie ma siły, by z nimi walczyć.
Tylko na wojnie człowiek nie walczy z uczuciami." 


"(...) Miłość umiera zawsze zbyt wcześnie.
Wygasa, wypala się, zanika. 
Tak każe życie, takie pisze rozprawki.
Wstęp - zbyt szybki i pochopny, rozwinięcie naćkane gniewem i roszczeniami
i zakończenie - nagłe, absolutne. "


"(...) Chyba nigdy nie jest się gotowym na odejście. Nawet jeśli się tego spodziewasz.
Cień nadziei w takich sytuacjach jest niezwykle ulotny.
Dźga tylko iluzją, której się chwytasz jak tonący chwyta się brzytwy.
A potem nagle czujesz, jak brakuje oddechu, jak się dusisz,
łapczywie próbując nabrać tchu.
Jak rozpada się na kawałki twój wewnętrzny świat, twoja wiara znika,
bez słowa, bez uprzedzenia zmieniając właściciela, a ty stajesz się pusty.
I wtedy nie czujesz nic, nawet tęsknoty.
Nawet żalu nie czujesz, bo jeszcze nie możesz go czuć.
Nie wiesz, co się stało, ale jedno jest dla ciebie pewne - że tak musi być.
Że nie zdołasz już nic zmienić i w zasadzie zmieniać nie chcesz."


"(...) Nie umiałem czekać, patrzeć, mówić do ciebie. Nie umiałem powiedzieć "nie".
Nie umiałem powiedzieć ci, że to nie twój dramat mnie przeraża, ale mój własny.
Ten, który ty mi zgotowałeś, brat."


"(...) Kolejnym etapem było milczenie. Milczenie rodziło bunt. Jej, mój, wszystkich.
Milczenie dusiło, paliło w gardle. 
Milczenie wywoływało ból strun głosowych, które tak bardzo pragnęły wydać głos.
Milczenie nie było złotem, było katem, pastwiącym się nad cierpliwością,
pragnieniem zmian, doprowadzało do ruiny.
Milczenie odstraszało, świdrowało swoim krzykiem. 
Wzmagało apetyt na słowa, których nikt z nas nie był w stanie wypowiedzieć.
I pękło. Tak zwyczajnie. Bezceremonialnie. Po prostu."


"(...) Czasami, pomimo odległości, czuje się czyjąś bliskość.
Czasami jednak ktoś, kto stoi metr od ciebie, jest oddalony o lata świetlne przekonań, 
zdarzeń, które wydarzyły się wyłącznie w czyjejś świadomości."


"Są takie chwile, kiedy cisza ciąży swoim nadmiarem.
Są takie chwile, kiedy czuje się ciężar, niedający się z niczym porównać.
Nagle spada on na człowieka, chociaż i tak było już niewyobrażalnie ciężko.
I tylko tyle, brat."



Tytuł: "Białe noce"
Autor: Marika Krajniewska
Wydawnictwo: Papierowy Motyl
Data wydania: 2016
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Ilość stron: 168
Moja ocena: 9/10

  
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Papierowy Motyl.


Książka bierze udział w wyzwaniu:



18 komentarzy:

  1. Wspaniała recenzja - to czuć, że książka Cię oczarowała :) Aż sama nabrałam na nią ochoty, bo uwielbiam takie emocjonujące historie o miłości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, że już po samych cytatach nabrałam ochoty na tę książkę. Z twojej recenzji czuć emocje, które towarzyszyły Ci przy lekturze. Też chciałabym poczuć podobne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie :) Prawda, same cytaty zachęcają do poznania owej prozy. Zgadzam się :)

      Usuń
  3. Bardzo dziękuję za piękną recenzję! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak pięknie opisałaś swoje wrażenia z tej lektury, że aż zamarzyła mi się ta literacka uczta z ,,Białymi nocami''.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wybrałaś piękne cytaty i jeśli tak, jak opisałaś swoje odczucia po tej lekturze, otrzymałeś ogrom emocji, z chęcią bym przeczytała tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetnie napisane! A książkę mam ochotę przeczytać choćby dla samych cytatów

    Pozdrawiam ;)
    To Read Or Not To Read

    OdpowiedzUsuń
  7. Skoro książka tak mocno przekonuje, to zdecydowanie warto po nią sięgnąć. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  8. Pięknie napisałaś recenzję. Są takie książki, do których często wraca się myślami. Jako nastolatka przeczytałam książkę "Bławatki", którą napisał Guy Croussy. Często wracam do niej myślami, byłam w tedy w wieku bohaterów tej książki i pewnie dlatego tak bardzo przeżywałam losy bohaterów i zapamiętałam do dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie :) Zgadzam się, jest wiele takich książek...

      Usuń
  9. Zdecydowanie nie dla mnie. ;/ Coś czuję, że nie przypadłaby mi do gustu. ;/

    OdpowiedzUsuń
  10. Podzielam twoją opinię. Książka jest magiczna i należy do moich ulubionych. Chcę zapoznać się ze wszystkimi książkami Mariki Krajniewskiej :-)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)