środa, 20 kwietnia 2016

Świat na żółto. 23 małe odkrycia, które uratowały mi życie - A. Espinosa




"Rodzimy się bez wielu rzeczy, bez mnóstwa bardzo różnych rzeczy. 
Z czasem uczymy się tuszować te braki w ten czy inny sposób. 
Czasami robimy to świetnie, czasami robimy to po prostu najlepiej, jak potrafimy. 
Zdarza się nawet, że nigdy nie dowiadujemy się, że czegoś nam brakuje. 
Nasz mózg jest tak sprytny, 
że czasami ukrywa przed nami najbardziej podstawowe rzeczy dotyczące nas samych."


"Świat na żółto" to książka, której nie da się nie zauważyć, ze względu na rzucającą się w oczy okładkę. Kojarzy nam się ona z czymś optymistycznym, pozytywnym i energicznym. Zanim po nią sięgnęłam, wiedziałam mniej więcej o czym opowiada. Jest to prawdziwa historia autora, który przez kilka lat zmagał się z rakiem. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tak pozytywnego podejścia do tematu choroby, a nawet śmierci. Zazwyczaj książki poruszające tematykę jakiejkolwiek choroby, utraty bliskiej osoby czy śmierci wywołują łzy, przygnębienie oraz smutek. A ta mała książeczka wywołuje uśmiech na twarzy, daje radość i nadzieję.

Książka jest autobiografią autora, który w wieku czternastu lat dowiedział się, że ma raka. Zmagał się z nim przez dziesięć lat. Walczył nie tylko z chorobą, ale przede wszystkim z samym sobą. W ciągu kilkunastu lat stracił nogę, płuco i część wątroby. Dla większości z nas byłoby to coś strasznego, niezrozumiałego, przygnębiającego. Nie jedna osoba zadawałaby pytania : dlaczego ja ? dlaczego mnie to spotkało ? jak mam dalej żyć ? Albert Espinosa podszedł do tego bardzo pozytywnie. Dziesięć lat przebywał w szpitalu, z małymi przerwami na wyjścia do domu. To szpital był wtedy dla niego domem, w którym poznał mnóstwo niesamowitych ludzi, zarówno swoich współtowarzyszy z sali, pielęgniarki, fizjoterapeutów, lekarzy czy salowych. Wszyscy w pewnym stopniu stanowili dla niego rodzinę. Od każdego z nich otrzymywał wsparcie, poczucie bezpieczeństwa, cenne wskazówki i uwagi dotyczące życia. Rozmawiał z nimi na każdy temat - poruszane były kwestie nie tylko dotyczące choroby, ale także śmierci, a nawet masturbacji. Do wszystkich osób autor odnosił się z szacunkiem. Rozumiał podjęte przez lekarzy decyzje, które nie zawsze były trafne. Jednak Albert ich nie obwiniał. Pewnego dnia, za radą pewnego traumatologa, postanowił urządzić imprezę pożegnalną swojej amputowanej nogi. Bowiem wszystkich pacjentów przebywających w szpitalu uczono, że należy akceptować straty.

"Straty są pozytywne. 
Wiem, że trudno w to uwierzyć, jednak straty są pozytywne. 
Musimy się nauczyć tracić. 
Musimy być świadomi tego, że bez względu na to, co zdobywamy, wcześniej czy później to tracimy."

W książce "Świat na żółto" autor ukazuje motywy, które skłoniły go do napisania książki. Podzielił się tak naprawdę swoją historią, w której nie tylko przedstawia etapy samej choroby, ale przede wszystkim dzieli się również swoją intymnością. Przez wszystkie lata walki z rakiem i przebywania w szpitalach, spisywał ciekawe bądź przyjemne momenty, a także wartościowe rady otrzymywane od otaczających go wówczas osób. Sporządził listę pewnych dwudziestu trzech odkryć, które zmieniają nastawienie do życia, a zarazem samo życie. Dowiadujemy się między innymi, że tak naprawdę ból nie istnieje. 

"Prawdziwego bólu doświadczyłem w moim życiu bez raka : 
z powodu miłości, smutku, dumy, mojej pracy. 
Wtedy przypomniałem sobie, że ból nie istnieje, że słowo "ból" nie istnieje. 
Kiedy zacząłem się zastanawiać nad tym, co naprawdę czuję, kiedy cierpię, doszedłem do wniosku, 
że czasami jest to tęsknota, czasami bezbronność, czasami niepokój, a czasami samotność. 
Nie jest to jednak ból."

Ponadto przekonuje, że każdy problem możemy rozwiązać po upływie trzydziestu minut. Warto również zapisywać wszystkie pojawiające się w naszej głowie pytania, następnie zastanowić się, kto może nam na nie odpowiedzieć, a na końcu po prostu je zadać konkretnej osobie. Namawia nas również do założenia swojego dziennika, w którym byłyby zapisywane wszystkie najważniejsze momenty naszego życia, nasze przemyślenia. Skoro lekarze prowadzą karty rejestrujące przebieg naszej choroby, to dlaczego nie można by założyć pamiętnika, w którym zawarty byłby przebieg naszego życia ? Poza tym, uświadamia nam, że wystarczy siedem kroków do osiągnięcia szczęścia, żeby nie bać się samego siebie, żeby patrzeć tylko na to, na co się lubi, żeby słuchać swojego wnętrza w momencie złości, a także, że sztuką nie jest akceptacja siebie, ale akceptacja innych. 
Po omówieniu dwudziestu trzech odkryć, będących przemyśleniami i wyciągniętymi wnioskami autora, dowiadujemy się : Dlaczego świat jest żółty ? Kim są żółci ? Co można robić z żółtym ? Jak znaleźć żółtych i gdzie ich szukać ? Jaka jest różnica między żółtym a przyjacielem ?

"Zaletą rejestrowania swojego życia jest to, że dostrzega się jego cykliczność : 
wszystko się w nim powtarza. Nasza pamięć ma ograniczoną pojemność i jest zawodna. 
Ze zdziwieniem odkryjesz powtarzalność lepszych i gorszych dni w swoim życiu, 
a twoje zapiski podpowiedzą ci rozwiązanie każdego problemu."

"Świat na żółto" jest w pewnym sensie poradnikiem, będącym zbiorem wielu pięknych i prawdziwych przemyśleń, które obdarzają czytelnika dużą dawką optymizmu. Mimo, iż przedstawiona przez autora historia choroby jest smutna i poruszająca, to uczynił to w taki sposób, że nie odczuwa się przygnębienia, a wręcz radość. Uświadamia nam, że należy doceniać życie, czerpać radość z każdego dnia i każdej chwili, nie bać się śmierci, która jest nieunikniona, akceptować siebie takiego, jakim jesteśmy, ale również wszystkich ludzi dookoła, bo tylko wtedy będziemy tak naprawdę szczęśliwi. 

"Świat na żółto" to nie jest książka, którą się czyta. Ją się przeżywa i delektuje, zdanie po zdaniu, słowo po słowie. Jest lekka i przyjemna. Skłania do refleksji nad życiem, śmiercią, miłością i przyjaźnią. Wywołuje uśmiech na twarzy. Poprzez jej smakowanie osiągamy wewnętrzny spokój. Jestem zauroczona tą niezwykłą małą książeczką, wnoszącą dużo pozytywnej energii i pięknych uczuć. Ale także jestem pełna podziwu dla autora za przepiękną, barwną, odważną i mimo wszystko radosną opowieść o przebytej chorobie. Zapewne nie raz będę do niej wracać, ponieważ jest prawdziwa, mądra i zawiera cudowny przekaz.


"Każdy jednak ma tylko dwudziestu trzech żółtych. 
Wiem, że dwadzieścia trzy to niewiele, ale to właściwa liczba. 
Zawsze wierzyłem w moc liczby dwadzieścia trzy ; jest magiczna. 
Krew potrzebuje dwudziestu trzech sekund, by opłynąć cały ludzki organizm, 
w kręgosłupie są dwadzieścia trzy dyski, 
Juliuszowi Cezarowi zadano dwadzieścia trzy ciosy sztyletami. 
Płeć człowieka determinuje dwudziesta trzecia para chromosomów 
i każda para rodziców przekazuje swojemu dziecku dwadzieścia trzy pary chromosomów."


Tytuł : "Świat na żółto. 23 małe odkrycia, które uratowały mi życie"
Autor : Albert Espinosa
Wydawnictwo : Znak
Rok wydania : 2015
Oprawa : twarda
Ilość stron : 239


Serdecznie polecam!

4 komentarze:

  1. Intrygujące, wszak rzadko sięgam po biografie i autobiografie. Jeżeli już sięgam to tylko po osobistości, które mnie bardzo interesują:)
    Przewodnik Czytelniczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tę pozycję naprawdę warto sięgnąć. Zmienia nastawienie do otaczającego nas świata. Polecam !

      Usuń
  2. Oj, ja nie mogę czytać takich książek, bo wylewam przy nich morza łez :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka, mimo, iż dotyczy smutnej historii, to naprawdę napawa optymizmem :)

      Usuń

Serdecznie dziękuję za odwiedziny mojego bloga i za wszystkie komentarze :)