środa, 12 lipca 2017

"Rachunek obcego sumienia" - Mirosław Prandota [recenzja przedpremierowa]




"Kiedy ma się kilkanaście lat, wyobraźnia wybiega daleko w przyszłość.
Młody człowiek rozmyśla, jak tu odkryć nową Amerykę, polecieć balonem na księżyc, 
albo podnieść jedną ręką samochód, najlepiej ciężarowy. 
Wszystko po to, aby wśród zwykłych ludzi zaistnieć jako ktoś wyjątkowy."


Gdy pewnego wiosennego dnia otrzymałam od wydawnictwa wiadomość z propozycją objęcia patronatem medialnym książki "Rachunek obcego sumienia" wraz z notką stanowiącą ogólny zarys fabuły, od razu się zgodziłam. Nie potrzebowałam ani chwili do namysłu, bowiem opis na tyle mnie zaintrygował, iż wiedziałam, że koniecznie muszę poznać ukazaną w powieści historię. Z pewnością dodatkowym impulsem była moja wcześniejsza nieznajomość twórczości Mirosława Prandoty. Nie tylko nie miałam okazji przeczytać żadnej ze skomponowanych przez pisarza publikacji, ale przede wszystkim - nie będę ukrywać - nawet o nich nie słyszałam. Postanowiłam wówczas to nadrobić i tym samym sprawdzić, czy styl autora przypadnie mi do gustu i czy będę miała ochotę na zaznajomienie się z jego innymi dziełami. Przyznaję, że z niecierpliwością wypatrywałam też maila od wydawnictwa z załączoną okładką "Rachunku obcego sumienia", której byłam niezwykle ciekawa (jak to bywa w przypadku sroki okładkowej). Kiedy już takowego otrzymałam i ujrzałam oprawę powieści, która niewątpliwie mnie urzekła, tylko się utwierdziłam w przekonaniu, że mój wybór co do lektury tejże książki był słuszny. Pozostało zatem zagłębić się w przedstawioną w niej opowieść i ulec jej klimatowi. Zapraszam na recenzję.

Mirosław Prandota - ur. w 1944 roku w Czersku. Jest absolwentem filologii polskiej oraz psychologii ze specjalizacją kliniczną, pilotem szybowca, instruktorem judo (posiada czarny pas), byłym członkiem kadry narodowej w trójboju, a ponadto podróżnikiem, dziennikarzem, laureatem ponad 40 ogólnopolskich konkursów reporterskich, autorem kilkunastu powieści oraz kilku książek reportażowych. Spośród książek tego autora największym powodzeniem wśród czytelników cieszyły się takie pozycje, jak obyczajowa powieść satyryczna Taniec życia, romans Sam przeciw sobie, sensacyjna trzyczęściowa epopeja AK-owska Łańcuch krwi oraz satyra na elity polityczne Izba Wytrzeźwień, a także: Liga supermenów, Cienie Starego Miasta, Na czarno i Ostatnia walka gladiatorów (powieść fantastycznonaukowa). (źródło: www.ekstensa.com, www.encyklopediafantastyki.pl) 

Czarny Las to wioska skupiająca mieszkańców różnych narodowości: polskiej, niemieckiej i żydowskiej. Wszyscy darzą się sympatią, pomagają sobie nawzajem, szanują zdanie innych, współpracują, kiedy trzeba, przyjaźnią się i miło spędzają ze sobą czas. Są pełni radości i dobroci. Wójtem wsi leżącej nieopodal Gdańska jest Miller - Niemiec, wspaniały mąż i idealny ojciec, człowiek lubiany, szanowany, uczynny, po prostu ludzki. Dzieciom zawsze rozdawał cukierki, był skory do pomocy, udzielania wsparcia, potrafił słuchać i udzielać mądrych rad. Pewien staruszek poruszający się o lasce, uwielbiający przesiadywać na ławce pod kasztanowcem, niegdyś pasterz krów i wielbiciel czytania książek, wspomina Millera z sentymentem, ale też nienawiścią. Bowiem, gdy wybucha wojna, w wójcie, a także pozostałych mieszkańcach Czarnego Lasu następuje ogromna przemiana. Z dobrych i wartościowych ludzi stają się okrutnymi, przebiegłymi, żądnymi zemsty i pozbawionymi skrupułów konfidentami i szpiclami. W sąsiadach rodzi się wzajemna wrogość. Okupowana przez Niemców wioska nie tylko zmienia nazwę, ale też charakter. Solidarność społeczna i przyjaźń przeradzają się w nienawiść, niepewność i strach. Ludność jest wywożona, wieszana, rozstrzeliwana na oczach dzieci, bliskich. Są jednak tacy, w których dobro zwycięża. A jest nim między innymi stary człowiek, który w tragicznej sytuacji nie zatracił siebie, pozostał sobą, nie poszedł za tłumem, nie dał się stłamsić. Uratował młodego Żyda, ukrywał go, dał dach na głową i zapewnił pożywienie oraz opiekę. Wykazał się nie lada odwagą oraz chęcią niesienia pomocy bez względu na wszystko i wszystkich, pomimo śmiertelnych konsekwencji. Jak potoczą się dalsze losy polskiego pasterza i nastolatka narodowości żydowskiej? Co wydarzy się w ich życiu i czego jeszcze będą świadkami?

W 1949 roku Aleksander D. jako malutki chłopiec został sprzedany przez swą matkę za trzydzieści tysięcy złotych pewnym bogatym kupcom. Wychowywany był w luksusowych warunkach, nigdy niczego mu nie brakowało. Kochał swych "nowych" rodziców, zresztą jego miłość była odwzajemniona. Z matką łączyła go silna więź, a z ojcem uwielbiał wypady na ryby, zawsze mógł na niego liczyć, nawet jak musiał nauczyć się "haków", niezbędnych w grze w palanta. Ponadto ojciec często ratował go z opresji, a raz dzięki znalezieniu się zupełnie przypadkowo w pewnym miejscu, ochronił syna przed śmiercią. Rodzice nigdy nie wyjawili mu prawdy o jego pochodzeniu, Aleksander sam dotarł do takowych informacji. Pewnego dnia znalazł w dokumentach nawet kartkę z inicjałami swej biologicznej matki. Po wielu latach, będąc już znanym profesorem, postanawia odnaleźć swoje korzenie, pozyskać wiedzę o przeszłości i dokładnych powodach jego odsprzedania, pragnie poznać odpowiedzi na nurtujące go pytania, odszukać rodziców i zwyczajnie z nimi porozmawiać. Pragnie dociec prawdy i się z nią zmierzyć bez względu na to, jaka by ona nie była. Tylko wtedy bowiem zazna wewnętrznego spokoju. W tym celu udaje się w podróż pociągiem, w trakcie której poznaje niejakiego Franza Millera... Czy Aleksandrowi uda się odnaleźć biologicznych rodziców? Czy dane będzie mu ich poznać? Dokąd zaprowadzą go ślady, którymi dysponuje? Czy trop okaże się słuszny?

Nie ukrywam, że jestem pozytywnie zaskoczona tą powieścią, która niesamowicie mnie intrygowała i porwała od pierwszej strony. Fabuła wyróżnia się wielotorowością, nieprzewidywalnością i wielowątkowością. Budzi ciekawość i melancholię, wciąga i wyzwala emocje. Niejednokrotnie też pozwala się zatrzymać, obdarzając czasem niezbędnym na przemyślenia, oddanie się zadumie oraz podjęcie prób przeanalizowania i przetrawienia dozowanych informacji i faktów. Akcja toczy się powoli, stopniowo ujawniane są poszczególne epizody, korelacje pomiędzy postaciami. Od początku próbowałam powiązać ze sobą pewne dowody, wydarzenia i osoby, starałam się zebrane konkrety, odcinki i elementy połączyć ze sobą i tym samym stworzyć cały obraz układanki. Z każdą kolejną stroną oraz rozdziałem małe puzzle zaczęły się do siebie coraz lepiej dopasowywać, dając pełen zarys omówionej historii niepozbawionej dramaturgii, tragizmu, okrucieństwa, ale także chwil radości, miłości i nadziei. To opowieść pełna zwrotów akcji, zaskakujących, szokujących i przerażających zdarzeń, skrajnych, a momentami niezrozumiałych i niewyobrażalnych punktów widzenia. To historia, w której autor z precyzją i płynnością przeplata przeszłość z teraźniejszością, wyzwalając wówczas zaangażowanie, wnikliwość i pragnienie natychmiastowego rozwikłania wielu poruszanych aspektów i odniesienia się do nich. Jestem pod wrażeniem doskonałego scalenia ze sobą płaszczyzn czasowych, kilku wątków fabuły oraz pojedynczych postaci, którzy nigdy się nie znali, ale których los ze sobą zetknął.

Historie opowiedziane są przy zastosowaniu pierwszoosobowej narracji z perspektywy trzech mężczyzn, z pewnością różniących się pochodzeniem, statusem społecznym i materialnym oraz wiekiem, a także podejściem do czasów wojennych. Stary Człowiek wraca wspomnieniami do przeszłości, do lat wojennych i powojennych socjalistycznych, wyraża swoje zdanie o Niemcach, którzy zburzyli świat a jego rodzinną wioskę, Czarny Las, przeobrazili w piekło, oraz o Rosjanach, tworzących rolnicze spółdzielnie produkcyjne - kołchozy, a także budujących bloki. Opowiada również o mieszkańcach malutkiej miejscowości, którzy zaznali ogromnej krzywdy, bólu i cierpienia, którzy byli świadkami egzekucji wykonywanych na ich najbliższych, którzy skazani byli na z góry przegraną walkę. Pozbawiano ich warunków do życia, palono ich domy, organizowano wywózki, przywłaszczano sobie ich dobytki życia. Skupia się też na osobie wójta, który z dobrego człowieka stał się z dnia na dzień potworem. Opisuje również czas, kiedy to odratował młodego Żyda, którego rodzinę zabito na jego oczach. Przywołuje ważne, a jednocześnie bolesne i napędzane obawami i lękami wydarzenia ze swego życia. Drugim bohaterem powieści jest Aleksander D., dorosły mężczyzna, szczycący się tytułem naukowym, szanowany w swym środowisku, od lat mieszkający w Niemczech, pragnący zaczerpnąć informacji o swych korzeniach, wyruszający w drogę w celu odnalezienia biologicznych rodziców oraz poznania ich historii i zrozumienia ich spojrzenia na świat. Profesor pokazuje przewijane w jego myślach obrazy z dzieciństwa, a głównie czasu spędzanego z ojcem, dzieli się swymi wrażeniami z okresu, kiedy to wędkowanie było jego pasją, opisuje relacje z rówieśnikami, które początkowo nie należały do łatwych i przyjemnych i musiał zasłużyć na ich akceptację, a także ukazuje swe uczucia i pustkę w sercu, którą pragnie załatać. Wie, że musi dotrzeć do prawdy, znaleźć logiczne wytłumaczenie przeszłych zdarzeń, bo tylko wtedy poczuje się wolny i osiągnie spokój. Natomiast ostatnim narratorem jest Franz Miller (nie mylić z wójtem Czarnego Lasu), którego stryj był oficerem SS. Mężczyzna upatruje w narodzie niemieckim tylko honory i zasługi, uwzględnia zalety, pochwala czyny, okazuje swą dumę, a poległych potomków nazywa bohaterami. Nie będę ujawniać więcej informacji o jego osobie, bowiem wtedy musiałabym aż nadto zdradzić, a tego czynić nie zamierzam. Co zatem łączy Starego Człowieka, Aleksandra D. i Franza Millera?

Powieść porusza bardzo istotne, a przede wszystkim bardzo trudne i budzące emocje zagadnienia. To opowieść, której nie sposób czytać jednym tchem, mimo iż jej fabuła jest niebywale frapująca i pasjonująca, gdyż tematyka wojenna wymaga ukłonów, kontemplacji, pochylenia i refleksji. Pozycja owa liczy trzysta stron, a odniosłam wrażenie jakbym miała do czynienia ze znacznie obszerniejszą. Dlatego jej lektura zajęła mi nie trzy godziny (jak to zazwyczaj bywa w przypadku książek o takiej liczbie stron), a trzy wieczory. Książka podzielona jest na ponad pięćdziesiąt krótkich, bo zaledwie kilkustronicowych rozdziałów, które idealnie się ze sobą przeplatały. Pragnę też nadmienić, że dzięki lekkiemu i przystępnemu stylowi, nie były aż nadto intensywnie odczuwalne zarówno ciężar emocjonalny, jak i fabularny, wynikające ze wspomnianej powieści. Wielokrotnie na mej twarzy gościł smutek, chwilami jawił się lekki uśmiech, często też serce przyspieszało swe bicie, a nawet ciśnieniu zdarzyło się podskoczyć. Po prostu nie można przejść obojętnie, czy też w ogóle bez jakichkolwiek uczuć, obok pełnych bezwzględności, chciwości, barbarzyństwa i mściwości sytuacji. Łzy nie spływały po mych policzkach, jak to miewało miejsce w trakcie chłonięcia książek o podobnej problematyce, aczkolwiek opisane w powieści wydarzenia zakorzeniły się gdzieś w tyle głowy i zapewne pozostaną tam na zawsze. Ponieważ tej historii nie da się ot tak po prostu zapomnieć.

Podsumowując, "Rachunek obcego sumienia" to opowieść o obliczach wojny, okupacji, śmierci, przyjaźni wystawianej na próby, determinacji, ukrywaniu się przepełnionym strachem, konsekwencjach podejmowanych decyzji, nienawiści, zemście, zakazanej miłości, międzyludzkich relacjach, dociekaniu prawdy, poszukiwaniu własnego "ja" oraz prawdziwej tożsamości, o wewnętrznym rozdarciu, rozliczaniu przeszłości, życiu z poczuciem winy, wyrzutach sumienia, negowaniu prawdy i skupianiu się tylko na ideałach, przemianie wewnętrznej oraz potrzebie zapełnienia pewnego etapu w życiu. To historia mająca na celu nie tylko zobrazowanie czasów wojennych, ujawnienia osądów czy też opinii ludzi różnych nacji i profesji, ukazania poczynań tych, którzy nie przyjmowali do wiadomości porażki, ale przede wszystkim pokazanie, iż przeszłość niestety odbija swoje piętno na osobach młodych, zagubionych, pragnących prawdy i tylko prawdy oraz łakomych wiedzy. Ponadto uświadamia spoczywające na synach, wnukach czy prawnukach poczucie odpowiedzialności za zbrodnie ojców, dziadków i pradziadków. Z pewnością to powieść godna uwagi i warta poświęcenia jej czasu. To książka wartościowa, refleksyjna, uwzględniająca mnóstwo życiowych prawd i pozwalająca wyłuskać niejedno cenne przesłanie. Gorąco polecam! 


Cytaty:

" - Nieważne, co myślisz o sobie, Albert - tłumaczył Miller synowi przynajmniej raz w miesiącu. - 
Liczy się tylko to, co ludzie o tobie mówią. 
No, i zamiast przeglądać się w lustrze, patrz na sąsiadów i przeglądaj się w ich oczach."


"U nas w Schwarzwaldzie mówiło się tylko o wojnie, 
bo czegoś takiego nikt na własne oczy nie widział, a niektórzy, 
tacy, co to zasiedzieli się w sobotę wieczorem przy gorzałce, twierdzili nawet, że wojny nie ma, 
jeżeli była, to już się skończyła, światem rządzą Niemcy, bo tak wypadło 
i trzeba się do tego przyzwyczaić. 
Po mojemu to przyzwyczaić można się było do słońca, które świeciło od rana aż po późny wieczór, 
do trawy, która pachniała po deszczu i do deszczu, który padał wtedy, kiedy miał padać, 
ale nikt mnie nie przekonał do tego, że trzeba przyzwyczaić się 
do widoku umundurowanych Niemców, którzy wywieźli gdzieś Żydów
 i sami rozlokowali się w ich domach."


"(...), bo dla człowieka, który ma dziury w życiorysie, wszystko jest ważne.
Musi dobierać gustowne łaty, aby nikt nie powiedział, że jest się przebierańcem z demobilu. 
Takim, który tylko raz w roku idzie na bal maskowy, a w tydzień później już zapomniał, 
za kogo był przebrany."


"Niesprawiedliwy jest taki świat, 
w którym jedni ludzie mogą bezkarnie robić krzywdę drugim ludziom. 
Ktoś powinien zgłosić skargę u Pana Boga, najlepiej, żeby to był ktoś taki, co zna adres. 
Bo jak jest niebo pochmurne, to Pan Bóg może nie widzieć, 
co tu się dzieje na tej Ziemi przez niego stworzonej. 
Trzeba go zawiadomić, żeby zrobił jakiś porządek, bo na razie porządek robią tylko Niemcy."


"(...) Tego dnia zwyczajnie dojrzałem, co oznaczało, że mimo czasowej niedyspozycji fizycznej, 
stałem się jednak dojrzalszy, inaczej mówiąc - męski. 
Zrozumiałem, że dojrzałość nie przychodzi sama z wiekiem, 
a przynajmniej nie tak szybko jakby się chciało. 
Najpierw trzeba przeżyć coś mocnego i otrząsnąć się z wrażeń. 
Na pewno każdy popełnia w życiu jakieś głupstwa karalne lub niekaralne. 
Gdyby to jednak zależało tylko ode mnie, nigdy nie karałbym za pierwsze głupstwo, 
natomiast za recydywę jak najbardziej!" 


" - Ja sobie tak myślę - mówił dalej - że jeżeli nawet człowiek  jest słaby, 
to lepiej umrzeć w walce niż podczas egzekucji. 
Bo podczas walki można zabić przynajmniej kilku prześladowców, 
a im więcej ludzi walczy, tym więcej ginie prześladowców."


"Pewnego razu, a stało się to w dzień Świętego Mikołaja, 
nad naszą wioskę nadleciały samoloty  z czerwonymi gwiazdami na skrzydłach. 
Leciały dość nisko i zrzucały prezenty dla tych wszystkich, 
którzy do tej pory nie zdążyli wynieść się daleko za zachodnią granicę. 
Prezenty nie miały kolorowych wstążek, za to miały bombową moc. 
Kiedy taki prezent spadł na ziemię, otwierał się sam, 
a wtedy wszytko, co leżało lub stało na dole, wylatywało w górę."


"(...) Żołnierzem jest się nie po to, aby myśleć.
Żołnierz ma strzelać."


"(...) Coraz bardziej jestem przekonany, że miejsc naszego dzieciństwa 
możemy ze wzruszeniem wypatrywać tam, gdzie powinniśmy je znaleźć, 
ale chyba nigdy ich nie odszukamy. 
Jedyne co pozostaje, to wizja ukochanych postaci, unieruchomionych na starych fotografiach."


"Strach bowiem powoduje to, że ludzie odrywają się od swoich najbardziej drańskich marzeń 
i na nowo stają się ludźmi."


"(...) Mówi się, że czas leczy rany i raczej to prawda, 
jeżeli tylko człowiek nie ma skłonności do rozpamiętywania szczegółów, 
bo jak ma, to żaden czas nie pomoże."


"Lubię przychodzić wieczorami do dziecięcego pokoju, gdy mój mały Willy już zaśnie.
Śpi przeważnie na wznak, z rękami rozrzuconymi na boki albo wyżej, wzdłuż głowy.
To wzruszający widok. Ani śladu w nim polityki, wojny, mundurów, pieniędzy, dobrobytu czy biedy. 
Tak powinno być urządzone życie na ziemi. Bez przemocy i bez zawiści."


"(...) Życie stawia przed ludźmi tyle nowych wymagań! 
Trzeba je zapamiętać, aby im sprostać w odpowiednim momencie. 
A swoją drogą, pamięć ludzka ma ograniczoną pojemność. 
Nie da się chyba zapamiętać czegoś nowego bez pozbycia się przynajmniej części starego balastu."



Tytuł: "Rachunek obcego sumienia""
Autor: Mirosław Prandota
Wydawnictwo: Psychoskok
Data wydania: 2017
Oprawa: miękka
Ilość stron: 317
Kategoria: powieść historyczna sensacyjna
Moja ocena: 8/10
 
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Psychoskok.


Książka bierze udział w wyzwaniu:


5 komentarzy:

  1. Ta książka musi wzbudzać emocje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Będę miała tytuł na uwadze. Lubię wojenne historie, do tego ta ma dwa interesujące wątki. Gratuluję patronowania jej:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, wspaniale mi się ją czytało, piękna lekcja o znaczeniu przebaczania i pielęgnowaniu pamięci bolesnych zdarzeń z historii. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękujemy za recenzję i serdecznie pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)